— Duże wydarzenie dziś w Londynie. Podpisanie traktatu między Polską i Wielką Brytanią. Keir Starmer nazywa go dość przełomowym i właściwie pierwszym takim od pokoleń. Czy to realnie może wpłynąć na bezpieczeństwo naszych obywateli?
— Najpierw była Francja, teraz jest Wielka Brytania. To pokazuje, że Polska zawiera sojusze ze sprawdzonymi, dużymi partnerami. Myślę, że ci partnerzy chcą zawierać sojusze z nami dlatego, że my wydajemy gigantyczne pieniądze na obronność. Pozyskaliśmy ponad 180 miliardów złotych z Unii Europejskiej na program SAFE. Te pieniądze będą głównie inwestowane u nas, w naszym kraju, w nasze rodzime firmy, i będzie to partnerstwo. Partnerstwo na zasadzie wymiany handlowej i współpracy handlowej. I to powinno — i takie działania powinny — odstraszać potencjalnych agresorów, którzy chcieliby pomyśleć, żeby zaatakować Polskę. To oczywiście NATO, oczywiście Unia Europejska i oczywiście te sojusze, które są. To naprawdę bardzo dobre działanie na rzecz poczucia bezpieczeństwa wśród Polek i Polaków.
— Czy sądzi pan, że dzisiaj relacje — także dotyczące bezpieczeństwa i obronności — z naszymi partnerami europejskimi są ważniejsze lub bardziej można na nich polegać niż na relacjach z obecną administracją amerykańską?
— Prezydent Donald Trump jest bardzo nieprzewidywalnym prezydentem, bardzo chimerycznym, bardzo ekscentrycznym. I gdybym miał powiedzieć, to Stany Zjednoczone i sojusz ze Stanami Zjednoczonymi jak najbardziej tak. No ale na Donalda Trumpa trzeba brać poprawkę, więc dobrze, że budujemy te sojusze w ramach Unii Europejskiej z naszymi partnerami, bo przecież Polska jest takim prekursorem. Jeżeli chodzi o wydatki na obronność, to za naszej prezydencji w Unii Europejskiej powstał program SAFE. To my namówiliśmy naszych partnerów europejskich do tego, żeby wzięli większą odpowiedzialność za zbrojenia, za dozbrajanie siebie, i myślę, że to jest bardzo dobry kierunek. Natomiast pamiętajmy też o tym, że za kilka miesięcy w Stanach Zjednoczonych są wybory połówkowe. Wszystkie na razie znaki na ziemi i niebie wskazują, że Donald Trump i jego Republikanie przegrają te wybory połówkowe, co też spowoduje mniejszą pewność i swobodę w działaniu Donalda Trumpa. Jak słyszę, że na 80. urodziny Donalda Trumpa przed Białym Domem jest budowana wielka scena do gali MMA, to znaczy, że tam są cały czas te priorytety trochę poprzestawiane w głowie Donalda Trumpa.
— „Złóżmy Stanom Zjednoczonym konkretną ofertę” – apeluje nowy szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Oferta ma dotyczyć stałej bazy amerykańskich żołnierzy w Polsce. Popiera pan tę ideę?
— Ale takie działania trwają, bo pan premier Kosiniak-Kamysz to robi, a nie mówi o tym. Ja doceniam, że ludzie z otoczenia prezydenta bardzo dużo mówią, natomiast my nie mówimy — my robimy. I żeby przygotować taką stałą bazę, potrzebna jest infrastruktura i zapewnienie tej infrastruktury, bo wiemy, że żołnierz amerykański przylatuje tutaj wtedy z całą rodziną. To wymaga szeregu rozmów, spotkań. Tak, ja jestem za tym, bo przecież doskonale zdajemy sobie sprawę, że nikt jeszcze nie zaatakował kraju, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze. Amerykański żołnierz to dodatkowe poczucie bezpieczeństwa dla Polek i Polaków i dla naszej ojczyzny. Więc jeżeli tylko będzie taka możliwość, to jak najbardziej tak.
— Podobno polskie służby, panie pośle, mają być już blisko zatrzymania Marcina Romanowskiego. Wczoraj dziennikarze poinformowali, że po wyjeździe z Węgier miał pojawiać się w Serbii i w Chorwacji.
— Ja bym oczekiwał — i tego życzę polskim służbom — żeby Marcin Romanowski nie był na uchodźstwie, tylko był w polskim, warszawskim areszcie. I mam nadzieję, że to będzie zasada, że służby nie komunikują, tylko działają i poinformują obywateli naszego kraju: „Mamy podejrzanego Marcina Romanowskiego, jest w drodze do Polski, jest w drodze do polskiego aresztu”.
— Nie wiadomo jednak, jak to będzie ze Zbigniewem Ziobrą, dlatego że on — mam takie poczucie graniczące z pewnością — śmieje wam się w twarz, panie pośle.
— A ja myślę, że nie. Bo wie pani, jeżeli ktoś jest polskim parlamentarzystą i musi tułać się najpierw na Węgrzech, a teraz w Stanach Zjednoczonych, i nie może wrócić do swojego kraju, do kraju, gdzie ludzie na niego zagłosowali i go wybrali, to on się nie śmieje mi w twarz. On każdego dnia — w moim przekonaniu, przynajmniej każdy człowiek tak by miał — budzi się i mówi: „Nie mogę wrócić do swojej ojczyzny, nie mogę wrócić do swoich rodaków”. No wie pani, ja bym nie chciał być takim podróżnikiem, który musi z własnej nieprzymuszonej woli uciekać. Przyjdzie czas, Ziobro też będzie w Polsce.
— Nie mam takiego wrażenia, patrząc na pana Ziobrę, żeby był jakoś specjalnie sfrapowany tą sytuacją. Natomiast sugeruje, że jego tułaczka — jak to pan określił — jest efektem absolutnego imposybilizmu, cytując Jarosława Kaczyńskiego, polskich służb.
— Tu są dwie zasady. Albo działa się zgodnie z prawem i procedurami, albo działa się niezgodnie z prawem i procedurami. Gdyby nasze państwo nie działało zgodnie z prawem, Ziobro już byłby za czuprynę wytargany i przywieziony do Polski. Polska działa zgodnie z przepisami prawa. To nie zawsze się podoba. Ja też dostaję łomot czasami na ulicach różnych miast, kiedy ludzie do mnie podchodzą i mówią: „No obiecywaliście, że ten Ziobro tutaj będzie”. Ja to tłumaczę, wyjaśniam. Natomiast myślę, że na każdego przyjdzie pora.
Rozmawiała: Kamila Biedrzycka