- Prezydent Karol Nawrocki ostro odpowiedział na platformie X wicepremierowi Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi, wzywając go, by „po męsku zmierzył się” z decyzją o przekazaniu Ukrainie rakiet Patriot.
- Szef MON zarzucił wcześniej otoczeniu prezydenta kłamstwo, twierdząc, że głowa państwa oraz BBN byli szczegółowo informowani o wojskowych donacjach dla Kijowa.
- Konflikt o pociski obrony przeciwlotniczej to kolejna odsłona walki o podział kompetencji oraz prób przerzucania się odpowiedzialnością polityczną między rządem a Pałacem Prezydenckim.
Konflikt wokół pocisków PAC-3
Polityczny konflikt między rządem Donalda Tuska a Pałacem Prezydenckim wszedł w nową fazę. Kością niezgody stały się pociski PAC-3 MSE do systemów przeciwlotniczych Patriot, które Polska przekazała Ukrainie. Gdy w przestrzeni publicznej wybuchła burza, Ministerstwo Obrony Narodowej zdecydowało się na bezprecedensowy krok i odtajniło dane dotyczące polskiej pomocy wojskowej dla Kijowa w latach 2022–2026. Okazało się, że z łącznej kwoty 16,45 mld zł, tylko 1,55 mld zł przypadło na rządy obecnej koalicji, a na liście przekazanego sprzętu znalazły się właśnie wspomniane rakiety.
Ujawnienie tych informacji wywołało reakcję otoczenia prezydenta. Szef BBN Bartosz Grodecki oraz minister Marcin Przydacz kategorycznie odcinali się od tej decyzji, podkreślając, że była to wyłączna, niejawna kompetencja rządu, która nie była konsultowana z głową państwa.
Nawrocki nie wiedział o Patriotach dla Ukrainy? Rząd ostro odpowiada
Na odpowiedź wicepremiera i szefa MON, Władysława Kosiniaka-Kamysza, nie trzeba było długo czekać. Lider PSL w mocnych słowach oskarżył otoczenie prezydenta o kłamstwo. Jak wskazał, sprawa była szczegółowo omawiana na posiedzeniach Komitetu Bezpieczeństwa Rady Ministrów w obecności przedstawicieli BBN, dokumenty trafiły do szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego, a o samych donacjach z prezydentem Nawrockim miał rozmawiać osobiście sekretarz generalny NATO, Mark Rutte. „W czyim interesie kłamiecie?” – pytał publicznie zirytowany szef MON.
Nawrocki odpowiada Kosiniakowi
Prezydent Karol Nawrocki postanowił osobiście odpowiedzieć wicepremierowi w serwisie X, nie gryząc się w język.
„Panie Premierze Kosiniak-Kamysz, zdumiewa mnie Pan. Ja zarówno z Panem, z Panem Premierem Donaldem Tuskiem czy z Sekretarzem Generalnym NATO Markiem Rutte rozmawiam o wielu sprawach, na różnych forach, często bez konkluzji. Nie opowiadam wówczas, że coś ustaliliśmy” – napisał prezydent.Głowa państwa wbiła szefowi ludowców szpilę, wzywając go do wzięcia odpowiedzialności za własne ruchy: „Decyzję podjął Pan, proszę się z nią po męsku zmierzyć” – stwierdził Nawrocki, dodając jednocześnie ironiczną ofertę pomocy. Zapowiedział, że wyjdzie z inicjatywą legislacyjną, która w przyszłości pozwoli prezydentowi brać pełną współodpowiedzialność za militarne donacje.
W serwisie X pojawiła się odpowiedź wicepremiera Kosiniaka-Kamysza:
O co naprawdę chodzi w tym sporze?
Awantura o rakiety Patriot to kolejna odsłona głębokiego, systemowego konfliktu o podział kompetencji w państwie pomiędzy rządem a prezydentem, który ciągnie się od zmiany władzy w Polsce. Zgodnie z Konstytucją RP, prezydent jest Najwyższym Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, jednak to Rada Ministrów prowadzi politykę zagraniczną i odpowiada za bieżące zarządzanie budżetem obronnym.
W tle twardej dyskusji o procedurach bezpieczeństwa państwa kryje się jednak przede wszystkim walka polityczna. Strona rządowa, ujawniając szczegóły donacji, próbuje pokazać, że rzetelnie i bezkompromisowo wspiera bezpieczeństwo regionu oraz Ukrainy, a jednocześnie dąży do rozłożenia politycznej odpowiedzialności za uszczuplenie polskich zapasów obrony przeciwlotniczej na Pałac Prezydencki, który było o wszystkim informowany.
Z kolei otoczenie Karola Nawrockiego (wywodzącego się ze środowiska prawicy) robi wszystko, by całe odium za kontrowersyjną dla części opinii publicznej decyzję o oddaniu najcenniejszych rakiet spadło wyłącznie na barki rządu Donalda Tuska.
Przerzucanie się odpowiedzialnością przed ważnym szczytem NATO w Ankarze pokazuje, że w relacjach na linii premier–prezydent nie ma już miejsca na dyplomację – nawet w sprawach fundamentalnych dla obronności kraju.