- Uzbrojona rakieta, z dużym prawdopodobieństwem rosyjska, naruszyła polską przestrzeń powietrzną, spadając na Lubelszczyźnie.
- Premier Tusk potwierdził incydent, zapowiadając szczegółowe śledztwo oraz podkreślając natychmiastowe wsparcie ze strony UE, NATO, USA i Ukrainy.
- Wstępne ustalenia wskazują na rakietę manewrującą Ch-101, a NATO już reaguje. Sprawdź, jakie konsekwencje czekają sprawców i jak Polska odpowie na to poważne zagrożenie!
Nowe informacje dotyczące incydentu na Lubelszczyźnie przekazał w czwartek wieczorem premier Donald Tusk. We wpisie opublikowanym w języku angielskim poinformował, że rakieta, która naruszyła polską przestrzeń powietrzną, była uzbrojona i – jak zaznaczył – z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Jednocześnie podziękował sojusznikom za natychmiastową reakcję i deklaracje wsparcia.
Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem była rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy – napisał szef rządu.
Donald Tusk: sprawdzimy każdy element zdarzenia
Jeszcze wcześniej premier pojawił się na miejscu zdarzenia, gdzie zapowiedział szczegółowe wyjaśnienie okoliczności incydentu. Jak podkreślił, analizowane będą zarówno działania strony rosyjskiej i ukraińskiej, jak również reakcja polskich służb.
Donald Tusk zaznaczył, że celem jest wyciągnięcie wniosków, które pozwolą jeszcze skuteczniej reagować na podobne zagrożenia w przyszłości. Premier przekazał również, że polskie wojsko było przygotowane do zestrzelenia pocisku, gdyby ten kontynuował lot nad terytorium Polski. Jednocześnie podkreślił, że nie ma obecnie powodów, by sądzić, iż celem rakiety była Polska. Według szefa rządu wszystko wskazuje na to, że był to efekt kolejnego rosyjskiego ataku na Ukrainę.
Szef rządu poinformował także, że pozostaje w stałym kontakcie z europejskimi przywódcami. Dodał, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Ukraina wyraziły gotowość do udziału w postępowaniu wyjaśniającym.
Rakieta spadła na Lubelszczyźnie
Do incydentu doszło w czwartek nad ranem. O godzinie 3.40 polskie systemy wykryły niezidentyfikowany obiekt, który naruszył przestrzeń powietrzną Polski. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych skierowało do jego przechwycenia myśliwiec F-16, jednak kilka minut później kontakt z obiektem został utracony.
Prawdopodobne miejsce upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Lublinie przekazała, że najprawdopodobniej była to rakieta manewrująca Ch-101, zawierająca znaczną ilość materiału wybuchowego.
Po utracie kontaktu z obiektem do działań skierowano także śmigłowiec Mi-24. To jego załoga odnalazła krater po uderzeniu pocisku. W nocy wszystkie systemy obrony powietrznej zostały postawione w stan najwyższej gotowości, ponieważ w pobliżu polskiej granicy znajdowało się ponad 20 obiektów związanych z rosyjskim atakiem na Ukrainę. Jak przekazał szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, jeden z nich naruszył polską przestrzeń powietrzną, a drugi zawrócił tuż przed granicą.
NATO reaguje po incydencie
Po zdarzeniu głos zabrało także NATO. Rzecznik Naczelnego Dowództwa Sojuszniczych Sił w Europie (SHAPE), pułkownik Martin O'Donnell, poinformował, że Sojusz pozostaje w ścisłym kontakcie z polskimi władzami. Zapewnił również, że NATO podejmie wszelkie niezbędne działania w celu obrony terytorium państw członkowskich.
Do sprawy odniósł się także sekretarz generalny NATO Mark Rutte. Poinformował, że rozmawiał z Donaldem Tuskiem o naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjski pocisk i zapewnił Polskę o pełnej solidarności Sojuszu. Podkreślił, że zarówno Polska, jak i NATO uruchomiły swoje systemy obrony powietrznej i lądowej oraz będą nadal wzmacniać gotowość do reagowania na podobne zagrożenia. Rutte ocenił również, że incydent jest kolejną niebezpieczną konsekwencją rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie.
Premier i szef MON przekazali ponadto, że polskie działania były wspierane przez sojuszników. Nad Polską operowały natowskie samoloty rozpoznawcze i powietrzne tankowce z bazy w Niemczech, a ukraińskie myśliwce próbowały przechwycić pociski jeszcze przed dotarciem do polskiej granicy.
Premier podkreślił jednocześnie, że w sprawie incydentu współpracują wszystkie najważniejsze instytucje państwa. Jak zaznaczył, pozostaje w kontakcie z prezydentem Karolem Nawrockim i nie ma żadnych problemów we współdziałaniu władz w związku z zagrożeniem.