- Kancelaria Prezydenta utrzymuje trzy konie w ośrodku w Promniku, co wywołuje polityczne dyskusje dotyczące ich zasadności i kosztów utrzymania.
- Mimo obecności zwierząt, żaden z mieszkańców okolicznych miejscowości nie widział prezydenta Karola Nawrockiego w siodle, co podsyca spekulacje.
- Odkryj, dlaczego głowa państwa może jeździć konno w całkowitej dyskrecji i jakie kulisy skrywa kwestia prezydenckich wierzchowców.
Sprawa koni utrzymywanych przez Kancelarię Prezydenta od kilku dni wywołuje polityczne komentarze. Teraz Wirtualna Polska sprawdziła, czy mieszkańcy okolic Promnika, gdzie znajduje się jedna z prezydenckich rezydencji, widzieli Karola Nawrockiego podczas jazdy konnej. Jak się okazuje, nikt z rozmówców nie potrafił tego potwierdzić.
Nawrockiego w siodle nikt nie widział
Promnik leży w gminie Wilga, około 90 km od Warszawy. Okolica jest dobrze znana osobom związanym z jeździectwem, a w pobliżu działa kilka stajni.
Tusk przeszedł na czerwonym? Doradca Nawrockiego oznaczył policję: „Powinien być mandat”
– Nigdy nikt nie pochwalił się, że widział prezydenta jadącego konno. A mamy wśród radnych osoby trzymające konie. Ośrodek w Promniku jest strzeżony i to pozwala zachować prywatność – powiedziała WP Monika Paśnik, sekretarz gminy Wilga.
Podobnie wypowiedziała się współwłaścicielka jednej z pobliskich stajni.
– Nigdy nie widziałam, ale z ciekawości chciałabym zobaczyć, jak jeździ prezydent – przyznała.
Brak świadków nie musi jednak oznaczać, że Karol Nawrocki w ogóle nie korzysta z koni. Teren ośrodka jest zamknięty i rozległy. Jeden z lokalnych hodowców przekazał WP, że na terenie rezydencji można swobodnie jeździć bez konieczności opuszczania posesji.
– Prezydent, o ile jeździ, ma do dyspozycji teren, którego nie musi opuszczać. Można tam jeździć nawet dwie godziny i nie trzeba wyjeżdżać na zewnątrz – powiedział.
Trzy konie w dyspozycji Kancelarii Prezydenta
Kancelaria Prezydenta potwierdziła wcześniej, że Centrum Obsługi KPRP ma obecnie trzy konie. To kuc, koń fryzyjski oraz koń huculski o imionach Edzio, Ramzes i Aramis.
Według medialnych doniesień dwa zwierzęta miały być przeznaczone dla Karola Nawrockiego i jego żony Marty Nawrockiej, a jedno dla dziecka. Pojawiły się również informacje o kolejnym koniu dla funkcjonariusza ochrony. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz podkreślał jednak, że obecność koni w prezydenckich rezydencjach nie jest nowym pomysłem.
„Ich utrzymanie jest finansowane ze środków Centrum Obsługi KPRP. To praktyka stosowana od wielu lat” – przekazał.
Lokalni mieszkańcy potwierdzają, że konie pojawiały się w Promniku także wcześniej. Jeden z hodowców wspominał, że kilkanaście lat temu odwiedzał ośrodek, gdy wystawiano tam zwierzęta na sprzedaż. Jak zaznaczył, wejście na teren wymagało wówczas przepustki.
Czy prezydent już jeździ samodzielnie?
WP zapytała również lokalnego hodowcę, czy osoba, która zaczęła naukę jazdy kilka miesięcy wcześniej, mogłaby już samodzielnie poruszać się konno.
– Jeśli prezydent kupił konia w grudniu i poświęcał czas na naukę, to może już jeździć samodzielnie. Sądzę, że powinien być już w stanie jeździć w kłusie – ocenił rozmówca portalu.
Sama Kancelaria Prezydenta nie informowała dotąd szczegółowo o umiejętnościach jeździeckich Karola Nawrockiego ani o tym, jak często korzysta on z koni.
Politycy szybko podchwycili temat
Sprawa nie pozostała wyłącznie lokalną ciekawostką. Po informacjach o kosztach utrzymania koni do dyskusji włączyli się politycy. Donald Tusk opublikował swoje zdjęcia z jazdy konnej i napisał: „Jeździłem słabo, ale za swoje”.
Radosław Sikorski również sięgnął do archiwum i pokazał zdjęcia z jazdy konnej w Afganistanie. Z kolei Adam Szłapka zamieścił nagranie z Bieszczad i skomentował: „Jeździectwo to przepiękny sport, ale jeździmy za swoje. I nie trzeba trzymać koni w Kancelarii”.
Rafał Leśkiewicz odpowiadał, że cała sprawa jest przedstawiana w sposób polityczny i przypominał, że konie znajdowały się w prezydenckich rezydencjach również przed objęciem urzędu przez Karola Nawrockiego.
Poniżej galeria zdjęć: Karol i Marta Nawroccy już na Filipinach. Tak zaczęła się historyczna wizyta