Mundurowi na listach Brauna. Narzędzie rosyjskiej propagandy w polskiej polityce

Współczesna rosyjska propaganda w Polsce nie działa już w ukryciu, lecz coraz śmielej wkracza do publicznej debaty - zauważa Gazeta Wyborcza. Ma do tego wykorzystywać do tego celu osoby o znacznym zasięgu medialnym, które następnie zyskują polityczne poparcie i miejsca na listach wyborczych. Ten mechanizm pozwala na skuteczne rozpowszechnianie narracji zgodnych z interesami Kremla, maskując ich pochodzenie i nadając im pozory autentyczności.

Grzegorz Braun
Autor: Gadomski Marcin / Super Express
  • Jak przekonuje Gazeta Wyborcza, rosyjska propaganda nie działa już w ukryciu, lecz aktywnie dąży do uzyskania politycznej reprezentacji.
  • Grzegorz Braun ma świadomie umieszczać byłych funkcjonariuszy służb mundurowych  na swoich listach wyborczych. 
  • Celem rosyjskiej propagandy w Polsce ma nie być już przekonanie o dobroci Rosji, lecz podważenie wiarygodności Ukrainy, sianie wewnętrznych podziałów oraz rozmycie postrzegania Rosji jako głównego zagrożenia. 

Grzegorz Braun zastosował nowatorską strategię, zapraszając na swoje listy wyborcze byłych funkcjonariuszy służb mundurowych. Jak podaje Gazeta Wyborcza, plan zakłada umieszczenie po jednym przedstawicielu w każdym z czterdziestu okręgów wyborczych, rezerwując dla nich piąte miejsce. Jak podkreśla, nie jest to pozycja lidera, lecz taka, która zapewnia widoczność i podkreśla autorytet munduru.

Pierwszym ogłoszonym kandydatem został porucznik rezerwy Piotr Powałka, który ma zająć piąte miejsce w okręgu gdyńsko-słupskim. Powałka służył w wojsku przez 15 lat, odchodząc w 2022 roku. Obecnie prowadzi szkolenia i kanał na YouTube, który obserwuje ponad 300 tysięcy osób. Jego wojskowa przeszłość nadaje mu wiarygodność, a internet zapewnia szeroki zasięg. Polityczna nominacja od Grzegorza Brauna stanowi dodatkowe wzmocnienie jego pozycji.

Jak rosyjska dezinformacja dociera do Polaków?

Rosyjska dezinformacja podąża określoną ścieżką, zanim dotrze do polskiego odbiorcy. Gazeta Wyborcza stwierdziła, że na rosyjskojęzycznych kanałach tworzony jest filtr, w którym Ukraina przedstawiana jest jako kraj niewdzięczny, niebezpieczny, banderowski, dążący do wciągnięcia Polski w konflikt. Następnie polskie konta w mediach społecznościowych uzupełniają te narracje o lokalne emocje, historyczne urazy i prawdziwe wydarzenia, lecz pozbawione kontekstu.

Przykładem przytoczonym przez GW jest sprawa deputowanego Rady Najwyższej Ihora Huzi, który zaproponował używanie ukraińsko brzmiących nazw w ukraińskich dokumentach i mapach (egzonimy, podobnie jak Polacy używają "Rzym" zamiast "Roma"). Informacja o tym, że polityk rzekomo żąda zmiany nazw również w Polsce, pojawiła się na Telegramie. 8 sierpnia prawicowy komentator Rafał Ziemkiewicz skomentował sprawę na platformie X.

- Skoro Polacy zaczęli mówić "wukrainie" to dlaczego nie zażądać żeby nazywali swoje miasta po ukraińsku? Albo żeby zaczęli dla wygody uchodźców pisać cyrylicą? Jak frajer na każdy kopniak odpowiada ukłonem to się kopie dalej - stwierdził.

Jak zauważa GW, w ten sposób rosyjski ślad dezinformacji zanika, a przekaz sprawia wrażenie spontanicznie wyrosłego z polskich doświadczeń.

Porucznik Powałka i rosyjska narracja?

Według Gazety Wyborczej Piotr Powałka w swoich wypowiedziach otwarcie posługuje się językiem zbieżnym z narracją Kremla. Przekonuje, że "banderowska Ukraina stanowi większe zagrożenie niż Rosja". Rozważa możliwość przeprowadzenia przez Ukrainę prowokacji pod fałszywą flagą, mających na celu wciągnięcie Polski do wojny. Mówi o "denazyfikacji", rzekomym zagrożeniu ze strony ukraińskich służb, incydentach z udziałem nietrzeźwych Ukraińców na polskich drogach oraz o ukraińskiej niewdzięczności.

Powałka stał się jedną z kluczowych postaci w polskim obiegu narracji zgodnych z interesami Rosji, czytamy w Gazecie Wyborczej. Jego filmy zyskały szczególną popularność u Marii Zacharowej, rzeczniczki Ministerstwa Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej, która jest uznawana za czołową postać rosyjskiej propagandy. Dziennikarze BBC w międzynarodowym śledztwie dowiedli, że Zacharowa stoi za telegramowym kontem NewsFactoryPL, które regularnie publikuje materiały polskiego porucznika.

Mentzen uderza w KO: „Ukradli pieniądze przeznaczone dla powodzian!”

Ewolucja rosyjskiej propagandy

Gazeta Wyborcza wykazuje, że rosyjska propaganda ewoluowała, dostosowując się do specyfiki polskiego społeczeństwa. Jej celem nie jest już przekonanie Polaków o dobroci Władimira Putina. Zamiast tego skupia się na budowaniu przekonania, że Wołodymyr Zełenski jest "gorszy". Nie ma potrzeby wybielania rosyjskich zbrodni; wystarczy zalać odbiorców opowieściami o Wołyniu, ukraińskich migrantach i ich rzekomych przywilejach. Głównym celem jest sprawienie, aby Rosja przestała być postrzegana jako najważniejsze zagrożenie.

Powałka, jako były żołnierz, ma nadawać tym przekazom szczególną moc. Występuje nie jako anonimowe konto, lecz jako osoba w mundurze, co "działa szybciej niż argument". Jego status mundurowego sprawia, że nie musi przedstawiać źródeł, a jego słowa o prowokacjach zyskują pozory oparcia w wiedzy niedostępnej cywilom, bazując na jego kilkunastoletniej służbie w armii.

"Państwo w państwie" Grzegorza Brauna

Grzegorz Braun, gromadząc wojskowych i innych "ekspertów" na swoich listach, ma budować obraz alternatywnego "państwa w państwie". Do współpracy zaprosił również Marcina Mikszę ps. "Borys", byłego policjanta olsztyńskiego CBŚ, który przez lata pojawiał się w mediach jako "człowiek, który wie więcej". Miksza, występując jako ekspert np. na antenie Polsatu, budował przekaz o zepsuciu służb. Jak mówił w jednym z programów, "Najlepsi policjanci są pomijani przez układy".

Jak czytamy w Gazecie Wyborczej, Grzegorz Braun kreuje własną wersję rzeczywistości, w której instytucje publiczne zdradziły naród, Ukraina dąży do przejęcia i "ukrainizacji" Polski, Zachód gnije, a on sam pozostaje jedynym niezłomnym obrońcą państwa zawłaszczonego przez "eurokołchoz". Używa często zwrotu "Media wam tego nie pokażą", który, choć zużyty, pozostaje skutecznym narzędziem dezinformacji. Opakowuje to w radykalną politykę, wykorzystując symbol munduru – jeden z ostatnich symboli państwa cieszących się społecznym zaufaniem.

Według Gazety Wyborczej, Braun wykorzystuje te mechanizmy, aby stworzyć wrażenie, że wojsko i policja stoją po jego stronie, a "prawdziwi żołnierze" nie ufają NATO, Ukrainie, rządowi ani mediom. Kandydatura Powałki nie jest więc jedynie kolejną wyborczą ciekawostką. Stanowi ona moment, w którym internetowy obieg dezinformacji przekształca się w realną polityczną reprezentację.

Nowy schemat ma opierać się na starych fundamentach: rosyjska narracja trafia najpierw na Telegram, następnie przejmują ją polskie konta, powtarzają influencerzy i politycy. Na końcu, osoba, która zbudowała na tych narracjach ogromny zasięg, liczony w setkach tysięcy obserwujących, otrzymuje miejsce na liście wyborczej, cementując wpływ dezinformacji na polską scenę polityczną.

W naszej galerii zobaczysz rodzinę Grzegorza Brauna:

Sonda
Co Twoim zdaniem najbardziej napędza wzrost poparcia dla ugrupowania Grzegorza Brauna?
Risercz 10.08.2026

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki