Beata Górna-Gielara, sędzia Sądu Rejonowego w Lublinie, nie miała wątpliwości, że doszło do ordynarnego szantażu, w którym oskarżeni chcieli zarobić co najmniej 3 tys. zł. Przypomnijmy, że prostytutka Magdalena I. twierdziła, że poseł Sz. nie zapłacił jej 200 zł za usługę seksualną. Do upojnych chwil miało dojść w połowie 2012 roku nad Zalewem Zemborzyckim pod Lublinem. Poseł miał zniknąć wtedy jak kamfora. Magdalena I. zobaczyła go kilka miesięcy później w telewizji. Wspólnie ze Szczepanem P. i Przemysławem S. postanowiła odzyskać pieniądze z nawiązką. W grudniu 2012 roku zaaranżowała intymne spotkanie, które nagrywali jej koledzy. Za milczenie żądali 3 tys. złotych. Piotr Szeliga. zawiadomił o wszystkim policję. Cała trójka stanęła przed sądem. - Magdalenę I. skazuję na 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 4 lata - ogłosiła wczoraj sędzia.
Zobacz: Polityk PSL po wpadce dyrektora FBI: To GŁĄB!
Przemysław S. usłyszał identyczny wyrok, tyle że z dłuższym o rok zawieszeniem kary. Szczepan P. ma spędzić 9 miesięcy w więzieniu. Uzasadnienie wyroku było niejawne. - Będą poruszane w nim rzeczy dotyczące pożycia intymnego oskarżonej i poszkodowanego - podkreśliła prowadząca rozprawę. Zadowolony był prokurator Andrzej Kuźmicz. - Z ostateczną decyzją, czy zgadzam się z wyrokiem, poczekam do pisemnego uzasadnienia - powiedział "SE". Triumfował za to pełnomocnik posła Szeligi, mecenas Stanisław Estraich. - To przestroga dla innych, którzy będą chcieli szantażem zarabiać pieniądze - nie krył zadowolenia. Ani posła, ani oskarżonych nie było w sądzie. Nie wiadomo więc, kiedy i czy w ogóle polityk zorganizuje zapowiadaną przez siebie konferencję prasową. A były poseł Solidarnej Polski nie odbierał wczoraj telefonu.