"Super Express": - W sprawie Szpitala Południowego pojawia się coraz więcej mrocznych i niejasnych wątków: zaczęło się od skandalicznie wysokich zarobków i pełnieniu stanowiska niezgodnie z posiadanymi kompetencjami, kończy na doniesieniach dr. Jędrzejewskiego o śmierci pacjentów spowodowanych domniemanymi zaniechaniami personelu. Do tego dochodzą słowa mec. Dubois, który mówi, że to właśnie dr Jędrzejewski przychodził z listą osób, które miały być operowane poza kolejką. Czy opinia publiczna doczeka się pełnych wyjaśnień?
Krzysztof Kwiatkowski: - Byliśmy przytłoczeni informacją o umierających pacjentach, fałszowaniu aktów zgonu, ale po weryfikacji okazało się, że do śmierci pacjenta w toalecie doszło jeszcze przed zatrudnieniem pana Kacprzyka i że są wątpliwości co do samej dokumentacji. Dzisiaj dochodzą nowe wątki i one wszystkie muszą zostać wyjaśnione.
- Pytanie, które zarzuty są prawdziwe? Co o tym mają myśleć pacjenci i gdzie oni są w tym wszystkim?
- Ostrożnie formułuję każde słowo, bo do końca życia nie zapomnę sytuacji z czasów rządów PiS, czyli ataku na lekarzy transplantologów, co zakończyło się zapaścią transplantologii w Polsce. Dlatego podkreślam: każdy z wątków musi zostać wyjaśniony, i te dotyczące pana Kacprzyka i te dotyczące pana Jędrzejewskiego. Pacjenci muszą mieć bowiem przekonanie, że szpital to miejsce – ja co do tego nie mam absolutnie żadnych wątpliwości – gdzie dostaną wszechstronną pomoc.
- Skoro dr Jędrzejewski miał wiedzę, że w szpitalu dochodzi do przestępstw najcięższego kalibru, to czemu się z nią nie udał do prokuratury?
- Jeśli dochodzi do śmierci pacjenta w wyniku błędu lekarskiego, to pan doktor miał obowiązek złożyć zawiadomienie do prokuratury. Przepisy w tym zakresie są jasne. Bardzo dobrze, że w poniedziałek prokuratura przeprowadziła z nim czynności, bo wszystkie te kwestie trzeba krok po kroku wyjaśniać. Po pierwsze, czy do takich rzeczy rzeczywiście dochodziło i w jakich okolicznościach, a później także dlaczego nie złożono w tych sprawach zawiadomień.
Krzysztof Gawkowski zażenowany pracą NFZ! „Burdel w archeo"
- A ma pan przypuszczenia dlaczego?
- Przyznam, że już nie chcę w tej kwestii spekulować. (…) Pierwszy raz spotykam się z tym żeby lekarz, w sytuacji gdy dochodzi do zdarzeń, których skutkiem jest śmierć pacjenta, jeśli to w ogóle się potwierdzi, wysyła jakieś wiadomości o nieprawidłowościach komunikatorem internetowym, a nie zawiadamia prokuraturę. W dodatku udzielenie wywiadu w mediach na ten temat następuje rok po wydarzeniach lub nawet później. To dla mnie niezrozumiała sytuacja. (…) Ważne aby zwrócić uwagę jeszcze na jedno: według danych ministerstwa zdrowia i NFZ liczba zgonów w Szpitalu Południowym nie odbiega od średniej. Również SOR w tym szpitalu ma statystyki, które są absolutnie porównywalne do innych SOR-ów w tego typu placówkach. To ważna informacja dla pacjentów, żebyśmy ich nie straszyli, bo każdego dnia z tego szpitala korzystają setki ludzi.
- Zna pan jakiegokolwiek polityka, który korzystał z tego „saloniku VIP”?
- Był nawet taki moment kiedy się dowiedziałem, że ja w nim byłem i dostałem kroplówkę, bo byłem w stanie po spożyciu alkoholu. Nie, nigdy nie byłem w tym saloniku, a w ogóle jestem abstynentem, o czym wszyscy wiedzą. Dlatego powtarzam: w tej sprawie warto weryfikować wszystkie informacje.
- Był ten „salonik VIP” czy go nie było?
- Nie wiem czy był, nie mam zielonego pojęcia. W „saloniku VIP” nie byłem i nie korzystałem z kroplówek dla osób będących pod wpływem alkoholu. Nie piję od 30 lat po przebyciu choroby nowotworowej. Mówię o tym żeby pokazać z jakim poziomem absurdu zaczynamy mieć w tej sprawie do czynienia.
- Sprawa Szpitala Południowego wkroczyła mocno do świata polityki, opozycja domaga się głów, konsekwencji politycznych dla m.in. Rafała Trzaskowskiego i wiceprezydentki Warszawy. Czy za to co się stało, jeśli te informacje się potwierdzą, ludzie nie powinni odpowiadać personalnie? To w końcu szpital miejski.
- Odwołano cały zarząd tego szpitala, odwołano całą radę nadzorczą, czyli wszystkie ciała statutowe szpitala, będącego bodajże spółką prawa handlowego, które odpowiadają za jego działalność. Czy będą kolejne wnioski? Bardzo prawdopodobne, ale poczekajmy na informacje z prokuratury. Bo zwracam uwagę ile nieprawdziwych informacji się w całej tej historii pojawia. Więc tak, wnioski powinny być wyciągnięte, ale już w oparciu o zweryfikowane informacje.
- Mam wrażenie, że w tej walce politycznej wszyscy zapominają o pacjentach. Co z nimi?
- Istotą takiej sytuacji powinno być wyciągnięcie wniosków w taki sposób, żeby skorzystali z tego właśnie pacjenci. W 2015 r. na opiekę zdrowia w Polsce wydawano 70 mld zł z budżetu państwa, teraz wydajemy 250 mld zł. Ale gdy zapytamy dowolnego pacjenta czy teraz jest lepiej niż było kiedyś, to zapewne większość powie, że nie widzi różnicy, albo że jest gorzej. Niech ten kryzys właśnie pozwoli na wyciągnięcie wniosków, ministerstwo zdrowia już pewne rzeczy realizuje. Przyjęto ustawę, która umożliwia rzeczywistą weryfikację kto ile zarabia z publicznych kontraktów.
- Ale nie będziemy chyba całej tej historii sprowadzać tylko do zarobków lekarzy?
- Nie będę atakował lekarzy i nie będę ich bronił. Bo tutaj trzeba zmienić system. Nie zapominajmy, że jednak kilka dobrych rzeczy się wydarzyło, bo jeszcze kilkanaście lat temu lekarze z Polski wyjeżdżali do Niemiec czy Wielkiej Brytanii…
- …do czego ich zresztą zachęcała jedna z polityczek PiS.
- Słynne słowa: „jak chcą, to niech jadą”. Dziś na szczęście nie mamy takiej sytuacji, ale musimy system udoskonalać. Pierwsza ustawa już została przyjęta i czeka na podpis prezydenta.
Rozmawiała Kamila Biedrzycka