Zamiast zbadać, czy zachodzi potrzeba jego ścigania, uruchomiono całą machinę państwa, by to wyjaśnić. A przecież oceny mógł dokonać sam prokurator. Problemem wydaje się być tu tryb ścigania z artykułu o znieważeniu głowy państwa. W Kodeksie karnym zapisane jest, że odbywa się to z urzędu. To powoduje często wręcz idiotyczne sytuacje. Należy się zastanowić, czy nie należy zmienić przepisów tak, by ściganie odbywało się na wniosek samej głowy państwa. Zawsze jest to subiektywne, ale jeżeli prezydent poczuje się czymś urażony, dopiero zgłasza to do prokuratury. Wydaje się, że dzięki takiemu rozwiązaniu korzystanie z tego artykułu miałoby miejsce wyłącznie w skrajnych przypadkach. Pozwoliłoby to zachować ten potrzebny przepis, unikając przy okazji niepotrzebnych emocji.
Zobacz: Tomasz Walczak: O czym zapomniał wicepremier?