- Nowelizacja ma dotyczyć nielegalnych i szczególnie szkodliwych treści publikowanych w sieci
- Marek Borowski podkreśla, że autor zablokowanej treści powinien mieć prawo odwołania do sądu
- Senator uważa, że w przypadku szczególnie szkodliwych treści nie można czekać na rozstrzygnięcie sądu
- Przeciwnicy przepisów ostrzegają przed ryzykiem administracyjnej cenzury i nadużyć
Szybsze blokowanie szkodliwych treści
Procedowana nowelizacja, określana w debacie jako ustawa o bezpieczeństwie w internecie, ma wprowadzić mechanizmy szybkiego reagowania na treści uznane za nielegalne lub szczególnie szkodliwe. Dotyczy to m.in. pornografii z udziałem małoletnich, drastycznych nagrań, nawoływania do przemocy oraz treści zachęcających do samobójstwa i samookaleczeń.
Projekt przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji w ramach wdrażania unijnego aktu o usługach cyfrowych, znanego jako DSA. Sejm przyjął nowelizację, która pozwala nadać niektórym decyzjom rygor natychmiastowej wykonalności. W reagowanie na takie treści mają być zaangażowane m.in. Policja, prokuratura, Krajowa Administracja Skarbowa i Straż Graniczna, a nadzór ma sprawować prezes UKE.
Borowski: przy szkodliwych treściach liczy się czas
W programie „Express Biedrzyckiej” Marek Borowski przekonywał, że ustawa jasno wskazuje, jakich treści dotyczy. Jego zdaniem nie należy więc przedstawiać jej jako narzędzia ograniczania swobody debaty politycznej. Senator uważa, że państwo powinno móc skutecznie reagować na szkodliwe treści, zwłaszcza że wiele z nich powstaje i rozprzestrzenia się poza Polską.
Senator argumentował, że w przypadku treści mogących wyrządzić bezpośrednią krzywdę nie można czekać na zakończenie postępowania sądowego. Zwracał uwagę, że wpisy i nagrania w internecie mogą w krótkim czasie dotrzeć do ogromnej liczby odbiorców. Wskazał też na skalę patostreamingu.
Według Borowskiego autor treści, do której dostęp został ograniczony, będzie mógł odwołać się do sądu powszechnego. Zwolennicy regulacji uważają, że takie rozwiązanie chroni przed błędnymi decyzjami, a zarazem pozwala na szybką interwencję.
Spór o granice blokowania treści
Prezydent Karol Nawrocki zawetował poprzednią wersję ustawy w styczniu, argumentując, że może ona prowadzić do administracyjnej cenzury. Rząd podzielił następnie projekt na części i ponownie skierował je do prac w parlamencie. Borowski zaznaczył, że nie przesądza, czy prezydent ponownie ją zawetuje.
Krytycy, w tym część publicystów, obawiają się, że szerokie uprawnienia do ograniczania treści mogą być nadużywane i zagrażać wolności wypowiedzi. Borowski odrzucił zarzut, że regulacja ma służyć blokowaniu prawicowych polityków. Ocenił, że będzie można sprawdzić, które treści zostały zablokowane.
Sednem sporu jest znalezienie równowagi między ochroną użytkowników przed szkodliwymi treściami a prawem do skutecznego odwołania od decyzji o ich blokowaniu. Senator zwracał też uwagę, że podczas przyszłorocznej kampanii wyborczej problemem może być rosnąca skala dezinformacji.
Więcej na ten temat, ale i nie tylko, możesz obejrzeć w poniższym materiale: