„Super Express”: - Panie ministrze, mija rok, odkąd objął pan resort rolnictwa. Jakie trzy decyzje uważa pan za swoje największe osiągnięcia, a co było największą porażką?
Stefan Krajewski: - Projekty ustaw, które obiecałem, zostały zrealizowane albo są na ostatnim etapie realizacji. Po pierwsze, ustawa dotycząca aktywnego rolnika. Zrobiłem wszystko, żeby została przyjęta i żeby pieniądze trafiały do rolników. Prezydent ją jednak zawetował. Dziwię się tej decyzji.
- Jaka jest alternatywa?
- Przygotowujemy takie rozwiązania, żeby Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa mogła kontrolować i sprawdzać, czy mamy do czynienia z faktycznie aktywnymi, działającymi rolnikami. Cieszy mnie jednocześnie, że Komisja Europejska rozpoczęła dialog dotyczący przyszłej perspektywy finansowej i chce stworzyć definicję aktywnego rolnika na poziomie europejskim.
- Wtedy nie musielibyśmy wprowadzać tej ustawy?
- Tak jest.
- Co takie rozwiązanie dawałoby młodym, aktywnym rolnikom?
- Jeżeli są pieniądze przeznaczone na wsparcie, powinny trafiać do tych, którzy rzeczywiście ponieśli straty, na przykład w wyniku anomalii pogodowych czy klęsk żywiołowych. Pieniędzy nie powinien otrzymywać sam właściciel ziemi, ale ten, kto użytkuje daną działkę i poniósł konkretną stratę. Plony się nie udały, bo spadło za dużo deszczu albo wystąpiła susza. Pomoc powinna być właściwie adresowana i trafiać do osób, które faktycznie poniosły straty i muszą się po nich podnieść.
W nowej perspektywie finansowej, czyli od 2028 roku, choć pewne rozwiązania mogą obowiązywać już w 2027 roku, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa będzie to weryfikować. Jeżeli zostanie przyjęty przepis unijny, będzie obowiązywał w każdym kraju członkowskim i nie będą potrzebne dodatkowe zmiany. Chyba że konieczne okażą się rozporządzenia dostosowujące przepisy krajowe do regulacji unijnych.
Ukraińskie zboże przejedzie przez Polskę? Minister stawia twarde warunki. „Utrzymujemy zakaz”
- Inny przykład?
- To, co się udało i uzyskało podpis prezydenta, to oczywiście zablokowanie sprzedaży polskiej ziemi w obce ręce. Projekt przeszedł całą ścieżkę rządową i parlamentarną, a następnie został podpisany. Trzeci projekt to ustawa o zachowaniu rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. To rozwiązanie, które obiecałem rolnikom. Projekt jest już na ostatnim etapie. Za chwilę trafi pod obrady Rady Ministrów, a po wakacyjnej przerwie, we wrześniu, do parlamentu.
- Co ta ustawa będzie oznaczała dla rolnika?
- Ma dawać pierwszeństwo temu, kto jest na danym terenie od pokoleń. Po drugie, rolnik nie powinien być karany za to, że wyjeżdża ciągnikiem czy kombajnem po godzinie 22.00, kiedy pojawia się odpowiednie okno pogodowe. Chodzi o sytuacje, w których — mówiąc w cudzysłowie — „mieszczuchy” przeprowadzają się na wieś, a później mają pretensje, że rolnik pracuje w nocy albo zbiera plony. Zabudowa mieszkaniowa coraz bardziej zbliża się do gospodarstw, a później gospodarstwa stają się dla nowych mieszkańców solą w oku i próbują oni ograniczać ich działalność.
- Czy rozmawiacie z Kancelarią Prezydenta, żeby tym razem nie było weta?
- Myślę, że to jeszcze nie ten etap, ale nie wykluczam takich rozmów. Chcemy szukać porozumienia. Przecież pan prezydent sam mówił, że warto wprowadzić takie zmiany. To naprawdę nie jest ustawa fasadowa. Ma odpowiadać na rzeczywiste potrzeby i postulaty rolników.
- trwają żniwa, które rozpoczęły się po suchej i chłodnej wiośnie. Sam pan wielokrotnie to podkreślał. Jakie są prognozy? Czy podobnie jak w przypadku owoców zbiory będą niższe?
- To zależy od regionu. Prawdopodobnie zbiory będą mniejsze niż w 2025 roku, kiedy były znacznie wyższe niż w roku 2024. Zobaczymy, czy osiągną poziom z 2024 roku, czy będą jeszcze mniejsze.
- Dzisiaj cena skupu wynosi od 800 do 820 złotych, w zależności od regionu. Rolnicy pytają: trzymać zboże, magazynować czy sprzedawać? Odważy się pan coś zasugerować?
- Był już kiedyś jeden odważny minister, który udzielał takich rad. Sytuacja jest dzisiaj na tyle skomplikowana, że nawet eksperci obserwujący rynek od 20 lat mówią, iż nie są w stanie przewidzieć, co wydarzy się za miesiąc czy pół roku. Żyjemy w świecie konfliktów i wojen, a jednym z ich elementów jest wojna handlowa. Rosja, która kiedyś była importerem zboża, dzisiaj staje się jego eksporterem. Nie możemy więc jednoznacznie niczego zasugerować. Jeżeli ktoś ma powierzchnię magazynową i nie musi się spieszyć, może zboże przechować. Nie chcę jednak, żeby zabrzmiało to jak jednoznaczny komunikat: „sprzedawać” albo „trzymać”.
- Czy do Polski napływa zagraniczne zboże? Pytam wprost o Ukrainę albo kraje Mercosur.
- Utrzymujemy embargo na produkty z Ukrainy i tutaj nic się nie zmienia. Cztery podstawowe produkty nie mogą wjeżdżać do Polski. Mogą natomiast wjeżdżać różnego rodzaju śruty i w tym przypadku nie mamy narzędzi pozwalających je ograniczyć. Ważne jest to, że nadal eksportujemy więcej żywności, niż importujemy. Powinniśmy też dbać o to, żeby nie trafiały do nas produkty, które są dostępne w Polsce. Każdy natomiast rozumie sprowadzanie owoców egzotycznych z krajów Mercosur.
Dane za maj i czerwiec pokazują, że w dyskusji o umowie z Mercosur było jednak dużo polityki i straszenia. Nie zalała nas ani wołowina, ani inne produkty. Wartość eksportu z Polski do krajów Mercosur wzrosła w maju z 4,4 miliona euro do 5,9 miliona euro. W czerwcu odnotowaliśmy wzrost o około 13 procent, natomiast import maleje. Importujemy między innymi soję czy kawę, których u nas nie ma, ale wartość tego importu spada.
- Producenci trzody chlewnej mówią, że rząd nic nie robi. Pan wysyła jednak do Komisji Europejskiej wnioski o nadzwyczajne wsparcie. Czy takie wsparcie będzie? Czy w przyszłym roku nadal będziemy jeść polskiego kotleta schabowego?
- Tak. Robimy wszystko, żeby utrzymać i rozwijać polską hodowlę. Mamy dwa konkretne działania. Pierwsze to 1000 złotych do lochy utrzymywanej w gospodarstwie rodzinnym. Drugie to dopłata w wysokości 1000 złotych do zakupionej lochy i kolejne 1000 złotych po pierwszym wyproszeniu. Chcemy w ten sposób zwiększyć udział loch w cyklu produkcyjnym w Polsce. - Czy to już działa? - Jesteśmy na etapie przygotowywania rozporządzeń, to kwestia kilku tygodni.
- Zbiory owoców są dramatycznie niskie: jabłek jest o 20 procent mniej, czereśni o 17 procent, gruszek o 15 procent, a wiśni o 10 procent. Czy konsumenci zapłacą więcej?
- Prawdopodobnie będzie drożej, ale robimy wszystko, żeby ceny nie były zbyt wysokie. Chcemy wypłacić odszkodowania sadownikom, u których wystąpiły niskie temperatury i wszystko wymarzło, a także tym, których uprawy ucierpiały w wyniku rekordowych, wcześniej nienotowanych temperatur. Ważne jest również to, żeby sadownicy, którzy mają własne owoce i warzywa, mogli godnie na nich zarobić.
- Kiedy sadownicy dostaną pieniądze, żeby nie zbankrutowali?
- Spływają do nas pierwsze protokoły z szacowania strat. Gdy tylko je otrzymamy, będziemy starali się wypłacać pieniądze. Chcę, żeby nastąpiło to najpóźniej do końca września.
- Po powrocie z Filipin mówił pan, że tamtejszy rynek zostanie otwarty na polskie jabłka.
- Tak. Otworzyliśmy rynek filipiński na polską wieprzowinę, wołowinę i drób. Odbyte spotkania otworzyły również rynek dla polskich jabłek. Rozpoczęliśmy także uzgodnienia dotyczące eksportu polskich borówek, pszenicy oraz karmy dla psów i kotów.
- O jakich ilościach mówimy?
- To ogromny rynek liczący 120 milionów konsumentów. Mediana wieku wynosi tam 26 lat. Jest to rynek rozwijający się. Nikt nie będzie kupował tam naszych produktów na kilogramy. Tak jak Filipińczycy chcą wysyłać do nas mango czy awokado, tak my chcemy eksportować tam nasze produkty.
- Jestem producentem borówek albo jabłek. Jak mogę wysłać je na Filipiny?
- Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa wspiera takie inicjatywy poprzez organizację targów i misji handlowych. Filipińczycy również przyjeżdżają do Polski, żeby sprawdzać nasz rynek. Oprócz wymienionych produktów na Filipinach istnieje ogromne zapotrzebowanie na polską cebulę. Mają z nią problem. W pewnych momentach jej cena wynosiła w przeliczeniu nawet 100 złotych za kilogram.
- Czy w kluczowych sprawach prowadzi pan rozmowy z Kancelarią Prezydenta?
- Jestem otwarty na takie rozmowy. W Radzie do spraw Rolnictwa przy prezydencie są nasi przedstawiciele, ponieważ sprawy rolnictwa trzeba wyjąć ze sporu politycznego. Dają one Polsce możliwość rozwoju.
- Ale czy jest jakaś nić porozumienia z Kancelarią Prezydenta? Jest tam Jan Krzysztof Ardanowski.
- Jan Krzysztof Ardanowski ciągle uważa się za najlepszego ministra rolnictwa w historii. Ma swoje przemyślenia, ale podczas posiedzeń komisji rolnictwa często dostrzegamy obszary, w których możemy działać wspólnie. Nie chcę się zamykać na współpracę. Wartość eksportu produktów rolnych w 2025 roku wyniosła prawie 250 miliardów złotych, co stanowiło 16 procent całego polskiego eksportu. Dane za pierwsze półrocze 2026 roku wskazują, że ta wartość może być jeszcze wyższa.
- Czy widzi pan pole do współpracy z nowym ugrupowaniem Mateusza Morawieckiego?
- Zawsze trzeba szukać możliwości współpracy, żeby rozwiązywać konkretne problemy. To są posłowie, więc mam nadzieję, że będą głosować zgodnie z polską racją stanu.
- Czy dzisiaj da się zarabiać w rolnictwie?
- Ważne jest, żeby gospodarstwa nie były monogospodarstwami. Dobrze jest mieć „dwie nogi”, na przykład prowadzić produkcję rolną i jednocześnie produkować energię elektryczną, tak jak dzieje się to w Europie Zachodniej. Istotna jest dywersyfikacja. Zamiast uprawiać wyłącznie zboże, można pomyśleć na przykład o arbuzach, które na Podkarpaciu stają się alternatywnym źródłem dochodu. Ważne jest również przetwórstwo, ponieważ sprzedaż produktu końcowego pozwala zarobić więcej. Sprawdzają się rozwiązania oparte na zasadzie „od pola do stołu”. Zachęcam również rolników do wspólnego działania w grupach producenckich i spółdzielniach.
- Teraz pytanie od rolników związane z paliwem. Czy mogą oni liczyć na pana pomoc w związku z rosnącymi cenami?
- Nie wszystko zależy od ministra rolnictwa. Robimy jednak wszystko, żeby pomagać. Wcześniej były dopłaty do nawozów, a teraz zwiększamy dopłatę z 1,48 zł o 52 grosze, do pełnych 2 złotych. Przygotowujemy rozporządzenie, które pozwoli wypłacać rolnikom dopłatę do paliwa w wysokości 2 złotych.
Rozmawiał: Marek Balawajder