- Donald Trump umniejszył wkład sojuszników NATO, twierdząc, że USA „nigdy nie potrzebowały pomocy”, co wywołało ostrą reakcję polskich władz.
- Polscy politycy przypomnieli fakty: w Iraku i Afganistanie zginęło 66 Polaków, ponad 560 wróciło rannych, a Polska odpowiadała za jedne z najtrudniejszych prowincji.
- Gen. Mieczysław Bieniek uznał słowa Trumpa za krzywdzące i niesprawiedliwe, podkreślając ogromny wysiłek, ryzyko i poświęcenie polskich żołnierzy oraz ból rodzin poległych.
Prezydent USA oburzył sojuszników z NATO
Donald Trump w telewizji Fox News oznajmił, że „Stany Zjednoczone nigdy nie potrzebowały pomocy sojuszników z NATO”. – Powiedzą, że wysłali wojska do Afganistanu albo Sudanu, i tak zrobili. Pozostali trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu – ocenił.
– W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci! – napisał w mediach społecznościowych prezydent Karol Nawrocki (43 l.). – Nikt nie ma prawa drwić ze służby naszych żołnierzy – wtórował mu dosadnie wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski (62 l.).
Ambasador USA w Polsce Tom Rose (63 l.) łagodził sytuację, pisząc w X m.in., że prezydent Trump wielokrotnie podkreślał swój szacunek dla poświęcenia Polski (...) w tym do służby w Iraku i Afganistanie.
Rodziny żołnierzy odpowiadają Trumpowi: "Okrutne słowa". Jest list otwarty i apel do prezydenta
Wypowiedź prezydenta USA zabolała jednak żołnierzy. – Donald Trump nie tylko obraził polskich żołnierzy, ale nie docenił wkładu wszystkich innych żołnierzy z pozostałych państw, które brały udział w misjach, a w Afganistanie było w nie zaangażowanych łącznie — z Albanią, Słowenią, Australią, Nową Zelandią i Japonią — 52 państwa. Polskich żołnierzy było tam łącznie ok. 40 tys., a zginęło 43 żołnierzy i jeden nasz pracownik cywilny – mówi „Super Expressowi” gen. Mieczysław Bieniek, który w 2004 r. był dowódcą Wielonarodowej Dywizji Centrum–Południe/PKW Irak, a w 2007 r. był z ramienia NATO doradcą szefa MON w Afganistanie.
Braterstwo broni podczas walk z talibami
– My odpowiadaliśmy za prowincje na pierwszym froncie. Ghazni — to prowincja narażona na ataki talibów, z kilkoma wysuniętymi bazami w środku. Odpowiadaliśmy za całość szkolenia wojsk afgańskich, utrzymanie porządku, szkolenie policji. Z kolei Brytyjczycy, których wielu zginęło w Afganistanie, odpowiadali za jedną z najtrudniejszych prowincji — Helmand, a Włosi za Herat. Mieliśmy wsparcie różnego rodzaju działań ze strony sił amerykańskich, ale my też mieliśmy swoje siły specjalne, swoje śmigłowce, swoją artylerię – opowiada generał Bieniek.
Trump uderza w sojuszników z Afganistanu. Gen. Polko: „to jest policzek”
– Wypowiedź prezydenta Trumpa jest więc dalece rozczarowująca i niesprawiedliwa. Uważam, że słowa ambasadora Rose’a w pewien sposób usprawiedliwiają komentarz prezydenta Trumpa, ale wypowiedź amerykańskiego przywódcy stanowi problem dla żołnierzy, a przede wszystkim dla rodzin, które na misjach straciły swoich synów, ojców i mężów. Są to też słowa trudne dla mnie, ponieważ spędziłem ponad osiem miesięcy w Afganistanie, będąc doradcą ministra Abdula Rahima Wardaka. Sam widziałem, jak ogromny jest wysiłek, stres i zagrożenie żołnierzy – komentuje nasz rozmówca.
– Nie oczekuję już dodatkowych przeprosin czy gestów, ale my, żołnierze, mamy prawo być dziś rozczarowani i rozgorączkowani tym, co usłyszeliśmy – dodaje Mieczysław Bieniek.
Bilans polskich ofiar w obu misjach
Sprawdziliśmy, że podczas misji w Iraku i Afganistanie zginęło łącznie 66 Polaków, a ponad 560 polskich żołnierzy wróciło do kraju z odniesionymi ranami, często bardzo poważnymi. Bilans był prawdopodobnie większy, ponieważ część urazów — zwłaszcza psychicznych — ujawniała się dopiero po powrocie.