- Małgorzata Kidawa-Błońska zaprzeczyła, że korzystała z „saloniku VIP” w Szpitalu Południowym.
- Marszałek Senatu potwierdziła, że w placówce znalazł się jej mąż, który wymagał pomocy ze względu na poważny stan zdrowia.
- Prokuratura rozpoczęła czynności sprawdzające dotyczące możliwego przyjmowania pacjentów według kryteriów pozamedycznych.
- Miasto prowadzi audyt, a Szpital Południowy wypowiedział umowy Dawidowi Kacprzykowi.
Kidawa-Błońska stanowczo odpowiada. „Nigdy tam się nie leczyłam”
Małgorzata Kidawa-Błońska zabrała głos po publikacjach, w których jej nazwisko oraz nazwisko jej męża pojawiły się w kontekście domniemanego specjalnego traktowania wybranych pacjentów w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Telewizja Republika podała, że marszałek Senatu i jej mąż mieli korzystać z wydzielonego pomieszczenia określanego jako „salonik VIP”. Kidawa-Błońska zdecydowanie temu zaprzeczyła.
– Obrzydliwy atak prawicowych mediów i polityków na mnie i mojego męża. Nigdy nie leczyłam się w Szpitalu Południowym. Mój mąż trafił tam ze względu na poważny stan zdrowia. Nigdy nie byliśmy w żadnym „saloniku VIP”. Do wczoraj nie wiedziałam, że taki istnieje – napisała w serwisie X.
Marszałek Senatu podkreśliła przy tym, że wszystkie okoliczności funkcjonowania placówki powinny zostać dokładnie sprawdzone.
– Sprawę Szpitala trzeba rzetelnie wyjaśnić w oparciu o prawdę, a nie kłamstwa – dodała Kidawa-Błońska.
Politycy KO mieli trafiać na badania bez kolejki
Burza wokół Szpitala Południowego wybuchła po publikacjach portalu Zero. Według ustaleń dziennikarzy na szpitalnym oddziale ratunkowym miała funkcjonować nieformalna, szybsza ścieżka obsługi polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich rodzin.
Wybrani pacjenci mieli być przyjmowani w krótkim czasie od rejestracji, kierowani na liczne badania oraz oczekiwać w pomieszczeniu oddzielonym od pozostałych osób przebywających na SOR. Są to na razie ustalenia medialne, które wymagają potwierdzenia przez kontrolerów i organy ścigania.
Szpital nie ujawnia informacji dotyczących konkretnych pacjentów. W oficjalnym stanowisku przypomniał, że zarówno dane o stanie zdrowia, jak i sam fakt korzystania ze świadczeń medycznych są objęte tajemnicą.
Lekarz z KO zarobił 1,6 mln zł. Szłapka: Bez taryfy ulgowej
Prokuratura sprawdza sytuację w Szpitalu Południowym
Prokuratura Okręgowa w Warszawie podjęła z urzędu czynności sprawdzające. Śledczy analizują podejrzenie stworzenia systemu przyjmowania pacjentów według przesłanek innych niż medyczne i sprzecznych z zasadami triażu.
Sprawdzane jest również, czy takie działania mogły narazić pozostałych pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Postępowanie dotyczy także podejrzenia poświadczenia nieprawdy.
Rozpoczęcie czynności sprawdzających nie przesądza jeszcze, że doszło do przestępstwa. Ich celem jest ustalenie, czy istnieją podstawy do formalnego wszczęcia śledztwa.
Dawid Kacprzyk stracił pracę w szpitalu
Centralną postacią afery stał się Dawid Kacprzyk, lekarz i były już działacz Koalicji Obywatelskiej. Z jego oświadczenia majątkowego wynikało, że w 2025 roku osiągnął około 1,6 mln zł dochodu z działalności medycznej.
Szpital informował wcześniej, że Kacprzyk wypracował w placówce 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie. Portal Zero dotarł jednak do grafików, według których część jego dyżurów mogła pokrywać się z występami w telewizji, udziałem w sesji rady dzielnicy oraz spotkaniami politycznymi.
Władze Warszawy wszczęły pilny audyt. Jego częściowe wyniki miały potwierdzić nieprawidłowości związane z umieszczaniem lekarza w grafikach SOR. Szpital wypowiedział Kacprzykowi umowy i przygotowuje zawiadomienie o podejrzeniu oszustwa. Sam lekarz zrezygnował także z członkostwa w KO.
Prezydent Warszawy zwrócił się ponadto do rady nadzorczej placówki o odwołanie członkini zarządu i dyrektorki do spraw medycznych, która zatwierdzała grafiki lekarza oraz wystawiane przez niego faktury.
Donald Tusk zapowiada konsekwencje
Do sytuacji w Szpitalu Południowym odniósł się również Donald Tusk. Premier zapowiedział, że każdy polityk KO, którego nazwisko pojawi się w związku z możliwym korzystaniem z ułatwień, będzie musiał publicznie przedstawić swoją wersję wydarzeń.
Szef rządu zażądał od warszawskiego samorządu precyzyjnych informacji i zwrócił się do Najwyższej Izby Kontroli o przeprowadzenie kontroli dotyczących wydawania publicznych pieniędzy na ochronę zdrowia.
– Jeśli złamano prawo, to będzie prokurator. Jeśli złamano tylko kwestię dobrych obyczajów, to będzie odpowiedzialność polityczna – zapowiedział Tusk.