- Trump zapowiedział rosyjskie dostawy oleju napędowego na rynek amerykański i światowy
- Media informowały o tymczasowym złagodzeniu sankcji dotyczących eksportu rosyjskiego diesla
- Kijów ostrzegł, że decyzja może zwiększyć środki Rosji na wojnę
- Bonikowska wskazała, że Europa powinna w większym stopniu odpowiadać za własne bezpieczeństwo
Trump zapowiedział dostawy rosyjskiego diesla
9 października Donald Trump poinformował o porozumieniu z Władimirem Putinem w sprawie dostaw rosyjskiego oleju napędowego. Według zapowiedzi Rosja miała natychmiast wysłać około 300 tys. ton paliwa, następnie 500 tys. ton w listopadzie, a później 1 mln ton. Prezydent USA dopuścił też możliwość kolejnych dostaw w wysokości do 3 mln ton, w zależności od sytuacji rosyjskich rafinerii.
Według doniesień medialnych Departament Skarbu USA wydał tymczasową ogólną licencję OFAC, zawieszającą ograniczenia dotyczące eksportu diesla do 7 kwietnia 2027 r. Sprawa szybko wywołała reakcje Ukrainy i części amerykańskich sojuszników. Wołodymyr Zełenski ostrzegł, że złagodzenie sankcji może zapewnić Rosji dodatkowe środki na prowadzenie wojny, a grupa senatorów USA zgłosiła wątpliwości co do zgodności decyzji z ustawami przyjętymi w 2022 r.
Dostawy mogą niewiele zmienić na rynku paliw
Eksperci i media zwracali uwagę, że rosyjskie dostawy mogą mieć ograniczony wpływ na ceny paliw. Rosja już wcześniej ograniczyła eksport oleju napędowego z powodu uszkodzeń rafinerii po ukraińskich atakach. Znaczenie tej decyzji wykracza jednak poza rynek paliw, ponieważ chodzi także o utrzymanie gospodarczej presji na Moskwę.
W „Expressie Biedrzyckiej” dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych i wykładowczyni Centrum Europejskiego UW, oceniła, że administracja Trumpa kieruje się przede wszystkim sytuacją wewnętrzną w USA, zwłaszcza zbliżającymi się wyborami połówkowymi i niezadowoleniem części Amerykanów z cen paliw. Jej zdaniem w tej kalkulacji interesy Ukrainy nie odgrywają kluczowej roli.
Rozmowy z Moskwą podważają zaufanie w NATO
Ekspertka uznała, że porozumienie jest dla Europy problemem przede wszystkim dyplomatycznym. W jej ocenie rozmowy prowadzone przez USA z Rosją, bez udziału Ukrainy i bez konsultacji z sojusznikami, podważają zaufanie oraz sens współpracy w NATO. Zwróciła też uwagę, że rozmowy z Waszyngtonem wzmacniają międzynarodową pozycję Władimira Putina, mimo że Rosję wcześniej wykluczono z części zachodnich instytucji.
Bonikowska wskazała, że wojna prowadzona przez Rosję nie ogranicza się do frontu w Ukrainie. Według niej Rosja prowadzi wobec państw europejskich działania także w sferze informacyjnej i cybernetycznej, a pomoc dla Kijowa pozostaje elementem ich własnej polityki bezpieczeństwa. Głównym oparciem dla Ukrainy pozostają dziś państwa europejskie.
Europa ma przejąć większą odpowiedzialność za bezpieczeństwo
Zdaniem Bonikowskiej Europa i NATO nie są w pełni przygotowane na scenariusz, w którym Stany Zjednoczone formalnie pozostają w Sojuszu, lecz nie pełnią już roli jego lidera. Oceniła, że państwa europejskie muszą przygotować się do większej samodzielności operacyjnej i politycznej w sprawach bezpieczeństwa.
Wśród najważniejszych działań wymieniła rozwój europejskiego przemysłu obronnego, utrzymanie jedności w Europie i zwiększenie wsparcia dla Ukrainy. Jednostronne decyzje Waszyngtonu mogą osłabiać spójność sankcji i zaufanie między sojusznikami, a tym samym podawać w wątpliwość trwałość wspólnej polityki wobec Rosji.
Więcej na ten temat, ale i nie tylko, możesz obejrzeć w poniższym materiale: