Program ten jest ściśle powiązany z dokumentem White Paper, który został zatwierdzony przez Unię Europejską w marcu poprzedniego roku i określa zasady konsolidacji europejskiego przemysłu obronnego.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zapisów programu Safe są restrykcje dotyczące pochodzenia sprzętu wojskowego. Generał wyjaśnia, że „w założeniu programu Safe jest zapisane, 65 procent podzespołów musi być europejskich. 35 może być spoza Europy”, co w praktyce wymusza inwestycje w rodzimy przemysł kontynentalny i ogranicza zakupy od partnerów takich jak USA czy Korea Południowa. Mimo że polskie Ministerstwo Obrony Narodowej złożyło liczne wnioski, które mają pobudzić krajowy przemysł zbrojeniowy, generał stawia fundamentalne pytanie o spłatę tych zobowiązań: „Pytanie, kto ją będzie spłacał, bo o tym rząd nie mówi”. Zwraca on również uwagę na to, że budżet MON jest obciążany wydatkami, które nie powinny tam trafiać, jak choćby środki na ochronę ludności cywilnej, za którą odpowiada MSWiA.
Sojusz transatlantycki w kryzysie? Amerykańska frustracja i europejskie marzenia
W kontekście sojuszu transatlantyckiego, źródła wskazują na narastającą frustrację USA wobec braku realnych zdolności obronnych Europy. Generał Gromadziński zgadza się z diagnozą, że „Europa cały czas śni o potędze, a nie ma zdolności strategicznych”. Wskazuje on, że kraje takie jak Polska, czujące zagrożenie na wschodniej flance, realnie zwiększają wydatki, podczas gdy potęgi takie jak Niemcy czy Francja ograniczają się do deklaracji politycznych. Według eksperta, amerykański sceptycyzm, w tym wypowiedzi Donalda Trumpa, wynika z faktu, że to USA pokrywają „65% budżetu NATO” i posiadają zdolności, których Europa nie zdołała wypracować przez dekady,. Generał zauważa, że dla biznesowego podejścia Trumpa NATO to projekt, w którym sojusznicy wciąż nie budują wystarczających zdolności.
Polska modernizacja wojskowa powinna, zdaniem generała, odejść od „wyspowego” budowania potencjału na rzecz zintegrowanych systemów. Priorytetem musi być stworzenie parasola ochronnego nad całym terytorium kraju, szczególnie w zakresie obrony przeciwrakietowej i przeciwdronowej,. Generał zaznacza: „Jeżeli się ochronimy, następnie musimy mieć tak zwany kamień, tamy czyli zbudować silne wojska lądowe”, ale to wciąż za mało. Polska potrzebuje zdolności do tzw. uderzeń z długiej ręki, aby móc eliminować potencjał przeciwnika w pełnej głębi operacyjnej, zanim ten dotrze do linii frontu,. Strategia ta zakłada użycie rakiet o zasięgu 300, 500, a nawet 900 km.
Wspomniana w źródłach Tarcza Wschód jest przez generała oceniana sceptycznie w kontekście potencjalnego konfliktu zbrojnego. Twierdzi on, że „w czasie wojny nie ma żadnego znaczenia. Zostanie bardzo szybko wyeliminowana, rozstrzelana przez artylerię”, a jej rola ogranicza się głównie do czasu pokoju i kryzysu. Znacznie większą wagę przywiązuje do suwerenności informacyjnej, którą zapewniają Polsce satelity wojskowe SAR,. „To, że widzimy, to że możemy analizować pewne dane to daje nam przewagę dzisiaj” – ocenia Gromadziński.
Powszechna Służba Państwa – fundament bezpieczeństwa w obywatelach
Ostatnim filarem bezpieczeństwa jest przygotowanie społeczeństwa poprzez Powszechną Służbę Państwa. Projekt ten zakłada obowiązkowe szkolenie podstawowe dla młodych ludzi, którzy następnie mogliby zasilać nie tylko wojsko, ale i straż pożarną, policję czy służbę zdrowia,. Generał podkreśla, że „każdy obywatel poza prawami (...) ma też obowiązki wobec tego kraju”, przy czym w jego modelu mężczyźni służyliby obowiązkowo, a kobiety na ochotnika,. Podsumowując, siła państwa tkwi w obywatelu i spójnym systemie obronnym, a nie tylko w zakupach sprzętu czy deklaracjach politycznych