– Donald Trump został zapytany, czy popiera zmianę rządu w Polsce. Odparł: „Kocham Polaków. Prezydent jest moim przyjacielem i, jak wiesz, poparłem go”. Czy amerykański prezydent próbował wpływać – będąc pod wpływem polityków polskiej prawicy – na kształt rządu w Polsce?
– Nie wiemy tego. Natomiast gdyby ktokolwiek z polskich polityków śmiał zabiegać o zmianę rządu w Polsce za granicą, byłby to niesamowity skandal. Mam ogromną nadzieję, że nigdy do tego nie doszło, chociaż niektóre media prawicowe, na przykład Telewizja Republika, ewidentnie to sugerują.
– Tym bardziej że doradca Karola Nawrockiego, Nikodem Rachoń, jest bratem jednej z głównych twarzy Telewizji Republika, więc – jak sądzę – przepływ informacji jest tam całkiem dobry.
– Wiemy, że w marcu doszło do spotkania wicepremiera Kosiniaka-Kamysza z prezydentem Trumpem. Wiemy, że wicepremier niezwłocznie poinformował o tym premiera. Wiemy też, że PSL nadal jest silnym trzonem naszej koalicji, więc nawet jeśli PiS, pan Bielan, pan Rachoń czy ośrodek prezydencki mieli takie plany, to się absolutnie nie udało. Dla mnie byłoby czymś absolutnie obrzydliwym, gdyby ktoś w ogóle próbował czegoś takiego. Jak widzimy po wypowiedzi prezydenta Trumpa, przypuszczam, że on nawet nie zdaje sobie sprawy ze skomplikowania systemu rządów w Polsce. Nie ma o tym pojęcia – pewnie nie musi mieć.
– Pan Adam Bielan próbuje wykonywać ruchy, które można chyba nazwać szantażem. Połączył w wypowiedzi sprawę Trybunału Konstytucyjnego z bazami amerykańskich żołnierzy w Polsce. Teraz wraca do tematu spotkania w Białym Domu.
– Jest jeszcze jedna część tej układanki. Organizatorzy spotkania – niewątpliwie pan Bielan i pan Rachoń, który jest urzędnikiem Kancelarii urzędującego prezydenta RP – nie sporządzili z niego notatki, a domagają się, żeby to MSZ ją przygotował. Ale jak MSZ, skoro MSZ-u tam nie było? Na innych spotkaniach podczas wizyty wicepremiera Kosiniaka-Kamysza w USA był nasz chargé d’affaires Bogdan Klich, natomiast na tym nie. A jest święta zasada, że notatkę przygotowuje ten, kto organizuje spotkanie. Gdyby pan Rachoń sporządził notatkę, mielibyśmy wiedzę na piśmie, o czym dokładnie rozmawiano. Są jakieś powody, dla których ośrodek prezydencki i pan Bielan tej rozmowy najwyraźniej się wstydzą. Jeśli celem działań pana Rachonia i Bielana było nakłanianie prezydenta Stanów Zjednoczonych do wpływania na bieżącą politykę rządową i partyjną w Polsce, byłby to niesamowity skandal – i wtedy zasadne byłoby pytanie, czyim interesom służą politycy Prawa i Sprawiedliwości.
– Jak w ogóle można funkcjonować w sytuacji tak daleko idącego napięcia pomiędzy rządem, ministerstwami a Pałacem Prezydenckim?
– Prezydent Nawrocki, bardziej nawet niż jego poprzednik z tej samej formacji, prezydent Duda, ma coraz bardziej nerwowe otoczenie. Liczba tweetów i wypowiedzi na temat MSZ-u ze strony prezydenckiego rzecznika, szefa Kancelarii, pana Przydacza, przekracza granice absurdu. Oni mają jeden poważny problem – z zaakceptowaniem konstytucyjnego porządku w Rzeczypospolitej, który polega na tym, że za politykę wewnętrzną i zagraniczną państwa odpowiada rząd, a za zewnętrzną – Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Ci panowie tego nie akceptują. Próbują prowadzić, jak widać po wypowiedziach i działaniach pana Bielana, jakąś alternatywną politykę zagraniczną. Nie ma alternatywnej polityki zagranicznej – jest jedna, którą wyznacza i realizuje rząd.
– W teorii. W praktyce niestety wygląda to inaczej, panie ministrze.
– Prezydent był niedawno na Filipinach. To, co tam mówił, zostało przygotowane na polecenie MSZ-u – nasz Departament Azji przesłał materiały do Kancelarii Prezydenta i prezydent wykorzystał te notatki. Tak jest zawsze. Ale na spotkaniach z polskimi mediami pan prezydent, niestety także za granicą, ma obsesję atakowania polskiego rządu i sytuacji w Polsce. Czy to na Filipinach, czy w ramach podróży do Turcji, czy do Waszyngtonu – wszędzie prezydent powinien realizować linię polityki zagranicznej, którą przygotowuje rząd. Oczywiście, zwłaszcza w kontaktach z dziennikarzami, czasem ją przekracza, ale jest absolutnie jasne, że nie powinien, bo politykę zagraniczną w Polsce – podobnie jak wewnętrzną – realizuje rząd.
– Politycy opozycji, np. pan Bielan, powtarzają, że Donald Tusk jest w Białym Domu persona non grata, a Radosław Sikorski w ogóle nie jest tam wpuszczany i przez to musi sobie robić zdjęcia przed budynkiem. Czy rzeczywiście relacje z administracją Trumpa są tak fatalne?
– To kompletne banialuki. Mamy nieustanne kontakty z administracją amerykańską. Pan wicepremier, minister Radosław Sikorski spotkał się ze swoim odpowiednikiem amerykańskim – Marco Rubio – kilkakrotnie w ciągu półtora roku jego urzędowania. Niedługo odbędą się kolejne tego typu wizyty i spotkania. Więc pytanie brzmi, do czego mogą się ludzie prezydenta i PiS-u posunąć, żeby atakować ten rząd. Uważam, że przekraczają granice, których polski patriota nie powinien przekraczać – czyli atakowania za granicą polskiego rządu w podstawowych sprawach bezpieczeństwa, ważnych dla Polski. Kolejny przykład: trzy tygodnie temu minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak był w Waszyngtonie i rozmawiał z szefem CIA. Przekazał ważne dla bezpieczeństwa Polski informacje premierowi i tym osobom w rządzie, które powinny je znać.