Sławomir Jastrzębowski: Gdzie są propozycje opozycji?

2011-08-21 1:00

W Sejmie niby-kłótnia. Premier Donald Tusk mówi Jarosławowi Kaczyńskiemu, że czasy zbliżają się trudne, a na takie czasy trzeba mieć mocne nerwy. Zarzuca szefowi PiS, że takich nerwów nie ma, bo "uciekł" po dwóch latach rządów. Co do silnych czy słabych nerwów Kaczyńskiego nie czuję się kompetentny oceniać. Co do ucieczki prezesa PiS ze stanowiska premiera, czyli o rozpisaniu wcześniejszych wyborów, rozumiem, że obecny premier używa nie do końca rzetelnej retoryki kampanii wyborczej. Kaczyński nie uciekał przed odpowiedzialnością kierowania państwem, przeciwnie, chciał nim kierować samodzielnie - bez Samoobrony i LPR. Przeliczył się, wyborcy woleli Platformę. Tyle fakty.

Tak naprawdę problem Prawa i Sprawiedliwości jest dużo prostszy, głębszy i poważniejszy, niż szkicuje go Donald Tusk. PiS po prostu jest nieuzbrojone i niemobilne. Nie zaskakuje ani celną krytyką rządzących, ani swoimi klarownymi, prosto wyłuszczonymi planami. Tak jakby tych planów uzdrowienia sytuacji PiS nie miał.

Jak chcą przekonać nieprzekonanych wyborców? Nie wiem. I oni też nie mają pojęcia. Pamiętam wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego z konferencji prasowej sprzed kilku dni, kiedy miał odpowiedzieć na pytanie, skąd budżet państwa ma wziąć dodatkowe pieniądze. Prezes PiS nie tylko ku mojemu zaskoczeniu powiedział, że w Polsce jest sporo osób, które zarabiają ponad milion złotych rocznie, i wskazał je - jako ewentualne źródło dodatkowych wpływów do budżetu.

I śmieszne, i straszne.

Takie janosikowanie jest bezsensowne, bo społeczeństwo ma się bogacić na pracy obywateli, a nie na zabieraniu tym, którzy nie dadzą sobie zabrać, bo od tego mają prawników. Pomysł, żeby obniżać akcyzę na paliwo, to też jakaś proteza pomysłu. Czego więc chce opozycja? Ja nie wiem. Więc na kogo mam głosować?