Tusk nie oszczędził Nawrockiego. Poszło o NBP, KPRP reaguje

2026-05-15 9:42

Donald Tusk nie podpisał nominacji do zarządu Narodowego Banku Polskiego. Wśród dokumentów była także sprawa Marty Kightley, bliskiej współpracowniczki Adama Glapińskiego. Po ponad trzech miesiącach oczekiwania pisma wróciły z Kancelarii Premiera do Pałacu Prezydenckiego bez kontrasygnaty. KPRP potwierdza: uzasadnienia nie było.

Karol Nawrocki, Donald Tusk

i

Autor: MAREK KUDELSKI / SUPER EXPRESS
  • Premier Tusk odesłał bez podpisu nominacje do zarządu NBP, zaostrzając trwający spór z bankiem centralnym i prezesem Glapińskim.
  • Decyzja dotyczy m.in. Marty Kightley, wiceprezes NBP, której kadencja wygasła, pogłębiając kryzys kadrowy w kluczowej instytucji.
  • Jakie są prawdziwe przyczyny tego radykalnego kroku i jakie konsekwencje niesie dla stabilności Narodowego Banku Polskiego? Sprawdź szczegóły.

Tusk nie podpisał nominacji do NBP. Dokumenty wróciły do Pałacu

Spór wokół Narodowego Banku Polskiego znów wraca na polityczną pierwszą linię. Tym razem chodzi o nominacje do zarządu NBP, które wymagały kontrasygnaty premiera. Jak wynika z medialnych ustaleń, dokumenty przekazane wcześniej przez prezydenta Karola Nawrockiego zostały odesłane z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów bez podpisu Donalda Tuska.

To oznacza, że premier nie zgodził się na powołania do zarządu banku centralnego. Sprawa jest szczególnie głośna, bo wśród nazwisk znajdowała się Marta Kightley, dotychczasowa wiceprezes NBP i jedna z najbliższych współpracowniczek Adama Glapińskiego. Jej kadencja zakończyła się 8 marca, a wniosek dotyczący jej dalszej pracy w zarządzie trafił do KPRM już 3 lutego.

Przez kolejne tygodnie decyzji jednak nie było. Dokumenty pozostawały bez podpisu ponad trzy miesiące, a w tym czasie napięcie między rządem a władzami NBP nie malało.

Relacje rządu z NBP były napięte od miesięcy

Od dłuższego czasu relacje między obozem Donalda Tuska a kierownictwem banku centralnego są trudne. Jeszcze wcześniej pojawiały się sygnały, że rząd może łagodzić kurs wobec Adama Glapińskiego, zwłaszcza w kontekście pomysłów postawienia prezesa NBP przed Trybunałem Stanu.

Minister finansów Andrzej Domański sugerował, że przeciągający się konflikt wokół banku centralnego może być źle odbierany przez inwestorów i rynki finansowe. W praktyce wyglądało to jak próba wyciszenia sporu o instytucję, która ma ogromne znaczenie dla stabilności państwa.

Równolegle miały toczyć się rozmowy o układzie personalnym w zarządzie NBP. Według ustaleń mediów Adam Glapiński miał być gotów zaakceptować część kandydatów kojarzonych z obecnym obozem władzy, by utrzymać w zarządzie Martę Kightley.

Ten scenariusz ostatecznie jednak się nie ziścił. Kancelaria Premiera nie podpisała dokumentów, a cała sprawa natychmiast nabrała politycznego ciężaru.

Zarząd NBP z wakatami. Sytuacja robi się coraz trudniejsza

Problem nie dotyczy wyłącznie jednej osoby. Kancelaria Prezydenta podkreśliła, że do Pałacu wróciły bez kontrasygnaty postanowienia dotyczące powołania członków zarządu NBP, a nie tylko jednej nominacji.

To ważne, bo sytuacja kadrowa w banku centralnym staje się coraz bardziej skomplikowana. Z zarządu odszedł wcześniej Piotr Pogonowski, były szef ABW z okresu rządów PiS. Obecnie jedynym wiceprezesem NBP pozostaje Adam Lipiński, wieloletni polityk Prawa i Sprawiedliwości oraz bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. Jego kadencja kończy się w listopadzie.

Zgodnie z przepisami zarząd Narodowego Banku Polskiego powinien liczyć sześcioro członków. Jeśli kolejne wakaty nie zostaną uzupełnione, wokół funkcjonowania tego organu może narastać coraz więcej pytań.

W tle konferencja Nawrockiego i projekt SAFE

Według medialnych doniesień punktem zwrotnym w relacjach rządu z NBP miała być konferencja Karola Nawrockiego dotycząca projektu „SAFE 0 proc.”. Adam Glapiński pojawił się wtedy u boku prezydenta, a sam pomysł miał zakładać między innymi wykorzystanie części złota z rezerw NBP.

W obozie rządzącym miało to zostać odebrane jako przekroczenie granicy między działalnością banku centralnego a bieżącą polityką. Politycy koalicji mieli uznać, że prezes NBP angażuje się po stronie Pałacu Prezydenckiego i wspiera działania związane z prezydenckim wetem wobec ustawy dotyczącej SAFE.

KPRP odpowiada po decyzji Tuska. „Pismo nie zawiera uzasadnienia”

Po ujawnieniu sprawy głos zabrała Kancelaria Prezydenta. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz potwierdził, że do Pałacu Prezydenckiego trafiło pismo z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

„7 maja do Kancelarii Prezydenta RP wpłynęło pismo Ministra-Członka Rady Ministrów, Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przy którym postanowienia Prezydenta RP ws. powołania członków Zarządu NBP - nie jednego z członków Zarządu - zostały odesłane bez kontrasygnaty Premiera. Pismo nie zawiera uzasadnienia” — przekazał Rafał Leśkiewicz. 

Brak uzasadnienia dodatkowo zaostrza polityczny wymiar całej sprawy. Dla Pałacu Prezydenckiego to kolejny dowód na narastający konflikt z rządem, dla obozu Donalda Tuska, sygnał, że nie ma już zaufania do działań obecnego kierownictwa banku centralnego.

Ucieczka czy strategiczny wyjazd? Sondaż ocenia wpływ sprawy Ziobry na notowania PiS

Spór o obsadę zarządu NBP przestał być więc wyłącznie kwestią personalną. Stał się następnym polem starcia między premierem, prezydentem i Adamem Glapińskim. A im dłużej wakaty w zarządzie banku centralnego pozostają nieobsadzone, tym większe znaczenie polityczne i instytucjonalne będzie miała każda kolejna decyzja w tej sprawie.

Poniżej galeria zdjęć: Iskrzy między Donaldem Tuskiem a Karolem Nawrockim

Polityka SE Google News
Express Biedrzyckiej - WSTĘP
Sonda
Czy Donald Tusk powinien był podpisać nominacje do zarządu NBP?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki