- Kandydatura Bartosza Bocheńczaka z Konfederacji na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana z powodu niewystarczającej liczby ważnych podpisów. Spośród niemal 5000 złożonych podpisów, ponad 2000 okazało się błędnych, co spowodowało brak 50 podpisów do wymaganego minimum.
- Lider Konfederacji, Sławomir Mentzen, określił sytuację jako "kompromitację", odwołał Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, zawiesił wszystkich pozostałych lokalnych działaczy i skierował ich sprawy do Sądu Partyjnego w celu ustalenia indywidualnej odpowiedzialności.
- Według ustaleń mediów, problemy ze zbiórką podpisów mogły wynikać z wewnętrznych konfliktów w krakowskich strukturach Konfederacji, szczególnie między frakcjami Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego, a także z domniemanego "cichego bojkotu" kandydata przez niektórych działaczy.
Bartosz Bocheńczak, polityk Konfederacji, poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych, że jego kandydatura na prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Główną przyczyną był brak wystarczającej liczby ważnych podpisów. Miejska Komisja Wyborcza, według doniesień, uznała za prawidłowe jedynie 2950 z niemal 5000 złożonych podpisów, co oznaczało niedobór 50 wymaganych.
Polityk przyznał się do odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. W swoim wpisie na platformie X zaznaczył: „Moja kandydatura na Prezydenta Krakowa nie została zarejestrowana. Zabrakło ważnych podpisów”. Dodał również: „Zawaliłem”, wskazując, że początkowo sądził, iż zebranie około 5000 podpisów zapewni odpowiedni margines bezpieczeństwa.
- System jest, jaki jest. Zasady były znane, a naszym obowiązkiem było zebrać większą liczbę podpisów i jeszcze dokładniej je zweryfikować. Zawaliłem – podsumował, przepraszając osoby zaangażowane w kampanię. Kandydat wyraził także nadzieję na ponowne przeliczenie głosów, pisząc: „Wiem, że podpisy mają być jutro ponownie liczone, może coś się jeszcze zmieni”.
Ostra reakcja Sławomira Mentzena
Sytuacja w Krakowie wywołała natychmiastową i zdecydowaną reakcję centralnych władz Konfederacji. Sławomir Mentzen, lider ugrupowania, określił zdarzenie jako "kompromitację" i podjął radykalne kroki dyscyplinarne.
Mentzen odwołał Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu Konfederacji. Ponadto zawiesił wszystkie osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach i skierował ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ma ustalić indywidualną odpowiedzialność za zaistniałą sytuację.
Korwin-Mikke odniósł się do sytuacji Bocheńczaka. Użył mem z Ferdkiem Kiepskim i napisał dwie literki
- Przy całej mojej sympatii do Bartosza Bocheńczaka, podziwie dla wielkiego zaangażowania w kampanię w Krakowie, oraz wdzięczności za perfekcyjne wykonywanie funkcji szefa sztabu mojej kampanii prezydenckiej, nie mogę nie wyciągnąć konsekwencji z tej kompromitacji. Odwołuję Bartosza Bocheńczaka z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawieszam wszystkie osoby pełniące funkcje w strukturach krakowskich, oraz przekazuję ich sprawy do Sądu Partyjnego, który ustali ich indywidualną odpowiedzialność za tę katastrofę - oznajmił.
Lider Konfederacji wyjaśnił również przyczynę problemów z podpisami.
- Spośród około 5000 zebranych podpisów, ponad 2000 były błędnych. Podpisujący mylili adres zamieszkania z adresem zameldowania - przekazał.
Wewnętrzne napięcia
Według ustaleń portalu Interia, problemy ze zbiórką podpisów mogły być efektem wewnętrznych konfliktów i napięć w krakowskich strukturach Konfederacji, szczególnie pomiędzy frakcjami Nowej Nadziei i Ruchu Narodowego. Napięcia te miały pojawić się już wcześniej, podczas zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego.
Portal Interia donosi, że politycy obu części Konfederacji spierali się o to, kto zostanie twarzą akcji referendalnej. Po tym, jak lokalni działacze Ruchu Narodowego opublikowali apel do wyborców, nazwa Konfederacji miała zniknąć z komunikatu po interwencji Bocheńczaka. Ostatecznie miało zostać uzgodnione, że w przypadku odwołania Miszalskiego, Bocheńczak zostanie kandydatem na prezydenta, a narodowcy skupią się na mandatach w radzie miasta. Stawką tego porozumienia miały być również miejsca na przyszłej liście do Sejmu, z podziałem: pierwsza pozycja dla Nowej Nadziei, druga dla Ruchu Narodowego, a trzecia ponownie dla ugrupowania Mentzena.
Rozmówcy Interii z Nowej Nadziei sugerowali, że sukces Bocheńczaka mógłby zagrozić pozycji posła Konrada Berkowicza, a sam polityk i jego współpracownicy niechętnie angażowali się w zbieranie podpisów. Pomocy kandydatowi miał odmówić również Ruch Narodowy, organizując „cichy bojkot”.
Komentarze opozycji
Sytuacja w Krakowie stała się również przedmiotem komentarzy polityków opozycji. Cezary Tomczyk, wiceminister obrony narodowej z Koalicji Obywatelskiej, skomentował zdarzenie w programie „Graffiti” Polsat News.
- Możemy dzisiaj zamiast Konfederacja mówić: kompromitacja - powiedział.
Polityk ocenił, że Sławomir Mentzen ma słabą pozycję w strukturach własnego ugrupowania i niedostatecznie o nie dba.
- Sławomir Mentzen nie ma specjalnie mocnej pozycji w samych strukturach i nie dba o te struktury – przekonywał.
Wiceminister zestawił tę sytuację z innym liderem Konfederacji, Krzysztofem Bosakiem
- Krzysztof Bosak, jeżeli chodzi o kwestie podpisów, zrobiłby to w pięć minut - dodał.
Cezary Tomczyk nawiązał również do wcześniejszych kontrowersji wokół Konfederacji, w tym do afery Zondacrypto i pieniędzy przekazanych fundacji Przemysława Wiplera.
- Jak patrzę na Konfederację, na ich problemy z Wiplerem, z tym, że brali pieniądze od Zondacrypto, to mam wrażenie, że to jest taka pizza z kartonu. I to z kartonu po hawajskiej - podsumował.