- Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zainicjował intensywną kampanię, która zaowocowała podpisaniem umów na dostawy sprzętu (np. Kraby, Borsuki) i amunicji z polskimi zakładami zbrojeniowymi.
- Gen. Roman Polko wyjaśnił, że umowy musiały być podpisane do końca maja, aby polski przemysł zbrojeniowy mógł skorzystać z unijnych środków w ramach programu SAFE.
- Gen. Polko zarzucił klasie politycznej brak zbudowania spójnej strategii bezpieczeństwa państwa i polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej, co zmusiło wojskowych do samodzielnego określania potrzeb w zakresie uzbrojenia.
W ostatnich dniach, wokół intensywnej kampanii podpisów szefa Ministerstwa Obrony Narodowej, Władysława Kosiniaka-Kamysza, która zaowocowała szybkimi umowami z krajowym przemysłem zbrojeniowym na dostawy sprzętu takiego jak Kraby, Borsuki czy amunicja, pojawiło się wiele pytań. Chociaż wicepremier określił te działania jako „absolutny rekord świata”, część obserwatorów i krytyków dopatrywała się w tym pośpiechu motywacji politycznych.
Gen. Roman Polko, komentując te wydarzenia w programie "Najsztub pyta", wyjaśnił przyczyny tego przyspieszenia, wskazując na specyfikę unijnych procedur.
- Te umowy były znacznie wcześniej przygotowane. To nie jest tak, że trzy dni przed zaczęto kopać tę przysłowiową studnię, bo był pożar, tylko wojskowi czekali z tym. [...] Umowy musiały być podpisane do końca maja, bo tylko do końca maja [w formule samodzielnych zakupów – przyp. red.] mogą być te zakupy realizowane przez jedno państwo. Czyli krótko mówiąc, dlatego tak szybko podpisaliśmy te umowy, aby to przede wszystkim polski przemysł zbrojeniowy mógł z tego programu SAFE skorzystać i stąd było to przyspieszenie - stwierdził.
Jak podkreślił generał, kluczowym czynnikiem był termin zakończenia samodzielnych zakupów w ramach programu SAFE, który upływał z końcem maja. Celem było umożliwienie polskiemu przemysłowi zbrojeniowemu skorzystania z tych środków.
Brak strategii?
Mimo że generał Polko uzasadniał konieczność szybkiego finalizowania umów, jednocześnie wyraził ostrą krytykę pod adresem klasy politycznej. Zarzucił jej brak długoterminowego planowania i strategicznego podejścia do kwestii obronności. Według byłego dowódcy GROM-u, odpowiedzialność za określenie kierunków obronności spoczywa na politykach, a nie na wojskowych.
Mocne słowa Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej. "Do żadnego więzienia nie idę"
- Ekspres mi się niespecjalnie podobał, tym bardziej, że wcale to ekspres nie musiał być. No, po pierwsze niestety to procedowanie, przetrzymywanie przez wiele tygodni [...] i to, że też przywódcy polityczni – bo za to politycy odpowiadają – nie zbudowali strategii bezpieczeństwa państwa, nie uzgodnili polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej. Czyli wojskowi musieli sobie sami postawić zadanie, jak ma wyglądać obrona Polski, a to jest zadanie polityków. To oni powinni określić te ramy, czy jak ten dom ma wyglądać, i następnie złożyli zapotrzebowanie na materiały budowlane, czyli na to uzbrojenie tak, jak sobie wojskowi wymyślili - mówił.
Generał podkreślił, że brak jasno zdefiniowanej strategii bezpieczeństwa państwa oraz polityczno-strategicznej dyrektywy obronnej zmusił wojskowych do samodzielnego formułowania zadań i określania potrzeb w zakresie uzbrojenia. Na pytanie Piotra Najsztuba, prowadzącego program, czy oznacza to, że zakupy zostały zaplanowane zgodnie z wizją wojskowych, a nie polityków, generał Polko odpowiedział zwięźle.
- No, skoro politycy nie myśleli, to wojskowi musieli wymyśleć. No, to jest właśnie... na tym polega problem - ocenił.
Polko zaapelował również o zwiększenie świadomości i edukacji wśród urzędników państwowych, którzy, jego zdaniem, często zaniedbują kwestie współpracy między prezydentem, premierem a szefem MON, skupiając się na sporach partyjnych.