Jednym z głównych powodów strajku jest fiasko poniedziałkowych rozmów między związkiem nauczycielskim, a minister edukacji narodowej Anną Zalewską. – To dzisiejsze spotkanie uznaliśmy, jako primaaprilisowy żart. Zderzyłem to, co nam dziś przedstawiono, z tym, o czym pani minister pisała do nauczycieli w liście 14 grudnia ubiegłego roku, że wreszcie będziemy godnie zarabiać. Jeśli pod słowem ‘godnie’ mieści się to, co dziś pani minister przedstawiła, to jest to nie do przyjęcia – powiedział po spotkaniu wiceprezes ZNP Krzysztof Baszczyński.
Broniarz wyjaśnił, że propozycja podwyżek złożona przez MEN jest nie do przyjęcia. Wyniosłaby ona od 121 do 166zł, w zależności od stopnia awansu zawodowego. Nauczyciele domagają się natomiast 1000 zł podwyżki.
Prezes ZNP podkreślił, że jeśli dojdzie do strajku w praktyce oznaczałby on paraliż szkół. – strajk polega na całkowitym powstrzymaniu się od pracy, a więc szkoły i przedszkola są zamknięte – wyjaśnił Broniarz. Dodał, że decyzja o strajku zapadnie 10 stycznia podczas obrad zarządu głównego ZNP. Zapewnił jednak, że nauczyciele są gotowi do rozmów. – Mamy czas na uchwalenie budżetu. Jest o czym rozmawiać. Jesteśmy przekonani, że powinna być zdecydowanie większa wola polityczna, aniżeli tylko taka, jaką prezentuje Anna Zalewska. Jesteśmy otwarci na rozmowę – oznajmił Broniarz.
Polecany artykuł: