- Kijów staje w obliczu trudnej zimy, a przygotowania miasta wywołały ostry konflikt między merem a prezydentem Ukrainy.
- Witalij Kliczko odrzucił pomoc specjalnej grupy powołanej przez Wołodymyra Zełenskiego, widząc w niej próbę podważenia swojej pozycji.
- Zełenski krytykuje władze stolicy za brak skuteczności. Czy polityczne rozgrywki zagrożą bezpieczeństwu mieszkańców w nadchodzących miesiącach?
W relacjach między prezydentem Ukrainy a merem Kijowa nastąpiło kolejne ochłodzenie. Wołodymyr Zełenski wydał konkretne polecenie, które miało usprawnić funkcjonowanie stolicy w trudnym czasie wojny, jednak Witalij Kliczko nie podjął w tej sprawie żadnych działań. Postawa legendarnego boksera nie jest przypadkowa, to element długotrwałej walki o wpływy i polityczną autonomię.
Prezydent Zełenski chciał, aby w struktury zarządzające Kijowem zostali włączeni przedstawiciele administracji państwowej. Miało to zapewnić lepszą koordynację działań między rządem a władzami lokalnymi. Kliczko odczytał to jednak jako próbę ograniczenia jego kompetencji i przejęcia kontroli nad miastem przez ludzi prezydenta.
— Nie mniej groźni są politycy w kraju, którzy w rzeczywistości sami go niszczą — mówił Kliczko, cytowany przez digisport.ro.
Twarda gra o Kijów
Witalij Kliczko, który od lat cieszy się silnym mandatem społecznym w stolicy, nie zamierza oddawać pola. Jego brak reakcji na „rozkaz” z góry to czytelny sygnał: Kijów ma swojego gospodarza i nie potrzebuje narzuconych z zewnątrz nadzorców. Konflikt ten narastał od miesięcy, a wojna jedynie na chwilę go przykryła. Otoczenie prezydenta Zełenskiego coraz krytyczniej patrzy na działania mera. Zarzuca mu się m.in. zbyt powolne tempo przygotowań infrastruktury krytycznej. Kliczko odpiera te ataki, twierdząc, że to administracja centralna rzuca mu kłody pod nogi, blokując fundusze lub próbując zdyskredytować go w oczach opinii publicznej.
— Jako prezydent nie mogę po prostu siedzieć i patrzeć, jak mer próbuje sam poradzić sobie z sytuacją. Dlaczego? Ponieważ to niemożliwe. Gdyby Kijów potrafił się zabezpieczyć lub przynajmniej przygotować na zagrożenia, byłoby wspaniale. Ale w żadnym z tych obszarów to się nie udało — powiedział Zełenski.
Polityczne ambicje w tle
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że Witalij Kliczko wciąż jest postrzegany jako jeden z najpoważniejszych rywali politycznych obecnego prezydenta. Choć w obliczu rosyjskiej agresji obaj liderzy deklarują jedność, to walka o to, kto po wojnie będzie rozdawał karty w ukraińskiej polityce, trwa w najlepsze.
Ignorowanie poleceń Zełenskiego przez Kliczkę to ryzykowna licytacja. Dla prezydenta każda oznaka niesubordynacji wewnątrz kraju jest problematyczna, zwłaszcza gdy dotyczy strategicznego ośrodka, jakim jest stolica. Z kolei dla byłego boksera uległość oznaczałaby utratę wizerunku silnego lidera, który potrafi postawić się każdemu – nawet głowie państwa.