„Super Express”: - Dawno znacie się panowie z Przemysławem Czarnkiem? Robi on na panu wrażenie przyszłego premiera Rzeczypospolitej?
Radosław Fogiel: - Poznaliśmy się około sześciu lat temu, kiedy Przemysław Czarnek był jeszcze wojewodą. Obaj pracowaliśmy jednak w sztabie prezydenta Andrzeja Dudy podczas kampanii w 2020 roku. Już wtedy robił wrażenie zdecydowanego polityka o jasnych poglądach, który z pewnością ma przed sobą dużą karierę i, jak się okazuje, nie pomyliłem się.
- Ale te jego żarty w stylu „OZE, sr-OZE” to są wypowiedzi licujące ze stanowiskiem premiera?
- Jeśli chce pan rozmawiać o języku polityki, to Twitter Donalda Tuska daje materiał dla psychologów, językoznawców i behawiorystów, a nawet psychiatrów. Jeśli zaś chodzi o Przemysława Czarnka, to on po prostu czasami dokonuje pewnych skrótów myślowych, żeby trafić w sedno sprawy. Gdy mówi o Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej, wypowiada się jako profesor prawa i konstytucjonalista, punkt po punkcie obalając uzurpacje owego trybunału do ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski.
- A czy jest człowiekiem dialogu? Po sobotnim jego wystąpieniu, ale także na podstawie całokształtu jego drogi politycznej, wielu ma co do tego wątpliwości.
- Sobotnie wystąpienie siłą rzeczy było monologiem, bo taka była jego formuła, więc nie jest to idealny punkt odniesienia do oceny zdolności do dialogu. Jestem jednak przekonany, że program PiS, który – mam nadzieję – będzie realizował premier Czarnek, będzie wykuwał się właśnie w dialogu. Już jako minister był on otwarty na dyskusję, choćby ze środowiskami zainteresowanymi reformą edukacji. Rząd PiS wprowadził nowy standard: nasi ministrowie nie wychodzili z założenia, że pozjadali wszystkie rozumy, i potrafili uzupełniać koncepcje pod wpływem racjonalnych argumentów, nawet płynących ze strony opozycji.
- A kwestia „cnót niewieścich”? Mija pięć lat od głośnego wywiadu doradcy ministra Czarnka, w którym mówił o ugruntowywaniu tych cnót i przestrzegał przed kobiecą pychą czy zaniedbywaniem ogniska domowego. Czarnek wsparł wtedy Pawła Skrzydlewskiego w sposób mało „dialogiczny” – po prostu: „alleluja i do przodu”.
- Krytykowanie polityka za lojalność wobec współpracowników byłoby nierozsądne. W walce politycznej często próbuje się ośmieszyć rzeczy oczywiste. Same cnoty w ich słownikowym znaczeniu są zjawiskiem pozytywnym i należy je pielęgnować, zwłaszcza jeśli jest się chrześcijaninem. Dzisiaj cnotą byłaby na przykład sama chęć posiadania rodziny i dziecka. Ataki na Przemysława Czarnka często biorą się stąd, że stwierdza on oczywisty fakt biologiczny: tylko kobiety są zdolne do rodzenia dzieci. Lewica wysnuwa z tego absurdalne zarzuty o traktowaniu kobiet jako „inkubatorów”. Cnotą jest właśnie nieuleganie propagandzie mówiącej, że kobieta powinna skupić się wyłącznie na karierze. Decyzja o oddaniu się życiu rodzinnemu lub łączeniu go z zawodowym wymaga wielkiego poświęcenia i zasługuje na najwyższy szacunek.
- Donald Tusk twierdzi, że przeciwko niemu są trzy Konfederacje, wymieniając Mentzena, Brauna i właśnie Czarnka.
- Stawianie Sławomira Mentzena jako punktu odniesienia dla Przemysława Czarnka jest dla tego drugiego nieco obraźliwe. Donald Tusk zarysował pożądany przez siebie scenariusz, bo nie ma obywatelom nic innego do zaoferowania. Gdy przyjdzie czas sprawdzianu, okaże się, że nie zrealizował ani postulatów podatkowych, ani mieszkaniowych, ani światopoglądowych. Jego jedyną nadzieją jest straszenie mitycznym konglomeratem potwornej prawicy i liczenie na mobilizację, ale Jagodno już się nie powtórzy, bo ludzie są rozczarowani rządami koalicji.
- Ale czy PiS samo nie skręca w stronę retoryki konfederackiej? Przemysław Czarnek na sobotniej konwencji mówił o Ukrainie, używając słowa „bezczelność”. Brzmiało to tak, jakby na sali powiewały flagi Konfederacji.
- Nie zgadzam się. Konfederacja w swojej narracji traci z oczu polski interes, o którym mówił Przemysław Czarnek. Naszą podstawową przesłanką jest to, by Ukraina nie została podbita przez Rosję – to nasz partykularny interes i dlatego pomagamy. Jednak nie oznacza to, że mamy godzić się na wszystko. Wystąpienie prezydenta Zełenskiego w ONZ, w którym oskarżał Polskę o prorosyjskość po tym, jak sprzeciwiliśmy się niekontrolowanemu napływowi ukraińskiego zboża, było po prostu bezczelne. Można mówić o niestosowności, ale to określenie byłoby zbyt słabe. Chcemy, by Ukraina zwyciężyła, ale musimy mieć we władzach w Kijowie partnera, a nie bezczelność.
- Wróćmy do relacji z samą Konfederacją. Przemysław Czarnek jeszcze w lutym mówił, że wszystko jest możliwe w kontekście współpracy z Konfederacją Korony Polskiej, a teraz twierdzi, że nie ma możliwości, by Grzegorz Braun znalazł się w jego rządzie. Skąd ta zmiana?
- Ta wcześniejsza wypowiedź pewnie padła w szerszym kontekście, być może dotyczącym zwracania się do wyborców Grzegorza Brauna. I to właśnie będziemy czynić: będziemy uświadamiać tych wyborców, jak bardzo ten człowiek nimi manipuluje. Z jednej strony Grzegorz Braun powołuje się na wartości chrześcijańskie, a z drugiej składa hołd przedstawicielowi islamskiego reżimu w Iranie, który chrześcijan prześladuje. To jest człowiek, który twierdzi, że dba o naród, a chce likwidacji płacy minimalnej, co zniszczyłoby Polaków ekonomicznie. Mówi, że jest przeciwny imigracji, a rozmawia z delegacjami o sprowadzaniu pracowników z Indii i prosi ich, by pokazali nam, jak być wielkim narodem. To jest mentalność niewolnika.
- A co ze Sławomirem Mentzenem? On atakuje wasze propozycje finansowe, jak prezydencki pomysł „SAFE 0 proc.”, twierdząc, że to pompowanie pieniędzy i oszukiwanie ludzi.
- Sławomir Mentzen nagle się odnalazł, żeby zaatakować korzystną propozycję prezydenta Nawrockiego, podczas gdy wcześniej nie był tak wyrywny do komentowania unijnych rozwiązań, które są dla nas dużo gorsze. Mentzen w sprawach ekonomicznych jest doktrynerem, podobnie jak Janusz Korwin-Mikke. Posługuje się prostymi, nośnymi hasłami, ale dzisiejsza ekonomia jest znacznie bardziej skomplikowana i nie należy do nauk ścisłych. Jako PiS jesteśmy partią racjonalną i nowoczesną. Chcemy obniżać podatki, ale nie podchodzimy do spraw gospodarczych tak sztywno ideowo jak Konfederacja. Wiemy, że wpływy do budżetu są ważne, ale równie istotna jest partycypacja społeczeństwa w rozwoju, czego przykładem był program 500 plus..
- Czyli Konfederacja to dla was rywal, a nie partner?
- Obserwując reakcje kolegów z Konfederacji, powiedziałbym, że mamy do czynienia z „Platformą 2.0”. Bardzo gładko weszli w retorykę rodem z „Soku z Buraka” i polityków Platformy Obywatelskiej. My jesteśmy w bardzo dobrym miejscu: lewica oskarża nas o bycie „konserwą”, a Konfederacja o „socjalizm”. To oznacza, że zachowujemy racjonalne centrum, będąc partią polskiego rozwoju, głęboko zakorzenioną w tradycji i wartościach. Jesteśmy jedynym ugrupowaniem zdolnym stworzyć racjonalny rząd.
Rozmawiał Jan Wróbel, tw