Mieszkańcy Krakowa w niedzielę 11 października będą wybierali prezydneta miasta. Do drugiej tury wyborów weszli miejski radny Łukasz Gibała oraz senator Koalicji Obywatelskiej Monika Piątkowska, która była kandydatką wspieraną przez KO i PSL. Przyspieszone wybory to efekt referendum, w wyniku którego odwołany został Aleksander Miszalski.
Polityk do tej pory milczał i nie zabierał głosu w sprawie wyborów, nie komentował kampanii, ani pomysłów czy planów kandydatów. Wyjątek zrobił ostatniego dnia kampanii wyborczej przed drugą turą wyborów. Na portalu X umieścił wpis dotyczący niedzielnego głosowania. Już na początku wpisu wyjaśnił dlaczego zdecydował się tak długo milczeć:
- Przez ponad cztery miesiące milczałem, była to moja świadoma decyzja. Potrzebowałem czasu, żeby spojrzeć na swoją prezydenturę z dystansu, przeanalizować popełnione błędy i zastanowić się, co mogłem zrobić inaczej. Dzisiaj przerywam tę ciszę. Przerywam ją bo Kraków jest dla mnie ważny i nie chcę milczeć, kiedy toczy się dyskusja o jego przyszłości. Nie zamierzam udawać, że wszystko robiłem dobrze. Chciałem w krótkim czasie uporządkować finanse Krakowa, przeprowadzić trudne reformy i rozpocząć ważne inwestycje. Dzisiaj wiem, że próbowałem zmienić zbyt wiele rzeczy naraz - napisał Aleksander Miszalski.
W dalszej części wpisu Miszalski przyznał, że poniósł za swoje działania polityczną odpowiedzialność. Ale nie przestał się interesować miastem, uważnie obserwował to, co się w nim dzieje, słuchał kandydatów i analizował ich propozycje. Słuchając ich zaczęły mu się nasuwać pytania:
- Zwłaszcza do Łukasza Gibały, którego znam od 18 lat. Razem zaczynaliśmy w Platformie Obywatelskiej. On kierował jej krakowskimi strukturami, ja byłem jej sekretarzem. To on, wtedy, w 2010 roku rekomendował na listach wyborczych działaczy PO takich jak Hawranek, Stawowy, Kośmider, Sepioł, Kracik czy Miszalski. Wtedy wszystkich cenił, lubił i szanował dzisiaj wszystkich hejtuje. Szczere czy koniunkturalne? Później nasze drogi się rozeszły. W 2024 roku stanęliśmy naprzeciw siebie w wyborach prezydenckich - wspomina były już prezydent.
Aleksander Miszalski przyznał, że teraz słuchając obietnic o pomysłów Gibały: - (...) stwierdzam z całą stanowczością, że kłamie, manipuluje bądź wykazuje się podstawową niewiedzą. Jego działania są skalkulowane na dezinformację i ubrane w populistyczne hasła. Po czym wskazał konkretnie punkt po punkcie, jak podchodzi o Gibały.
Pod koniec wpisu Miszalski przyznał, że wie, iż nie był idealnym prezydentem: - (...) popełniałem błędy, umiem się do tego przyznać – poniosłem tego konsekwencje. Monika Piątkowska też ma wady, wszyscy je mamy, chociaż nauczona moimi błędami już podobnych nie popełni. To dobra, sprawdzona i zaangażowana w życie naszego miasta menadżerka, której doświadczenie urzędnicze i prawnicze pozwoli dynamicznie rozwijać Kraków, przy jednoczesnej walce z rosnącym długiem. Takim kandydatem nie jest Łukasz Gibała, który nigdy w życiu niczym na poważnie nie zarządzał. Nie musiał na poważnie pracować i martwić się finansami, ponieważ wszystko miał podane jak “na tacy”.
Wpis zakończył stwierdzeniem, że Doświadczenie nauczyło go jednego: miastem zarządza się nie obietnicami, lecz decyzjami, za które trzeba wziąć odpowiedzialność. - I to właśnie w odpowiedzialności za nasze miasto, za naszą przyszłość i za rozwój Krakowa proszę Was, w niedzielę oddajcie głos na Monikę Piątkowską, która jest również moją kandydatką. Nie na Łukasza Gibałę, który dąży do jednego celu - kupienia sobie miasta - zakończył Aleksander Miszalski.