- Prezydent Karol Nawrocki spotkał się w Budapeszcie z premierem Węgier Viktorem Orbanem, wywołując pytania o cel wizyty.
- Spotkanie, które odbyło się w Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, miało miejsce tuż przed wyborami na Węgrzech.
- Polski rząd krytycznie ocenił wizytę, a minister Sikorski wskazał na "gorzką listę" zarzutów wobec Węgier.
- Jakie konsekwencje dla stosunków polsko-węgierskich i polityki europejskiej przyniesie ta wizyta?
Prezydent Karol Nawrocki zakończył swoją wizytę w Budapeszcie, gdzie spotkał się z premierem Węgier Viktorem Orbanem i z prezydentem Węgier Tamásem Sulyokiem. Oficjalnie to "kontynuacja obchodów" Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Jednak reakcje polityczne sugerują, że stawka była znacznie wyższa niż tylko symboliczne gesty. Dziennikarze byli trzymani na dystans. Mogli relacjonować jedynie "z ulicy", jak informowało RMF FM, spod bramy wyjazdowej siedziby węgierskiego premiera.
Robocza wizyta czy polityczna manifestacja?
Karol Nawrocki, po wcześniejszych obchodach w Przemyślu u boku węgierskiego prezydenta Tamása Sulyoka, poleciał do Budapesztu. Ten punkt harmonogramu od samego początku wzbudzał emocje. Kancelaria Prezydenta RP podkreślała, że chodzi o realizację polskich interesów. W Polsce nie zabrakło jednak głosów, że spotkanie może mieć także szerszy wymiar polityczny. Tym bardziej że w przeszłości polski prezydent dystansował się w przeszłości od kontaktów z Viktorem Orbanem. Powodem były jego relacje z Władimirem Putinem.
Jest zdjęcie ze spotkania. Oficjalny przekaz pozostaje oszczędny
Finalnie spotkanie Nawrockiego z Orbanem doszło do skutku około 18:20. Jak donosi RMF24, trwało około 60 minut. Jako pierwszy pochwalił się nim węgierski premier, publikując wspólne zdjęcie z podpisem: "Polacy i Węgrzy, dwaj dobrzy przyjaciele. Witaj w Budapeszcie, prezydencie Nawrocki".
Warto zaznaczyć, że media węgierskie nie przyłożyły do tego większej wagi, chociaż zapowiadano przyjazd prezydenta Polski, jako ocieplenie stosunków i relacji między Polską i Węgrami.
Karol Nawrocki podsumował swój wyjazd słowami: "Dziękuję Prezydentowi i Premierowi za owocne rozmowy! Łączą nas stulecia wspólnej historii i wspólni bohaterowie narodowi. Węgry wyciągnęły do nas dłoń gdy broniliśmy się przed rosyjskim bolszewizmem w 1920 roku, my okazaliśmy im solidarność w roku 1956 gdy kremlowski imperializm zgniatał ich wolność. My, Polacy, kochamy Węgrów, a nienawidzimy zbrodniarza wojennego Putina. Rosja będzie dla nas zawsze zagrożeniem, Węgry odwiecznym przyjacielem".
Sikorski wylicza koszty. Czy wizyta ma swoją cenę?
Tymczasem w Warszawie reakcje były błyskawiczne i ostre. Rzecznik rządu Adam Szłapka nie omieszkał zapytać: "Kancelaria Prezydenta się chyba wstydzi, więc podbijamy. Ziobro też był?". Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski poszedł o krok dalej, cytując: "Powiedz mi, jakich masz przyjaciół, a powiem ci, kim jesteś".
Radosław Sikorski, jeszcze przed wizytą, jasno postawił sprawę. "Jaki jest polski interes we wspieraniu najbardziej skorumpowanego i najbardziej proputinowskiego polityka w Europie" - mówił w Sejmie. Jego "gorzka lista" zarzutów pod adresem Węgier jest długa. Szef polskiej dyplomacji przypomniał, że Węgry nie tylko wetują w Unii Europejskiej zwrot pieniędzy na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych za pomoc, jakiej Polska udzieliła Ukrainie (mówimy tu o 2 miliardach złotych). Dodatkowo Budapeszt zbojkotował priorytet polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, jakim było otwarcie tak zwanego klastra negocjacyjnego z Ukrainą. Sikorski nie omieszkał wspomnieć również o tym, że Węgry blokują 20. pakiet sankcji nałożonych na Rosję, a także pożyczkę w wysokości 90 miliardów euro, która ma umożliwić Ukrainie dalsze stawianie oporu wobec Putina.
Sikorski podsumował bez ogródek: "Gdyby pan prezydent uzyskał zdjęcie węgierskiego weta albo przywiózł z powrotem do Polski dwóch uciekinierów przed polską sprawiedliwością – wtedy zrozumiem. Ale na razie nie rozumiem, jaki jest w tym polski interes".
Poniżej galeria zdjęć: Wizyta Prezydenta Republiki Węgier w Polsce