- Marcin Kierwiński podkreśla, że syreny alarmowe są uruchamiane tylko w przypadku realnego zagrożenia, a nie potencjalnego, aby uniknąć nieuzasadnionego wzbudzania paniki.
- Zmieniająca się dynamika ataków oraz pojawienie się szybkich dronów odrzutowych drastycznie skraca czas reakcji, co wymusza częste ostrzeganie mieszkańców regionów przygranicznych.
- Minister przyznaje, że częste alerty prowadzą do znieczulenia i osłabienia czujności społeczeństwa, co jest problemem obserwowanym również w Ukrainie, gdzie mieszkańcy przestają reagować na sygnały ostrzegawcze.
Marcin Kierwiński wyjaśnił, że polityka resortu zakłada ostrożność w aktywowaniu systemów alarmowych. Celem jest unikanie nieuzasadnionego wzbudzania paniki, gdy zagrożenie nie jest bezpośrednie.
- Staramy się nie uruchamiać syren alarmowych, kiedy ryzyko jest potencjalne, a nie realne - zapewnił minister spraw wewnętrznych i administracji.
Kwestia zasadności tak częstego ostrzegania mieszkańców regionów wschodnich Polski była przedmiotem dyskusji na antenie TVN24. W kontekście obaw, że liczne alerty mogą prowadzić do powszednienia i osłabienia czujności społeczeństwa, szef MSWiA ponownie podkreślił, że alarmy mają być używane. gdy zagrożenie jest realne, a nie potencjalne.
Marcin Kierwiński o zagrożeniach
Minister Kierwiński zwrócił uwagę na istotną zmianę w charakterze zagrożeń w porównaniu do sytuacji sprzed zaledwie dwóch tygodni. Obecnie obserwuje się inną dynamikę ataków powietrznych oraz wydarzeń w bezpośrednim sąsiedztwie polskiej granicy. Celem działań stają się polsko-ukraińskie przejścia graniczne. Dodatkowym wyzwaniem są nowoczesne drony odrzutowe, które rozwijają prędkości rzędu 700-800 km/h. Taka szybkość znacząco skraca dostępny czas reakcji systemów obrony przeciwlotniczej.
Tak Polacy oceniają Donalda Tuska w roli premiera. Wyniki pokazują prawdę
- Pomiędzy punktem uderzenia w stację paliw a polską granicą czy domami po stronie polskiej granicy, to jest ile? 10 sekund różnicy - zauważył minister, wskazując, że ta krótka perspektywa czasowa wymusza częste ostrzeganie ludności zamieszkującej obszary przylegające do Ukrainy.
Doświadczenia Ukrainy
Szef MSWiA przyznał, że idealne systemy ostrzegania nie istnieją. Podobne spostrzeżenia dotyczące adaptacji społeczeństwa do ciągłych zagrożeń mają również władze ukraińskie.
- Rozmawiałem z naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, z ludźmi, którzy zajmują się systemem ostrzegania na Ukrainie. [...] Jak rozpoczynała się wojna na Ukrainie, to oni budowali tę swoją aplikację, zrobili ją bardzo szybko. [...] Wtedy wszyscy reagowali. [...] Dziś sami Ukraińcy mówią, że już się trochę znieczulili, jak widzą te sygnały w aplikacji. Niektórzy reagują, a niektórzy nie - relacjonował Marcin Kierwiński, podkreślając uniwersalność problemu desensytyzacji na alerty w warunkach długotrwałego zagrożenia.
Kierwiński o pożarze stacji Starlink
Marcin Kierwiński został także zapytany o naturę incydentu w Woli Krobowskiej – czy był to akt podpalenia, sabotażu, czy też nieszczęśliwy wypadek.
- Nie mam wątpliwości, że to był sabotaż, natomiast co do mocodawców, dokładnych sprawców, to musi wypowiedzieć się prokuratura - stwierdził. - Ja nie mam wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z podpaleniem. Natomiast motywy tego podpalenia muszą być wyjaśnione i to nie tylko służby - to przede wszystkim prokuratura - dodał.
Minister Kierwiński przedstawił szerszy kontekst, wskazując, że znaczna część podobnych incydentów bywa inspirowana przez rosyjskie służby wywiadowcze, które dysponują "bardzo szeroką gamą możliwości" operacyjnych. Wspomniał, że do realizacji ataków często angażowane są osoby pochodzące z zagranicy, w szczególności z Ukrainy oraz regionu Bałkanów. Kontakty z potencjalnymi wykonawcami nawiązywane są zazwyczaj za pośrednictwem platform mediów społecznościowych, takich jak Telegram, a wynagrodzenie za ich działania jest często wypłacane w kryptowalutach.
W kontekście pytań dotyczących udaremnionych zamachów, które mogłyby stanowić zagrożenie dla szerszej populacji niż tylko lokalna społeczność, minister poinformował o zatrzymaniach wielu osób podejrzewanych o działalność szpiegowską na rzecz Federacji Rosyjskiej.
- Przynajmniej dwa takie wydarzenia, które zostały udaremnione, mogłyby wskazywać na większe zagrożenie dla osób cywilnych - stwierdził.
W naszej galerii zobaczysz Marcina Kierwińskiego z żoną: