Tomasz Walczak: Chaos w podatkach gorszy niż ich wysokość

Odkąd Mateusz Morawiecki ogłosił, że ci, "którzy zarabiają więcej, powinni płacić troszeczkę więcej niż ci, którzy zarabiają mniej", trwa festiwal narzekania, że oto PiS postanowił zabić polską przedsiębiorczość i klasę średnią. Najbardziej narzekają oczywiście sami zainteresowani, którzy uznali te pomysły na zamach na ich status społeczny. A że mają największą siłę przebicia, to najbardziej ich słychać.

Tomasz Walczak
Autor: Archiwum serwisu Tomasz Walczak

Osobiście nie widzę powodów do rozdzierania szat i nadmiernego dramatyzowania. Po pierwsze, nadal nie wiadomo, czy w ogóle jakakolwiek reforma podatkowa wejdzie w życie, a nawet jeśli tak, to w jakiej formie. Po drugie, podwyżka podatków raczej nie doprowadzi ludzi do bankructwa. Z tego, co rozumiem, z bardzo niespójnych wypowiedzi przedstawicieli rządu, którzy są za to odpowiedzialni, chodzi o uzależnienie należnych podatków od zarobków, co akurat jest uczciwym rozwiązaniem. Część Polaków - ta biedniejsza - zapłaci niższe podatki, a ci, którym powodzi się lepiej, wcale nie będą odprowadzać kosmicznych danin na rzecz państwa i mocno tego raczej nie odczują.

Mamy zresztą w Polsce niezdrowy fetysz niskich podatków. Ciągłych obniżek domagają się zwłaszcza ci, którzy płacą relatywnie niskie stawki. Jednocześnie narzekamy na jakość państwa i świadczonych przez nie usług publicznych - od służby zdrowia po oświatę. Trudno jednak, żeby działało to dobrze, skoro przychody budżetu państwa systematycznie maleją i coraz trudniej utrzymać państwo na oczekiwanym przez obywateli poziomie. Dlatego na podatki nie ma się co obrażać.

Jeśli na coś się obrażać w systemie podatkowym, to na mnogość ciągle zmieniających się przepisów i dowolność ich interpretacji. Konia z rzędem temu, kto jest w stanie przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne zmiany w prawie podatkowym i jak zinterpretują je poszczególne urzędy skarbowe, bo zadziwiające jest to, że każdy po swojemu rozumie te same przepisy. A niestety, nie słyszę, żeby rządzący chcieli coś z tym fantem zrobić.

Mam zresztą wrażenie, że to nie wysokość podatków, ale właśnie ta dżungla przepisów podatkowych najbardziej ludzi wkurza i komplikuje im życie. Zwłaszcza przedsiębiorcom, którzy najgłośniej protestują przeciwko podwyżkom podatków. Jeśli więc PiS chciałby przekonać Polaków, że niektórzy z nich powinni wpłacać nieco więcej do wspólnej kasy, powinien zadbać o to, żeby ukrócić obecny chaos podatkowy.

ZOBACZ: Henryk Kowalczyk: Nie podniesiemy podatków, ale przesuniemy obciążenia

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki