Kryzys na Bliskim Wschodzie, w tym irańskie ataki rakietowe, zastał tysiące polskich obywateli w miejscach tradycyjnie kojarzonych z luksusem i bezpieczeństwem, takich jak Dubaj. Stanisław Wojtera i Wojciech Surmacz w rozmowie z Wiktorem Świetlikiem poddali surowej ocenie reakcję państwa oraz długofalowe skutki konfliktu dla portfeli Polaków.
Chaos komunikacyjny i kryzys empatii Jednym z głównych punktów dyskusji była postawa polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Podczas gdy kraje takie jak Korea Południowa, Słowacja czy Wielka Brytania niemal natychmiast podjęły działania ewakuacyjne, polscy obywatele usłyszeli od rzecznika MSZ, że mniejszym krajom jest „łatwiej”, bo mają mniej ludzi do wywiezienia. Komentarze Radosława Sikorskiego, sugerujące, że turyści byli ostrzegani przed wyjazdem na Bliski Wschód, zostały porównane do słynnej wypowiedzi Włodzimierza Cimoszewicza z 1997 roku o ubezpieczeniach. Surmacz i Wojtera zauważyli jednak, że Dubaj rzadko jest mentalnie kojarzony z niebezpieczną strefą wojenną – dla wielu to „biznesowa wypustka Europy”.
Eksperci zwrócili uwagę na niski poziom empatii społecznej wobec osób uwięzionych w Dubaju. Wynika to z faktu, że ta grupa nie jest postrzegana jako najbiedniejsza, choć dla wielu z nich wyjazd do ZEA był wyprawą życia opłaconą z wieloletnich oszczędności. Obraz „dramatu” projektanta mody w drogim hotelu, pokazywany w mediach, dodatkowo pogłębia ten dystans. Tymczasem realnym problemem okazała się niewydolność placówek dyplomatycznych – do konsulatu w Dubaju nie można się było dodzwonić, a automatyczna sekretarka informowała o czterodniowym tygodniu pracy.
Ekonomiczne skutki: Paliwo, inflacja i złoto
Wojciech Surmacz, jako dziennikarz ekonomiczny, nie ma złudzeń: paliwo podrożeje. Jeśli konflikt potrwa dłużej niż miesiąc, czeka nas trwały wzrost cen na stacjach, co przełoży się na ogólną inflację i drożyznę w sklepach. Kluczowym czynnikiem pozostaje drożność Cieśniny Ormuz oraz decyzje Kataru dotyczące wydobycia gazu. W tej sytuacji jedynym „wygranym” są inwestorzy, którzy wcześniej postawili na złoto, które w obliczu kryzysu naturalnie zyskuje na wartości. Krytyce poddano również postawę polityków, takich jak minister Szłapka, którzy unikają konkretnych deklaracji co do ewentualnej interwencji państwa w ceny paliw poprzez Orlen.
Koniec ery „City Breaków”?
Stanisław Wojtera, ekspert od lotnictwa, wskazał na fundamentalne zmiany w transporcie lotniczym. Koszt paliwa to aż jedna trzecia wydatków linii lotniczych, więc bilety muszą podrożeć. Co więcej, przestrzeń powietrzna nad Rosją, Ukrainą, Iranem czy Irakiem jest zamknięta lub ograniczona, co dramatycznie utrudnia i podraża loty do Azji. Zdaniem Wojtery kończy się kultura tanich, weekendowych wypadów (city breaks), na które pozwalała sobie klasa średnia. Do wzrostu cen przyczynia się nie tylko wojna, ale i unijna polityka klimatyczna (system ETS). Świat, który do niedawna wydawał się w pełni dostępny, staje się coraz droższy i trudniejszy do nawigacji, a latanie powoli wraca do statusu dobra luksusowego.