- Po oficjalnym wystąpieniu prezydentów Polski i Węgier w Przemyślu doszło do ostrej wymiany zdań między prezydentem Nawrockim a dziennikarzem TVN24.
- Ekspert od mowy ciała, Maurycy Seweryn, ocenia zachowanie prezydenta jako „reżyserię agresji” i „planowe zastraszanie” dziennikarza.
- Jakie są konsekwencje takiego zachowania prezydenta dla wolności mediów i czy była to spontaniczna reakcja, czy zaplanowane działanie?
Przyjaźni Polsko–Węgierskiej w Przemyślu
W poniedziałek (23 marca) prezydent Karol Nawrocki brał udział w obchodach Dnia Przyjaźni Polsko–Węgierskiej w Przemyślu. Spotkał się tam z prezydentem Węgier Tamasem Sulyokiem. Obchody wspomnianego dnia były komentowane, a wielu zadawało pytanie, czy takie podkreślanie relacji z Węgrami jest na miejscu, tym bardziej w kontekście ostatnich doniesień na temat relacji Węgier i Rosji.
Przypomnijmy, że amerykański dziennik „The Washington Post” ujawnił, że szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto miał kontaktować się z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem w trakcie unijnych spotkań. Według relacji, rozmowy te pozwalały stronie rosyjskiej na bieżąco śledzić przebieg dyskusji prowadzonych w ramach Unii Europejskiej.
Do tych informacji odniósł się premier Donald Tusk, który podkreślił, że podobne podejrzenia funkcjonują od dawna: - Wiadomość, że ludzie Orbana informują Moskwę o posiedzeniach Rady UE ze szczegółami, nie powinna nikogo dziwić. Od dawna mamy co do tego podejrzenia. To jeden z powodów, dla których zabieram głos tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne i mówię tylko tyle, ile potrzeba – komentował premier na platformie X.
Prezydent o Węgrach i Rosji. Mocne słowa
W czasie poniedziałkowego wystąpienia do mediów w Przemyślu, polski prezydent podkreślił, że Polska i Węgry to przyjaciele, ale nie zawsze tacy, którzy się we wszystkim zgadzają, czego należy mieć świadomość. Nawrocki zaznaczył: - Dla Polski Władimir Putin i Federacja Rosyjska są zagrożeniem egzystencjalnym, tak jak bolszewicy w 1920 roku. Polacy kochają Węgrów, nienawidzą Władimira Putina, który jest zbrodniarzem wojennym i nikim więcej.
Emocje w czasie rozmowy prezydenta z dziennikarzem TVN24. "Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski"
Po wspólnym wystąpieniu polityków doszło jednak do zaskakującej wymiany zdań, która zwróciła uwagę wszystkich mediów. Chodzi o rozmowę prezydenta Nawrockiego z dziennikarzem TVN 24, Mateuszem Półchłopkiem. Dziennikarz był obecny na sali, a gdy prezydenci już schodzili ze sceny, rzucił w stronę Nawrockiego pytanie dotyczące premiera Węgier, Viktora Orbana i jego relacji z Władimirem Putinem.
Nawrocki natychmiast się odwrócił, podszedł bliżej dziennikarza i rzucił ostro: - Pan nie słuchał, co ja myślę o Władimirze Putinie? Robiliście materiały, że mnie ściga Putin? Pan redaktor się ogarnie i słucha, co mówi prezydent Polski. Mówię do pana, panie redaktorze. Władimir Putin to zbrodniarz, rozumie pan redaktor?
Co znaczyły gesty prezydenta w rozmowie z dziennikarzem? Ekspert od mowy ciała komentuje
Wykonywał przy tym gest, który można odczytać jako ostry, ponieważ wskazywał palcem w stronę dziennikarza. Co to wszystko mogło znaczyć? O komentarz poprosiliśmy eksperta w dziedzinie mowy ciała i trenera wystąpień publicznych, Maurycego Seweryna. Zdaniem speca nic tu w zachowaniu i gestach prezydenta nie było przypadkowe: - Pan Prezydent tym razem stanowczo przesadził. Jego mowa ciała wskazuje na reżyserię agresji wobec dziennikarza. To nie był wybuch emocji tylko planowe zastraszanie przedstawiciela wolnych mediów, aby on i inni dziennikarze nie zadawali mu niewygodnych dla niego pytań. Skąd taki wniosek? Zdaniem Maurycego Seweryna świadczy o tym sekwencja zachowań niewerbalnych:
Wolne zbliżanie się do osoby, kontakt wzrokowy, regulowana mimika (w tym uniesienie brwi), silne gesty, w tym wytykanie i wskazywanie palcem, pochylenie się nad dziennikarzem i w międzyczasie szczątkowe zachowanie uspokajania się. To ostatnie polegało na tym, że Pan prezydent wahadłowo machał rękoma. Uspokajanie było związane z tym, że najważniejsza osoba w Polsce nie wiedziała do końca, jak jego zachowanie zostanie przyjęte przez grupy sondażowe, czyli nas, zwykłych śmiertelników - ocenia ekspert dla "Super Expressu".