- Podczas programu "Woronicza 17" w TVP doszło do ostrej wymiany zdań między Alvinem Gajadhurem (PiS) a Robertem Biedroniem (Lewica).
- Awantura rozpoczęła się od dyskusji o aferze Zondacrypto, a następnie przeniosła się na temat sytuacji w Kancelarii Prezydenta.
- Prowadząca Kamila Biedrzycka musiała interweniować i zagrozić wyłączeniem mikrofonu, aby opanować narastający spór.
- Kluczowe momenty konfliktu dotyczyły wzajemnych oskarżeń o "chaos" w obozach politycznych obu uczestników.
Zadyma w studiu na Woronicza. Alvin Gajadhur starł się z Robertem Biedroniem. „Mam panu wyłączyć mikrofon?”
Dyskusja dotyczyła początkowo afery Zondacrypto. Temat zszedł jednak w pewnym momencie na sytuację w Kancelarii Prezydenta. Reprezentant PiS-u zarzucił premierowi Donaldowi Tuskowi paraliżowanie działań Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Chodzio o braku zgody na wydanie poświadczenia bezpieczeństwa, a co za tym idzie — odcięcie szefa BBN-u od większości kluczowych informacji niejawnych. – Pan Cenckiewicz był prześladowany tak naprawdę – stwierdził były minister infrastruktury w rządzie Zjednoczonej Prawicy Alvin Gajadhur. – Męczennik! – odparował ironicznie Robert Biedroń, europoseł Lewicy. I wtedy się zaczęło.
– W Kancelarii Prezydenta jest chaos – zaczął Biedroń. W pół słowa przerwał mu Gajadhur: – A pan pracuje w kancelarii? Chaos to jest u was, w koalicji 13 grudnia. Kamila Biedrzycka zagroziła nawet byłemu ministrowi wyłączeniem mikrofonu.
Fragmenty programu Gajadhur opublikował na X.
Polecany artykuł:
To nie pierwszy raz, gdy był minister wdaje się w słowne przepychanki. W przeszłości do takich scysji doszło m.in. w Wieczornym Expressie, programie publicystycznym na żywo "Super Expressu", prowadzonym przez szefa działu Polityka, Kamila Szewczyka. Więcej znajdziessz TUTAJ.