- Robert Winnicki twierdzi, że choć mechanizm demokratycznych wyborów w Polsce nadal działa, państwo prawa przestało funkcjonować, czego dowodem mają być "siłowe wejścia do różnych instytucji" i wykorzystywanie aparatu państwowego do narzucania porządków zwycięskiej strony.
- Według Winnickiego Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej jest obecnie traktowana wybiórczo i obowiązuje tylko w takim zakresie, w jakim władza uznaje, że opłaca jej się jej przestrzegać, co ma oznaczać odejście od porządku konstytucyjnego.
- Były poseł uważa, że siła polityczna, oparta na kontroli nad służbami i policją, zastępuje normy prawne, co prowadzi do zmian ustrojowych, odchodzenia od demokracji i praworządności, a przyszłość instytucji państwa zależy od aktualnej kontroli nad aparatem siłowym.
Gościem Wiktora Świetlika w „Porannym ringu” był Robert Winnicki — były poseł Konfederacji, analityk i komentator polityczny. Rozmowa dotyczyła m.in. ostrego sporu politycznego, funkcjonowania państwa i możliwości przeprowadzenia zmian ustrojowych. Winnicki ocenił, że obecny konflikt wykracza już poza zwykłą partyjną rywalizację.
Robert Winnicki: „nie mamy już państwa prawa”
Były polityk Ruchu Narodowego stwierdził, że demokratyczny mechanizm wyborczy jeszcze działa, ale jednocześnie zakwestionował funkcjonowanie państwa prawa.
—Dzisiaj jeszcze mamy w Polsce demokrację, która polega na tym, że rządzi ten, kogo wskaże większość Polaków w wyborach jeszcze, bo już mieliśmy to zagrożone w zeszłym roku, kiedy próbowano nie uznawać wyboru Karola Nawrockiego. Natomiast nie mamy już państwa prawa, bo siłowe wejścia do różnych instytucji pokazują nam, że prawo nie obowiązuje — mówił Robert Winnicki w „Porannym ringu”.
W jego ocenie polityczne zwycięstwo daje dziś możliwość narzucenia własnych rozwiązań przy użyciu aparatu państwa.
— Ten, kto wygrywa wybory, ten za pomocą policji, służb, po prostu zaprowadza swoje porządki. I moim zdaniem w tym trybie będzie zmieniał się ustrój państwa polskiego — przekonywał gość programu.
„Żegnamy się z demokracją”
Najmocniejsze słowa padły chwilę później. Winnicki ocenił, że konsekwencją takiego sposobu sprawowania władzy będzie odejście zarówno od demokracji, jak i od porządku opisanego w ustawie zasadniczej.
—Czyli mówiąc krótko żegnamy się z demokracją — stwierdził. Następnie dodał: —Żegnamy się nie tylko z demokracją, ale z tą opiewaną praworządnością, czyli z ustrojem konstytucyjnym opisanym w ustawie zasadniczej.
Gen. Roman Polko: Prawica i prezydent cynicznie grają bezpieczeństwem Polski!
To właśnie sposób traktowania Konstytucji znalazł się w centrum jego krytyki. Według Winnickiego nie jest ona już bezwzględną granicą dla rządzących, lecz zbiorem reguł stosowanych wybiórczo.
—Konstytucja dzisiaj obowiązuje tylko w takim zakresie, w jakim władza uznaje, że opłaca jej się jej przestrzegać. Aż tyle i tylko tyle — powiedział w „Porannym ringu”.
Winnicki o Berku i Trybunale Konstytucyjnym
Gość programu odniósł się także do możliwego rozwoju wydarzeń wokół Trybunału Konstytucyjnego. Jego przewidywanie było jednoznacznie alarmistyczne.
—Tam gdzie uznaje, że nie opłaca się jej przestrzegać, no to będziemy mieli pewnie siłowe wprowadzenie pana Berka do Trybunału Konstytucyjnego, nie mające nic wspólnego z przepisami Konstytucji— stwierdził Winnicki.
Po chwili podsumował swój zarzut wobec rządzących:
—Po prostu i tam gdzie władza uznaje, że można połamać Konstytucję, tam się ją łamie, bo policja słucha poleceń premiera.
Wypowiedzi byłego posła pokazują, jak głęboki — w jego ocenie — jest kryzys ustrojowy. Winnicki nie ograniczył się do krytyki pojedynczych decyzji. Postawił znacznie dalej idącą tezę: polityczna siła ma dziś zastępować prawo, a przyszłość najważniejszych instytucji państwa może zależeć od tego, kto w danym momencie kontroluje służby i policję.