W środę rano doszło do wydarzeń, które stały się zarzewiem politycznego konfliktu. Wybrany we wrześniu na sędziego Trybunału Konstytucyjnego Maciej Berek złożył ślubowanie w Sejmie, używając formuły „wobec prezydenta”. Co jednak istotne, prezydent Karol Nawrocki nie był obecny na tej uroczystości. W towarzystwie innych sędziów wybranych w tej kadencji przez Sejm, udał się do siedziby Trybunału, gdzie odbył rozmowę z jego prezesem. Tymczasem pod budynkiem doszło do przepychanek zgromadzonych tam manifestantów m.in. z Ruchu Obrony Granic i klubów Gazety Polskiej z policją.
Zobacz: Alarmują o "zamachu stanu"! "Reżim chce usunąć prezydenta Nawrockiego"
W pewnym momencie na miejscu pojawił się również prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, który zdecydował się zabrać głos. Lider PiS jasno ocenił, że obrona TK jest uzasadniona, a demonstrujący mają pełne prawo tam być. W swoim ostrym wystąpieniu Jarosław Kaczyński nie pozostawił złudzeń co do swojego stanowiska. Stwierdził, że „to, co w tej chwili jest czynione, jest poza jakimkolwiek porządkiem konstytucyjnym, prawnym i są to po prostu działania o charakterze przestępczym”. Dodał, że „niezależnie od tego, jaki kto nosi mundur, to jeżeli się w to angażuje, dopuszcza się przestępstwa”. Prezes PiS nazwał działania obecnej władzy „systemem dyktatorskim, absolutystycznym” i „barbarzyńską dziczą”. Według Kaczyńskiego „atak siłą na Trybunał Konstytucyjny to jest element czegoś, co można, przynajmniej w szerszym tego słowa, uznać za próbę doprowadzenia do zmiany ustroju siłą, a więc zamachu stanu”. Zapowiedział również, że „nie minie rok, może troszkę więcej, a odpowiednie działania wymiaru sprawiedliwości będą już podjęte”.
Sprawdź: Posłanka PiS chciała zadrwić z Kołodziejczaka i Rutkowskiego. Ależ się nadziała!
W dalszej części swojego przemówienia, Jarosław Kaczyński odniósł się do wyników wyborów 2023, stwierdzając, że „bardzo wielu Polaków popełniło wielki błąd”. Z mocą podkreślił hasło „byle nie Tusk”, które natychmiast podchwycił zgromadzony tłum. Lider PiS zaapelował o zjednoczenie prawicy, mówiąc, że „ci, którzy sądzą, że nie poniosą odpowiedzialności za to, co robią, bardzo, ale to bardzo głęboko się mylą”. Zadeklarował, że PiS „zwycięży” i „wyciągnie konsekwencje wobec każdego, kto choćby małym palcem się do tego wszystkiego przyczynił”.