Ziobro zabrał głos w tej sprawie na konferencji na temat Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych. Komentując aferę, stwierdził, że „sędziwie używają wobec siebie niegodnych argumentów. Sędziowie nie są nadzwyczajną kastą, jak nazwała swoje środowisko jedna z prominentnych przedstawicielek sędziów. Sędziowie nie mogą kierować się żądzą odwetu czy zemsty, jak mówiła innym razem. Nie są nadzwyczajną kastą sędziowie reprezentujący ani jedną, ani drugą, ani jakąkolwiek inną sporu, bardzo ostrego sporu”. „Wysokie standardy etyczne obowiązują wszystkich” - dodał.
Te słowa wpisują się w narrację Prawa i Sprawiedliwości, która od środy obecna jest w retoryce partii. Politycy PiS przekonują, że afera ma charakter wewnętrznych porachunków środowiska sędziowskiego i nie ma wymiaru politycznego. W tym duchu wypowiadał się na łamach „Super Expressu” m.in. wicerzecznik PiS, Radosław Fogiel, który w wywiadzie stwierdził, że „Jeżeli to wszystko się potwierdzi, to sprawa oczywiście powinna być przecięta. Są też jednak pewne symptomy mogące sugerować, że mamy tu również do czynienia z jakimiś elementami wewnętrznej walki w środowisku sędziowskim”.
To dopiero drugi raz, kiedy Zbigniew Ziobro komentuje sprawę Łukasza Piebiaka i innych sędziów, którzy w proceder nękania swoich kolegów po fachu byli zamieszani. W środę na antenie TV Trwam wyrażał swoją dezaprobatę wobec zachowania swoich podwładnych. „Jak tylko dotarły do mnie informacje, że sędziowie zatrudnieni w Ministerstwie Sprawiedliwości mogą naruszać standardy, natychmiast podjąłem decyzję o ich odwołaniu. Nie ma akceptacji dla tego rodzaju zachowań”.