- 72-letni Jan B., były poseł i dyrektor Izabelińskiej Szkoły Montessori, został tymczasowo aresztowany pod zarzutem wykorzystania seksualnego 9-letniej dziewczynki podczas półkolonii.
- Mężczyzna miał już na swoim koncie podobną przeszłość z 1986 roku, kiedy to został zwolniony ze szkoły w Szczecinie za molestowanie uczennic, jednak sprawa nie trafiła wówczas do organów ścigania.
- Brak wcześniejszego wyroku sądu umożliwił mu prowadzenie placówki edukacyjnej, co w obliczu afery skłoniło ministerstwo do planów zaostrzenia przepisów dotyczących weryfikacji bezpieczeństwa uczniów.
Dyrektor szkoły z zarzutem molestowania uczennicy
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola prowadzi śledztwo ws. Jana B. po tym, jak została zawiadomiona przez rodzica dziewczynki, która brała udział w półkoloniach organizowanych przez Izabelińską Szkołę Montessori. Jak ujawnił Onet, dyrektor prywatnej szkoły podstawowej, Jan B., miał dopuścić się „niewłaściwych zachowań wobec dziewczynki”. Mężczyźnie postawiono zarzut seksualnego wykorzystania małoletniego (tzw. przestępstwo pedofilii). – 11 lipca prokurator skierował wniosek do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Woli w Warszawie o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. Sąd uwzględnił wniosek – informuje nas rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba. Podejrzany może opuścić areszt 8 października.
Cień obrzydliwych czynów w czasach PRL
Jan B. jest dobrze znany. Pracował m.in. na kolei, a w latach 80. był nauczycielem techniki w szczecińskiej szkole podstawowej. Później angażował się w działalność organizacji biznesowych i sportowych, a w 2005 r. wstąpił do Samoobrony RP i został posłem. Odszedł z partii i założył Ruch Ludowo-Narodowy.
W 2006 r. dziennikarz Jacek Harłukowicz opisał na naszych łamach ponurą historię ówczesnego posła. Okazało się, że w 1986 r.. stracił pracę w podstawówce, gdy rodzice dziewczynek poskarżyli się, że molestuje ich córki. – Kiedyś kazał mi zostać po zajęciach. Posadził na kolanach, masował ręką po udzie i całował w usta. Nikomu o tym nie mów – zagroził mi na koniec – to fragment relacji pani Anny, która już jako dorosła kobieta opowiedziała nam o czynach swojego byłego nauczyciela w 1986 r. Dyrektorka szkoły zwolniła wówczas dyscyplinarnie nauczyciela, ale nie zawiadomiła milicji. Poseł B. zarzucił naszej redakcji kłamstwo, uznał, że publikacja jest atakiem na koalicyjny rząd Jarosława Kaczyńskiego (77 l.). „Super Express” dotarł później do rodziców innej molestowanej uczennicy ze Szczecina. Poznaliśmy też treść zwolnienia, które Janowi B. wręczono, gdy wybuchła afera.
MEN chce zmian w przepisach
To zaskakujące, że ktoś z taką przeszłością mógł założyć prywatną szkołę i organizować półkolonie dla dzieci. Kuratorium Oświaty w odpowiedzi na pytania Onetu poinformowało, że nie wpływały wcześniej żadne skargi dotyczące bezpieczeństwa dzieci w Izabelińskiej Szkole Montessori, a placówka spełniała wymogi formalne. Jan B. mógł prowadzić taką działalność, bo nie był nigdy skazany, a przepisy pozwalają, żeby organem prowadzącym szkołę była np. fundacja założona przez osobę, która sama mianuje się dyrektorem. Ministerstwo chce wprowadzić wymóg niezależnej, zewnętrznej weryfikacji osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo uczniów. Jeśli postawione Janowi B. zarzuty się potwierdzą, grozi mu kara od 2 do 15 lat więzienia.