- Były europoseł Marek Migalski zakończył chemioterapię, ale jego walka z rakiem jelita grubego wciąż trwa, naznaczona głębokim niepokojem.
- Mimo osiągnięcia remisji, lekarze wykryli u niego niepokojące guzki w płucach, a sam Migalski podkreśla, że wciąż obawia się nawrotu choroby.
- Odkryj, jak wyniszczające leczenie zmieniło jego życie, dlaczego musiał przygotowywać się na śmierć i z jakimi skutkami choroby zmaga się każdego dnia.
Marek Migalski po chemioterapii. Czeka na kolejne badanie
Prof. Marek Migalski jest w remisji raka jelita grubego. W czerwcu zakończył półroczną chemioterapię, a pod koniec września odbyło się pierwsze konsylium poprzedzone tomografią. Jak przekazał w rozmowie z Martą Słupską z WP abcZdrowie, lekarze ocenili wynik badania w miarę pozytywnie. Pozostała jednak niewiadoma.
W płucach byłego europosła wykryto guzki. Ich charakter nie został rozstrzygnięty.
– Badanie lekarze ocenili w miarę pozytywnie, choć wykryto u mnie guzki w płucach, które mogą, ale nie muszą mieć charakteru nowotworowego – powiedział Migalski.
Pod koniec grudnia ma przejść tomografię komputerową płuc. Przyznał, że myśl o kolejnych badaniach wiąże się dla niego ze strachem.
– Ja wcale nie wygrałem z rakiem. Przez najbliższe lata co kilka miesięcy będę chodzić na badania kontrolne z duszą na ramieniu – wyznał.
Skutki leczenia utrudniają mu codzienne życie
Migalski opowiedział również o dolegliwościach, z którymi mierzy się po zakończeniu chemioterapii. Najbardziej dokucza mu polineuropatia aksonalna obejmująca dłonie i stopy. Zaburzenia czucia utrudniają wykonywanie prostych czynności.
– Mam więc problemy z czuciem, przez co trudno mi nawet zapiąć guziki w koszuli, zdarza mi się przewracać przy chodzeniu. Raz nawet zwichnąłem kostkę – relacjonował.
Były europoseł przyjmuje leki i liczy na poprawę. Psychicznie czuje się lepiej niż na początku choroby, choć nie odzyskał spokoju.
– Największy lęk, który odczuwam, to brak pewności, czy rak nie zaatakuje znowu i będę musiał od nowa przechodzić leczenie – powiedział.
Najtrudniejsza wiadomość przyszła po operacji
Nowotwór wykryto jesienią 2025 roku podczas kolonoskopii. Migalski podkreślił, że zdecydował się na badania, mimo że nie zauważał niepokojących objawów. Początkowo sądził, że wystarczy operacja, by mógł wrócić do wcześniejszego życia. Po usunięciu fragmentu jelita grubego otrzymał jednak wiadomość o większym zaawansowaniu choroby, niż wcześniej zakładano. Badania wykazały przerzuty do węzłów chłonnych.
Właśnie ten moment wspomina jako najtrudniejszy. Zaczął myśleć o sprawach, które powinien uporządkować na wypadek śmierci. Zapytany o testament, zaznaczył, że nie sporządził go, ale zaczął planować, co chciałby zostawić bliskim.
– Tak – mentalnie i w kwestii załatwiania różnych spraw. To był bardzo trudny grudzień – pewnie się pani domyśla, jakie miałem święta i sylwestra… – odpowiedział na pytanie o przygotowywanie się do śmierci.
Choroba zmieniła jego priorytety
Migalski przyznał, że wiele spraw, które wcześniej pochłaniały jego uwagę, straciło znaczenie. Zaczął za to doceniać codzienne chwile: wschód słońca widziany podczas pobytu w szpitalu czy jesienną przejażdżkę rowerową po lesie.
Zmieniło się również jego podejście do osób wierzących. Sam nie odzyskał wiary, ale obserwując innych pacjentów, dostrzegł, jak dużym wsparciem może być dla nich religia. Wzruszały go także wiadomości od osób, które deklarowały modlitwę w jego intencji.
O swoim doświadczeniu napisał książkę „W nowych okolicznościach. Życie i walka z chorobą nowotworową”. Chciał pomóc ludziom, którzy po diagnozie czują się zagubieni.
W rozmowie z WP abcZdrowie mówił również o wiadomościach od czytelników, którzy pod wpływem jego publicznych wypowiedzi zdecydowali się na badania. Według jego relacji część z nich dowiedziała się w ten sposób o problemach zdrowotnych.
– Zobaczyłem, jak fantastyczne mam życie, jak warto żyć – podkreślił.