- Pierwszy rok Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim analizuje dla "Super Expressu" prof. AWSB, dr Krystian Dudek, Instytut Publico, ekspert ds. marketingu politycznego, autor strategii wyborczych.
- W jego ocenie prezydentura Nawrockiego to bezprecedensowa konfrontacja, wyróżniająca się dynamicznym stylem i szybkim budowaniem politycznej autonomii.
- Prezydent zaskoczył rekordową liczbą wet (37!) oraz modelem działania inspirowanym Donaldem Trumpem, umacniając swoją pozycję poprzez konflikt.
- Sprawdź, jak Nawrocki wykorzystuje spory na prawicy, aby stać się jej liderem i czy ten styl zapewni mu trwały dorobek, czy tylko miano "przeciwnika rządu".
„Super Express”: Mija rok od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta RP. Jak Pan oceniłby ten czas w Pałacu Prezydenckim?
Prof. AWSB dr Krystian Dudek: To prezydentura konfrontacyjna i wyrazista. Mocno kontrastuje z dwoma kadencjami Andrzeja Dudy i jedną Bronisława Komorowskiego. Także stanowi dla Polaków pewne novum. Karol Nawrocki już na starcie rozpoczął budowę swojego zaplecza i środowiska, ma ambicję, by stać się kluczową postacią na prawicy i jasno to komunikuje. Póki co koncentruje się na zaciąganiu hamulca ręcznego rządowi, z którym nie próbuje znaleźć choćby najmniejszego wspólnego mianownika – czego przykładem była kwestia programu SAFE. Musi jednak pamiętać, że taki styl prezydentury jest dobry na krótszym odcinku, a obywatele i historia rozliczają później także dokonania wspólne, bo kraj nie może zatrzymać się na kilka lat z powodu kohabitacji. To ważny wniosek, bo Nawrocki jest młodym politykiem, który jasno sygnalizuje, że do świata polityki chce wejść na dłużej, a na dłuższym dystansie będzie musiał zmierzyć się z oceną pozytywnego dorobku swojej prezydentury.
Coś Pana zaskoczyło w prezydenturze Nawrockiego?
Nie zaskoczyła mnie konfrontacyjność, bo ta została zapowiedziana już w kampanii. Natomiast zaskoczyły mnie trzy rzeczy. Po pierwsze - tempo budowania politycznej autonomii. Nawrocki po zwycięstwie momentalnie odciął się od podporządkowanego Nowogrodzkiej stylu Dudy. Sądzę, że to mogło zaskoczyć Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników. A już na pewno przykrą niespodzianką była dla nich zauważalna mięta, jaką czują do siebie Nawrocki i Konfederacja – szczególnie Mentzen.
Po drugie - skala i systematyczność wet. Można było zakładać, że prezydent będzie blokował ustawy ustrojowe, dotyczące sądownictwa, aborcji czy rozliczeń PiS. Tymczasem weto stało się instrumentem niemal codziennej polityki. Statystyki pokazują, że w ciągu roku zawetował więcej ustaw niż Duda w ciągu całej kadencji. Nawrocki w tej kategorii jest już rekordzistą.
Po trzecie - nieustanne budowanie swojej pozycji na konflikcie. Co ciekawe, lipcowe badania pokazujące, że ponad połowa Polaków ufa Nawrockiemu, wskazują, że model silnego i twardego lidera, w tych trudnych czasach odpowiada wyborcom. To też wspomniany wyżej kontrast wobec Dudy i odmiana wobec leciwego już i nie do końca kontrolującego otoczenie Kaczyńskiego. Ale warto zaznaczyć, że taki model bez uzupełniania go innymi wartościami – może się przejeść.
W ostatnich dnia głośno było o kontrowersyjnym ułaskawieniu przez prezydenta kibica Legii - "Starucha". Krytykują to opozycja i m.in. byli prezydenci Wałęsa i Komorowski. A Pałac Prezydencki mówi: „Wara rządzącym od prerogatyw prezydenta”.
To właśnie styl działania Karola Nawrockiego w pigułce, wyraźnie nawiązujący do stylu Donalda Trumpa. Wprost komunikuje światu, jakie środowiska za nim stoją, czym mobilizuje swój elektorat. Można powiedzieć, że wręcz czeka na atak, by dobitnie odpowiadać i eksponować lekceważący ton wobec spodziewanej krytyki. Mówiąc językiem sportowym - wobec krytyków z satysfakcją wykonuje gest Kozakiewicza.
Nawrocki po zwycięstwie momentalnie odciął się od podporządkowanego Nowogrodzkiej stylu Dudy. Sądzę, że to mogło zaskoczyć Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników. A już na pewno przykrą niespodzianką była dla nich zauważalna mięta, jaką czują do siebie Nawrocki i Konfederacja – szczególnie Mentzen - mówi dr Krystian Dudek w rozmowie z "Super Expressem".
Analizując przed naszą rozmową ten rok prezydenta na myśl przychodzą mi takie skojarzenia: twarde weto, polityczne starcia, kurs na Amerykę. No, jeszcze czwarte: aktywna prezydentura. Coś Pana zdaniem pominęłam? Jak Pan określiłby styl prezydentury Karola Nawrockiego?
Jak wspomniałem wyżej przede wszystkim konfrontacyjny. Nikt z spośród poprzednich prezydentów, nie pełnił urzędu w ten sposób. Wysoko oceniany Kwaśniewski, mimo że bardzo klarownie kojarzony z lewicą, szukał porozumienia i łagodził spory. Nawrocki nimi żyje, posługuje się i nawet nie udaje, że jest to prezydentura ponad podziałami. Druga cecha: personalny – skupiony na budowaniu silnego „ja” i własnej podmiotowości politycznej, a wokół tego „ja” - lojalnego środowiska. A obraz stylu Nawrockiego dopełniłbym określeniami: kampanijny – bo można odnieść wrażenie, że dla Karola Nawrockiego kampania wyborcza trwa cały czas, a on w jej trakcie przyjmuje strategię stałej ofensywy.
Prezydent Nawrocki jest aktywny. Początkowo wydawało się, że po pierwszym miesiącu trochę odpuści, ale tempo utrzymuje. I nie ukrywa, że dąży do wzmocnienia swojej roli. Czy dostrzega Pan w jego działaniu i postawie znamiona systemu prezydenckiego?
To bez wątpienia marzenie Nawrockiego. Widać wyraźnie, że sam hamulec ręczny mu nie wystarcza, bardzo chciałby jednocześnie trzymać kierownicę. Niemniej w Polsce jest system parlamentarny, który prezydentowi nie daje takich możliwości. Nawrocki próbuje jednak rozszerzać polityczne znaczenie swojego urzędu poprzez częste weta, aktywność w polityce zagranicznej, występowanie w roli organizatora spotkań czy stałe odwoływanie się do mandatu wyborczego oraz słuszności swojej interpretacji historii.
Już sygnalizuje, że obecne rozwiązania konstytucyjne się wyczerpują i że należy jasno zdecydować o zmianie ustroju. Póki co, jest to ziarno rzucane lekko na grunt, ale widać, że spodziewany jest rozwój tej koncepcji, ale jeszcze nie na tym etapie pierwszej kadencji.
Spodziewał się Pan, że to będzie prezydentura aktywna, z wyraźną próbą wybicia się na niezależność?
Aktywna prezydentura - tak. Tak szybkie budowanie niezależności wobec PiS - niekoniecznie. Nawrocki wszedł do polityki bez własnej partii, zdany całkowicie na aparat partyjny PiS, co moim zdaniem było kluczem do wyboru go przez Jarosława Kaczyńskiego. Taka zależność daje możliwość kontroli, a na tym zależało Kaczyńskiemu. Jednak Nawrocki bardzo szybko, wręcz natychmiast, wyraźnie zasygnalizował, że nie będzie tylko lokatorem Pałacu z długopisem w ręce. Natomiast Kaczyński został tym faktem zaszachowany, bo trudno, żeby publicznie przyznał, że nowy prezydent, będący jego autorskim pomysłem, nie spełnia jego oczekiwań.
Partia, która wystawiła Nawrockiego na prezydenta w ostatnich wyborach, przeżywa poważny kryzys - w PiS nastąpił rozłam. Obóz Mateusza Morawieckiego jest w kontrze do tzw. maślarzy i "zakonu", czyli dawnego Porozumienia Centrum. Karol Nawrocki na tym skorzysta? Będzie budował obóz prawicy wokół siebie?
Tak, skorzysta - pod warunkiem, że nie opowie się teraz jednoznacznie po żadnej ze stron. Rozłam osłabia Kaczyńskiego, ale wzmacnia zapotrzebowanie na kogoś, kto może symbolicznie spinać prawicę. Kiedyś robił to właśnie Kaczyński, ale teraz nie jest już w stanie wpisać się w tę rolę, bo jego epoka się skończyła. Konfederacje i Morawiecki – to za silne podmioty, by prezes PiS mógł je sobie podporządkować. A Mentzen na twardym i otwartym zaprzeczaniu seniora Kaczyńskiego buduje swoją markę.
Nawrocki musi pielęgnować swoją pozycję jako jedynej postaci, którą mogą zaakceptować wszystkie prawicowe środowiska – część wyborców PiS, środowisko Morawieckiego, obie Konfederacje, tradycyjny zakon PiS, a może nawet część Polski 2050 czy PSL.
Idąc dalej - nie spieszy mu się z założeniem własnej partii, bo to wykluczałoby zajęcie pozycji patrona całej prawicy. Co ważne – nie ma też struktur, a bez nich najwygodniej czekać, być i przyciągać do siebie otoczenie, co będzie konsekwentnie robił, aż okoliczności sprzyjać będą kolejnemu krokowi.
Nawrocki wszedł do polityki bez własnej partii, zdany całkowicie na aparat partyjny PiS, co moim zdaniem było kluczem do wyboru go przez Jarosława Kaczyńskiego. Taka zależność daje możliwość kontroli, a na tym zależało Kaczyńskiemu. Jednak Nawrocki bardzo szybko, wręcz natychmiast, wyraźnie zasygnalizował, że nie będzie tylko lokatorem Pałacu z długopisem w ręce. Natomiast Kaczyński został tym faktem zaszachowany, bo trudno, żeby publicznie przyznał, że nowy prezydent, będący jego autorskim pomysłem, nie spełnia jego oczekiwań.
Wspomniał Pan, że Nawrocki jest rekordzistą wśród prezydentów III RP, jeśli chodzi o weta wobec rządowych ustaw. Rzeczywiście: przez rok zawetował ich 41. Dla porównania: Aleksander Kwaśniewski ma na koncie 35 wet, ale przez 10 lat prezydentury; Andrzej Duda przez 10 lat zawetował 19 ustaw; Bronisław Komorowski zaledwie cztery przez 5 lat, a Lech Kaczyński - też przez 5 lat - 18. Mówiło się, że Lech Wałęsa często wetował. Ale on ma na kocie 27 zawetowanych ustaw przez jedną kadencję. Czy za wetami Nawrockiego stoi chłodna, prawnicza analiza czy bardziej jest to pójście na starcie z rządem, klasyczne wkładanie kija w szprychy?
O ile pierwsze weta można było traktować jako wynik analizy prawnej, to kolejne, a szczególnie to wobec programu SAFE – były typowym kijem w szprychach. Odrzucając tak ważny dla obronności Polski program SAFE, Nawrocki pokazał, że w imię politycznej walki wewnętrznej z rządem - może posunąć się bardzo daleko, nawet jeśli Polska miałaby coś stracić, a jego decyzja byłaby zaprzeczeniem wcześniejszych deklaracji poparcia prawicy dla SAFE.
O ile każde pojedyncze weto można uzasadnić, to czterdzieści jeden wet tworzy już nie zbiór decyzji prawnych, lecz doktrynę polityczną. Weto przestało być gaśnicą na złe prawo, a stało się stałym elementem funkcjonowania prezydenta, którego definiuje nie tworzenie i działania, ale odmowa i sprzeciw. Głowa państwa powinna jednak w sprawach strategicznych działać ponad podziałami.
Widać ostrą rywalizację między prezydentem a premierem. Który z nich częściej ją inicjuje i czy któryś na tym wygrywa?
Ten konflikt ma charakter strukturalny, ale obie strony świadomie go podsycają. Prezydent częściej inicjuje konflikt instytucjonalny: poprzez weta, żądania konsultowania ustaw, ingerowanie w obszary prowadzone przez rząd i próby poszerzania praktycznej roli Pałacu Prezydenckiego.
Donald Tusk częściej odpowiada konfliktem komunikacyjnym: ironią, ostrą ripostą, podważaniem kompetencji lub politycznych motywacji prezydenta. Premier niekiedy także prowokuje, bo konflikt z Nawrockim pomaga mu mobilizować elektorat KO i tłumaczyć niezrealizowane obietnice.
Krótkoterminowo częściej wygrywa Nawrocki, ponieważ łatwiej zakomunikować jednoznaczne weto niż skomplikowaną ustawę, prezydent nie odpowiada za codzienne problemy gospodarcze i społeczne, więc ustawia się w wygodnej roli recenzenta, a blokując działania rządu nie ponosi pełnej odpowiedzialności za skutki.
Rząd jednak także korzysta z tego starcia. Każde weto staje się dla niego wygodnym wyjaśnieniem: „chcieliśmy, ale prezydent zablokował”. Do tego worka wrzucane mogą być niemal wszystkie niepowodzenia rządu, dając pewnego rodzaju alibi dla własnej nieskuteczności.
O ile każde pojedyncze weto można uzasadnić, to czterdzieści jeden wet tworzy już nie zbiór decyzji prawnych, lecz doktrynę polityczną. Weto przestało być gaśnicą na złe prawo, a stało się stałym elementem funkcjonowania prezydenta, którego definiuje nie tworzenie i działania, ale odmowa i sprzeciw. Głowa państwa powinna jednak w sprawach strategicznych działać ponad podziałami.
Prezydent Nawrocki nie ukrywa swoich dobrych relacji z Donaldem Trumpem. Dostrzega Pan w jego działaniu, stylu pewną inspirację amerykańskim prezydentem?
Zdecydowanie, choć nie jest prostą kopią Trumpa. Widać, że imponuje mu imperialistyczny, siłowy styl, a ogrzewanie się w blasku głowy światowego mocarstwa wpisuje się w jego plan na siebie. Tak jak Trump chce pokazać się jako silny, odporny na ataki i uznający je jako potwierdzenie swojej pozycji, śmiało wchodzący w konflikty, definiujący wyborcom świat i narzucający swoją narrację, wykorzystując autorytet prezydentury. Także śladami Trumpa – krytyczny wobec instytucji europejskich, personalizujący politykę zagraniczną i wykorzystujący bezpośredni mandat jako legitymacje dla swoich działań, poglądów i potwierdzenia swoich kompetencji.
Nawrocki uczynił relacje z Trumpem jednym z najważniejszych aktywów swojej prezydentury. Stąd jego pierwsza wizyta właśnie w USA. Chemia między nimi to realny atut, ale nie zapominajmy, że lokator Białego Domu się zmieni, a rzetelna analiza każe zadać pytanie, co realnie Polska zyskała poza kilkoma wspólnymi zdjęciami i uściskami rąk prezydentów.
Wisienką na torcie jest budowa własnego merchu: NOW ROCKY – na wzór można powiedzieć - przemysłu Trumpa pod nazwą: Trump Store, oferującego mydło, czapeczki, miski dla psów czy kije golfowe.
Czy jest coś, czym Karol Nawrocki wyróżnia się na tle swoich poprzedników?
Nawrocki szybko się uczy. Jego prezentacja jako kandydata na prezydenta ukazywała go jako niepewnego, przytłoczonego, a nawet zagubionego. Ale bardzo szybko nabrał pewności siebie, a seria debat pokazała go jako twardego gracza, mimo popełnianych błędów (jak ten ze snusem).
Uwzględniając powyższe refleksje można podsumować, że Nawrocki ma swój styl - adresowany do własnego elektoratu i mobilizujący go. Śmiało opiera się na środowiskach, wobec których poprzedni prezydenci zachowywali dystans, czyli na kibicach i kibolach. Przy każdej okazji podkreśla, nawet nad wyraz, rolę prezydenta. Nie ukrywa swoich ambicji, buduje autonomiczność i potrafi przysłowiowo „rozpychać się łokciami” na ciasnej prawicy, co jest wyrazem jego ofensywności. Nawet sama liczba wet rysuje go jako mniej inteligencko-eksperckiego, a bardziej przywódczo-bojowego.
Ryzykuje, że może zostać zapamiętany jako skuteczny przeciwnik rządu, ale niekoniecznie autor trwałego własnego dorobku. Jego sukcesem jest to, że już dzisiaj przestał być traktowany jako polityczny wynalazek Kaczyńskiego. A ciekawym pytaniem pozostaje, czy stanie się twórcą czegoś własnego.
Nawrocki uczynił relacje z Trumpem jednym z najważniejszych aktywów swojej prezydentury. Stąd jego pierwsza wizyta właśnie w USA. Chemia między nimi to realny atut, ale nie zapominajmy, że lokator Białego Domu się zmieni, a rzetelna analiza każe zadać pytanie, co realnie Polska zyskała poza kilkoma wspólnymi zdjęciami i uściskami rąk prezydentów.