Tomasz Walczak: Kościół przegra, bagatelizując pedofilię

Problem pedofilii niczym miecz Demoklesa wisi nad polskim Kościołem. Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzący, czy nie, trudno nie zauważyć, że nasza kościelna hierarchia zrobiła niewiele lub nic, by się z tym problemem zmierzyć. Kolejnym wyzwaniem rzuconym Kościołowi w tej sprawie będzie dzisiejsza premiera dokumentu Tomasza Sekielskiego, która z tym obrzydliwym zjawiskiem się mierzy.

Tomasz Walczak
Autor: Piotr Grzybowski Tomasz Walczak

Niewielu jeszcze ten film widziało. Ci, którzy ten seans mają za sobą, są nim głęboko wstrząśnięci. Pewnie kiedy i my go obejrzymy, przeżyjemy podobny szok. Pedofilia to rzecz straszna i odrażająca. A obserwowana wśród księży, którzy są osobami szczególnego zaufania publicznego, budzi szczególną odrazę. Podobnie zresztą jak najgorsze z możliwych reakcji naszych hierarchów, którzy pedofilię wśród duchownych bagatelizują, zrzucają na karb ataku na Kościół, rewolucję seksualną, a czasem – i jest to wyjątkowo paskudne – próbują zrzucać winę na Bogu ducha winne dzieci, które, jak raczył stwierdzić abp Michalik, „lgną i szukają”.

Takie wicie się, kluczenie i szukanie winnych w innych niczego dobrego Kościołowi nie przyniesie. Chronienie sprawców i deprecjonowanie zła, jakie niesie ze sobą pedofilia, to prosty przepis na katastrofę. Takie zachowanie sprawia bowiem wrażenie, że hierarchowie pedofilię w Kościele akceptują, a ona sama przeżarła wszystkie jego struktury. Rozumiem bojaźń przed spojrzeniem prawdzie prosto w oczy i przyznaniem, że Kościół z wykorzystywaniem seksualnym dzieci ma problem. Jednak chowanie głowy w piasek i udawanie, że nic się nie dzieje niewiele zmieni. W końcu przyjdzie się biskupom z tym wszystkim zmierzyć. Z każdym kolejnym doniesieniem o niegodziwościach kleru niechęć do Kościoła będzie się pogłębiać. Przyspieszy to też proces laicyzacji polskiego społeczeństwa, którego przemilczaniem problemu pedofilii nie da się powstrzymać. Kiedy na co dzień jest się wyrocznią w sprawach moralnych, a samemu krzywdzi się niewinne dzieci, trudno oczekiwać zaufania do nobliwej instytucji Kościoła.

Nie wiem, jak długo hierarchowie będą grać na zwłokę, ale chcę wierzyć, że w końcu dojrzeją do tego, żeby wypalić gorącym żelazem patologię w swoich szeregach. Jestem z tych ateistów, którzy dostrzegają ważną rolę społeczną Kościoła i chcieliby, żeby do tej roli on w końcu dorósł. Niestety, na razie nic na to nie wskazuje.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki