- Panie doktorze, czy to jest początek upadku rządu Donalda Tuska, czy to jest po prostu wypadek przy pracy? - zapytała prowadząca. - Naród zdecydował. To jest naprawdę najważniejsze co z tego rozstrzygnięcia wypływa. To, że demokracja bezpośrednia, organizacja obywatelska, ruch społeczny, który doprowadził do tego, że ludzie zdecydowali, a nie te limity, ograniczenia, progi, to wszystko co zawsze powoduje, że Polakom się nie chce, albo nie są w stanie przy swojej aktywności zdecydować o zmianach. Tutaj to się udało. Ja uważam, że to jest podstawa do rozwoju demokracji bezpośredniej na wyższym poziomie. I mam nadzieję, że w kontekście debaty o nowej Konstytucji wzmocnienie demokracji bezpośrednio się pojawi - odparł Bartoszewicz.
Zobacz: Miszalski przerwał milczenie po klęsce w referendum. Ma jeden apel do mieszkańców Krakowa
- A w kontekście tego pytania, o którym pani redaktor powiedziała: "Czy to jest początek końca?" to wszystko będzie zależało tak naprawdę nie od tego rozstrzygnięcia, ale od tego jak opozycja wykorzysta to rozstrzygnięcie, jak ona się zorganizuje. Ja na razie nie widzę impulsu po stronie opozycji na tyle silnego, żeby społeczeństwo nabrało przekonania, że ta opozycja jest w stanie zorganizować skuteczny, nie tylko rząd w kategoriach wybrania między sobą kolejnych ministrów, tylko na jakikolwiek pomysł na Polskę. Ja tego nie widzę, więc nie jestem przekonany, że Tusk dzisiaj już oddał władzę, albo ta droga zaczyna się w jednym kierunku tylko - kontynuował.
Sprawdź: PiS i Konfederacja bez szans w Krakowie? Władysław Teofil Bartoszewski nie ma wątpliwości
- To, na co zwracam uwagę to to, żeby rzeczywiście ten samorząd, te ruchy społeczne, to tak ta działalność lokalna, ona nie była zawłaszczona przez partie polityczne. A niestety będzie. To znaczy, niestety pani redaktor też zadała pytanie, czy to jest koniec początek końca Donalda Tuska. To znaczy, jeżeli Kraków ma ponieść koszty tego, że teraz znów rozstrzygnięcie na kolejne lata, kto będzie prezydentem Krakowa, było czynnikiem zapalnym kolejnego zderzenia w polityce i rozstrzygania, kto będzie premierem i jak będzie wyglądał rząd. Znaczy to nie jest ten poziom. Znaczy ja naprawdę jestem zwolennikiem oddzielenia sfery polityki na poziomie krajowym od tego, co jest na poziomie lokalnym. Prezydenci miast, w ogóle samorządy powinny być jak najdalej od tej sieczki politycznej, dlatego że potem ludzie, przeniesienie tego skrajnego podziału, który jest na poziomie wojny wiecznej między Kaczyńskim a Tuskiem, na poziom lokalny jest najbardziej obrzydliwe. Dlatego że potem nie ma możliwości załatwienia żadnych spraw. Ludzie siebie nienawidzą, sąsiedzi siebie nienawidzą, tylko dlatego że jeden jest z PiS-u z Platformy. Drodzy państwo, jeżeli mogę zaapelować, to pójdźmy w kierunku. Demokracja bezpośrednia jest naprawdę wspaniała. A teraz jest okazja, żeby miasto Kraków wyłoniło z siebie godnego prezydenta, nie na zasadzie przypadku wskazania palcem przez Tuska lub Kaczyńskiego, tylko człowieka, który naprawdę będzie reprezentował Kraków. Tak samo chciałbym, żeby w Warszawie był prawdziwy warszawiak z wielu pokoleń, taki człowiek, który rozumie i kocha miasto - dodał.
Zobaczcie całą rozmowę: