Swój wpis sam Wałęsa zatytułował słowami "w takich warunkach poradziłem sobie". Na załączonym skanie dokumentu widnieje podpis ówczesnego szefa delegatury Urzędu Ochrony Państwa w Gdańsku kpt. Adama Hodysza. Czytamy w nim, że Hodysz prosi Andrzeja Milczanowskiego o "podjęcie dalszych decyzji" w sprawie zakupu nieruchomości "do prowadzenia kontroli operacyjnej Lecha Wałęsy". Na skanie widoczna jest również uwaga prawdopodobnie samego Wałęsy o treści: "w każdym miejscu byłem podsłuchiwany i kontrolowany koszty się nie liczyły nawet w lesie od 1970 r." (pisownia oryginalna).
Na publikację tego dokumentu błyskawicznie zareagował Cenckiewicz, pisząc:
Wałęsa publikuje na FB dokument UOP z prywatnej kolekcji! Pewnie z kolekcji "wypożyczonych" w latach 1992-1995. Gdzie jest państwo prawa? pic.twitter.com/6jTN6AX6NL
— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) 3 maja 2017
Dokument, opatrzony klauzulą "ściśle tajne" w opinii historyków nie miał prawa się znaleźć w posiadaniu Lecha Wałęsy. Tymczasem on sam w piątkowym wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" stwierdził, że dokumenty te pochodzą "z IPN oraz od dziennikarzy z lat 90". Jak mówił "wszystkie mam legalnie. Część tych dokumentów krążyła w internecie. Zaprzeczył przy tym, by były to dokumenty pochodzące z jego teczki, którą wypożyczył w trakcie prezydentury i "oddał zdekompletowaną". Jak zapewniał: - Ja tamtych dokumentów nawet dokładnie nie przeglądałem. Przeglądali moi ministrowie. To były ksera. To też są odbitki. Następnie na swoim FB dodał jeszcze:
Zobacz także: PiS ZASKOCZONE inicjatywą referendalną Dudy! To efekt "Ucha Prezesa"?