We wtorek w czasie uroczystych obchodów na Westerplatte Ewa Kopacz i Andrzej Duda stali o krok od siebie. Udawali jednak, że się nie widzą, patrzyli w zupełnie inne strony, a gdy przyszło do przywitania, nie podali sobie rąk! Zachowanie szefowej rządu i głowy państwa nie przeszło bez echa, wybuchł skandal. Wszyscy zastanawiali się, kto popełnił gafę i pierwszy powinien podać dłoń. Głowili się nad tym specjaliści: - Prezydent jest najważniejszą osobą w państwie i to on powinien pierwszy wyciągnąć rękę do pani premier - mówił "Super Expressowi" znawca protokołu dyplomatycznego Zbigniew Zieliński. Natomiast jeden ze współpracowników prezydenta Marcin Kędryna tłumaczył, że nie było czasu na wylewne powitania i pożegnania, ale : - Pan prezydent skinął lekko głową na powitanie, a pani premier odpowiedziała mu tym samym.
Innego zdania jest Lech Wałęsa. Były lider Solidarności wystąpił w roli nauczyciela dobrych manier: - Kultury, kultury; robotnik z robotnikiem by się przywitał, najpierw może daliby sobie po jednym, ale by się przywitali - przyznał. Występując jako głos doradczy zapomniał jednak jak sam zachowywał się 20 lat temu, gdy w 1995 roku zasiadł do debat z Aleksandrem Kwaśniewskim. Wtedy nie zważał na dobre wychowanie i kulturę. W czasie jednego spotkania rzucił do Kwaśniewskiego: - Pan wszedł jak do obory, ani be, ani me, ani kukuryku! Zaś po kolejnym, gdy rywal chciał mu uścisnąć dłoń odparł: - Ja panu mogę podać nogę. Dlaczego więc Wałęsa mając na swoim koncie taką wpadkę poucza innych? Może myślał, że o jego wybryku zapomniano.