- Marszałek Sejmu ma poważne wątpliwości co do zajęcia się wnioskiem prezydenta o odtajnienie aneksu do raportu WSI, argumentując to obawą o bezpieczeństwo państwa (mimo anonimizacji nazwisk) i możliwość wykorzystania dokumentu w wojnie politycznej. Co istotne, marszałek przyznaje, że aneksu jeszcze nie czytał, co jest punktowane przez rzecznika prezydenta jako podstawa do "kryptokłamstw".
- Rzecznik prezydenta ostro krytykuje postawę marszałka Czarzastego, zarzucając mu ignorancję prawa, brak znajomości przepisów o ochronie informacji niejawnych oraz sugerując, że jego stanowisko jest motywowane przynależnością do środowiska postkomunistycznego. Leśkiewicz odpiera zarzuty dotyczące możliwości dopisania tez do aneksu i podkreśla jego mocne podstawy prawne.
- Prezes PiS Jarosław Kaczyński bagatelizuje znaczenie aneksu, twierdząc, że zawiera on "wiele tez o charakterze publicystycznym" i "bardzo wątpliwe" tezy bez możliwości udowodnienia. To pokazuje, że nawet w środowisku politycznym, które historycznie dążyło do wyjaśnienia sprawy WSI, istnieją różnice w ocenie wartości i zawartości tego dokumentu.
Marszałek Sejmu powtarza w mediach, że ma poważne wątpliwości, czy w ogóle zajmie się wnioskiem prezydenta. Przyznał, że aneksu jeszcze nie czytał i nie wie, czy to zrobi. - Nie wiem co w nim jest, bo nie zaglądałem, może za tydzień – mówił Czarzasty w TVN24.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz ripostuje: - Skoro marszałek Czarzasty nie zapoznał się z tym dokumentem, nie wie jak został przygotowany do publikacji, to na jakiej podstawie formułuje swoje opinie? – pyta Leśkiewicz w rozmowie z Super Expressem. I dodaje, że w ten sposób marszałek wprowadza w błąd opinię publiczną. - Czarzasty mimo tego, że dokumentu nie przeczytał twierdzi, że już wie, że może coś komuś zagrażać. Niech najpierw ten dokument przeczyta – radzi.
To czytelna aluzja do argumentów, jakie przytacza marszałek Sejmu. W aneksie znajdują się zanonimizowane nazwiska – m.in. byłych oficerów WSI oraz ich współpracowników. – Anonimizowanie nic nie da. Obce służby będą wiedziały co to za nazwiska – przekonuje Czarzasty. Drugi jego argument to obawa, że do aneksu zostały dopisane „jakieś tezy”, a sam aneks zostanie wykorzystany do prowadzenia nowej wojny politycznej.
Leśkiewicz przekonuje, że nie ma żadnych możliwości, by do dokumentu przechowywanego w kancelarii tajnej BBN można było coś dodać, bez zostawienia śladu. Zabezpieczają to odpowiednie procedury. Zaś sama publikacja aneksu ma mocne podstawy prawne.
- Marszałek Czarzasty bardzo wybiórczo traktuje prawo i zachowuje się w sposób ignorancki. Widać wyraźnie, że Czarzasty nie zna przepisów o ochronie informacji niejawnych. Ale cóż się dziwić, nigdy nie wypełnił ankiety bezpieczeństwa osobowego i nigdy nie przeszedł pełnej procedury sprawdzającej, która uprawnia do dostępu do informacji niejawnych – podsumowuje Leśkiewicz.
Czarzasty zapewnia, że jego stosunek do aneksu nie ma związku z przynależnością do lewicy.
- Lewica nie ma powodów do obaw – ocenił marszałek w RMF. - Czarzasty reprezentuje środowisko postkomunistyczne. Bez wątpienia ma to wpływ na to, jak ocenia inicjatywę odtajnienia aneksu – odpowiada rzecznik prezydenta. Inicjatywę odtajnienia aneksu, który ma dokumentować działania WSI niezgodne z prawem, bagatelizuje prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem nie będzie to "jakimś szczególnie ważnym aktem".
– Przyłączam się do tego, co powiedział mój świętej pamięci brat, że tam jest wiele tez o charakterze publicystycznym, a nie takim, które powinny być w tego rodzaju dokumencie – powiedział Kaczyński. W jego ocenie w aneksie znajdują się „bardzo wątpliwe” tezy, bez możliwości ich udowodnienia. - Bardzo ryzykowne, daleko idące – uznał były premier.
Aneks powstał w 2007 roku. Został opracowany przez Komisję Weryfikacyjną pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza niedługo po opublikowaniu głównego raportu.
W naszej galerii zobaczysz, jak zmieniał się Włodzimierz Czarzasty: