- Podczas Marszu Pamięci w 16. rocznicę katastrofy smoleńskiej, Jarosław Kaczyński wygłosił mocne przemówienie.
- Prezes PiS mówił o swoim bracie, Lechu Kaczyńskim, oraz o Polsce "silnej wobec silnych i złych".
- Padły również słowa o "złu osobowym", "kłamstwie smoleńskim" i wezwanie do mówienia prawdy o "zamachu smoleńskim".
- Całe przemówienie miało osobisty, ale i polityczny charakter, co spotkało się z reakcją tłumu.
Marsz Pamięci przeszedł ulicami Warszawy
Po mszy w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela uczestnicy rocznicowych obchodów ruszyli w Marszu Pamięci spod świątyni przed Pałac Prezydencki. Wśród obecnych byli m.in. Jarosław Kaczyński, prezydent Karol Nawrocki, Marta Kaczyńska, Mateusz Morawiecki i Mariusz Błaszczak. W tłumie nie brakowało biało-czerwonych flag, zniczy i transparentów, a cały przemarsz miał podniosły, ale też bardzo emocjonalny charakter.
To właśnie przed Pałacem Prezydenckim głos zabrał prezes PiS. Już początek jego wystąpienia nadał całej przemowie bardzo osobisty ton.
„Mój świętej pamięci brat, bo od niego tutaj zacznę, chociaż cały czas pamiętam, że zginęło 96 osób i wszyscy warci są pamięci, wszyscy zginęli w służbie Polski, chciał, by Polska była silna wobec silnych i złych, a jednocześnie dobra i w tym sensie słaba wobec słabych. Chciał Polski sprawiedliwej, uczciwej. Chciał Polski, w której się nie kłamie, przynajmniej w życiu publicznym” — powiedział Jarosław Kaczyński.
„Szliśmy właściwą drogą, ale została zatrzymana”
W dalszej części przemówienia prezes PiS przeszedł od wspomnienia o Lechu Kaczyńskim do oceny obecnej sytuacji w Polsce. Nie ukrywał, że jego zdaniem po 2023 roku kraj wszedł na zły tor.
„W pewnym momencie szliśmy właściwą drogą, ale została ona w pewnym momencie w 2023 roku zatrzymana i dziś każdego dnia niemal przychodzą jakieś nowe złe wieści. Nie ma już nie tylko praworządności, ale nawet prawa. Nie ma realizacji polskich interesów. Nie ma ich obrony. Nie ma obrony tego wszystkiego, co składa się na dobry los Polaków i ich dobrą przyszłość” — mówił Kaczyński.
To był jeden z tych fragmentów, w których rocznicowe wystąpienie wyraźnie weszło już na poziom bieżącego politycznego sporu. Prezes PiS nie ograniczył się do wspomnienia ofiar katastrofy, ale wykorzystał przemowę także do ostrej diagnozy stanu państwa.
Kaczyński o „złu osobowym”
Jedne z najmocniejszych słów padły wtedy, gdy Jarosław Kaczyński mówił o współczesnym życiu publicznym. Prezes PiS przekonywał, że dzisiejsza polityka jest dowodem na to, że zło nie jest pojęciem abstrakcyjnym.
„Jest najlepszym dowodem na to, że zło jednak istnieje, że naiwnością jest sądzić, że go nie ma, że zło, także to zło osobowe jest częścią naszej rzeczywistości. I naszym wielkim obowiązkiem jest się mu przeciwstawić” — powiedział.
Zaraz potem jeszcze mocniej zaakcentował swój przekaz, mówiąc o kłamstwie jako metodzie działania w polityce.
„Nasza dzisiejsza rzeczywistość życia publicznego to kłamstwo, kłamstwo i jeszcze raz kłamstwo. Kłamstwo, o którym mówił pan ex premier Belka, że trzeba jedno zakrywać drugim, że kłamstwo ma może krótkie nogi, ale za to szybkie. To było, jak on sam mówił gorzkie, ale jak widać, jest prawdziwe. Dzisiaj widać, że to jest metoda uprawiania polityki. Całkowite przeciwieństwo tego, co prezentował prezydent RP Lech Kaczyński” — stwierdził Kaczyński.
„W centrum dzisiejszego kłamstwa jest kłamstwo smoleńskie”
Najmocniej wybrzmiał jednak fragment poświęcony bezpośrednio katastrofie smoleńskiej. To właśnie wtedy Jarosław Kaczyński wrócił do tezy o „zamachu smoleńskim” i zaapelował do zwolenników o odwagę w nazywaniu rzeczy po imieniu.
„W centrum dzisiejszego kłamstwa jest kłamstwo smoleńskie. Ciągle trwa. Ciągle interweniuje, wchodzi w nasze życie publiczne. Wchodzi w nasz język. Wchodzi do tego stopnia, że rzadko używane jest słowo ‘zamach smoleński’. A słyszeliśmy przed chwilą w katedrze te piękne słowa, że Polak nie może być tchórzem. A więc chciałbym z tego miejsca wezwać wszystkich, którzy nie są tchórzami, żeby mówili prawdę, mówili o zamachu smoleńskim” — mówił prezes PiS.
Po tych słowach tłum zareagował głośnymi okrzykami. Wśród zgromadzonych zaczęło rozbrzmiewać hasło: „to był zamach”.
„Nie możemy zaakceptować prawa do mordowania naszych elit”
W dalszej części przemówienia Kaczyński próbował osadzić sprawę Smoleńska w szerszym historycznym kontekście. Odwołał się przy tym do zbrodni katyńskiej i mechanizmów, które przez lata blokowały oficjalne uznanie prawdy.
„Tak proszę państwa. I to, że szesnaście lat po tym zamachu nie ma ciągle nigdzie, ani w Polsce, ani na świecie w pełni gotowego oficjalnego dokumentu, który by to stwierdzał, nie jest żadnym dowodem na to, że go nie było. Zbrodnia katyńska została przyjęta do wiadomości, oficjalnie potwierdzona przez zachód dopiero wtedy, kiedy przyznali się do niej sami Rosjanie. Dopiero wtedy. Przez całe dziesięciolecia mimo istnienia w latach 50-tych komisji ds. zbadania tej sprawy, komisji parlamentu amerykańskiego, nie została ona nigdy wprowadzona do można rzecz ‘oficjalnej wiedzy’, chociaż wszyscy wiedzieli, jak było naprawdę” — powiedział.
Za chwilę dodał jeszcze mocniej: „Tak działają te mechanizmy. Trzeba to wiedzieć, trzeba to nawet rozumieć, ale my Polacy nie możemy tego zaakceptować. Nie możemy zaakceptować prawa Rosji, czy kogokolwiek innego do mordowania naszych elit, czy w ogóle do mordowania jakiegokolwiek Polaka” — podkreślił Kaczyński.
„To musi być oficjalnie stwierdzone”
Prezes PiS zaznaczył też, że jego zdaniem sama pamięć i przekonanie części opinii publicznej nie wystarczą. Mówił, że sprawa Smoleńska powinna zostać oficjalnie rozstrzygnięta przez państwo polskie.
„Musimy dojść do prawdy o Smoleńsku, ale nie w ten sposób, że sami wiemy, jak było, że jest mnóstwo dokumentów, że jest ogromny dorobek Antoniego Macierewicza i tego wszystkiego, co uczynił. To musi być oficjalnie stwierdzone przez polskie władze, przez polski parlament, przez polską dyplomację, która przekaże tę informację jako oficjalną innym państwom. Taki musi być ciągle nasz cel” — powiedział.
„Nie możemy się poddawać”
Końcówka przemówienia miała już wyraźnie mobilizacyjny charakter. Jarosław Kaczyński mówił o narodzie, państwie, sile i konieczności konsekwentnego dążenia do celu.
„Wiem, że szczególnie dla ludzi młodych 16 lat to bardzo dużo czasu. W historii jest inaczej. W historii to tylko stosunkowo niewielka chwila. Nie lekceważę jej, bo czasem w ciągu 16 lat bardzo wiele się dzieje, ale to jednak tylko chwila” — mówił.
A następnie dodał:
„Dzisiaj takim wydarzeniem jest zamach smoleński, jest zbrodnia smoleńska. Nie możemy z tego zrezygnować, nie możemy się poddawać, nie możemy się załamywać, że to długo trwa. Ci, którzy mieli więcej rozeznania, więcej rozsądku, mówili o tym od początku, że to będzie trwało długo, być może bardzo długo, ale musi się skończyć finałem. Tym finałem musi być prawda” — podkreślił prezes PiS.
Na sam koniec wrócił do szerzej rozumianej wizji państwa i polskości: „To jest nasz cel i to jest cel tego spotkania. To jest cel tych spotkań, które będą trwały. To jest cel całego tego naszego wysiłku ku pamięci, ku pamięci, ku utwardzeniu pamięci, ale pamięci, która nie jest celem samym w sobie. Pamięci, której celem jest Polska – silna, twarda, odważna, znacząca, dumna Polska” — zakończył Jarosław Kaczyński.
Kto był na marszu?
Marsz Pamięci wyruszył po wieczornej mszy w Archikatedrze św. Jana Chrzciciela i przeszedł przed Pałac Prezydencki. Wśród uczestników byli m.in. Karol Nawrocki, Marta Kaczyńska, Jarosław Kaczyński, Mateusz Morawiecki i Mariusz Błaszczak. W tłumie nie zabrakło także innych polityków PiS, działaczy i sympatyków, którzy co roku biorą udział w rocznicowych obchodach.
To właśnie ten marsz, łączący modlitwę, pamięć i polityczny przekaz, pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych punktów obchodów rocznicy katastrofy smoleńskiej w Warszawie.
Marta Kaczyńska i prezydent Nawrocki w rocznicę katastrofy smoleńskiej. Łzy same cisnęły się do oczu