Ekspert komentuje słowa Czarnka o fotowoltaice

2026-03-09 14:58

Redaktor naczelny portalu Energetyka24 Jakub Wiech był gościem „Expressu Biedrzyckiej”: - Pan Czarnek twierdzi, że fotowoltaika jest nieopłacalna i pytał kiedy mu się to zwróci, więc odpowiadam, że już mu się zwróciło. W tym momencie bowiem fotowoltaika na jego dachu zaczyna już na siebie zarabiać.

Jakub Wiech

i

Autor: Tomasz Radzik / Super Express Jakub Wiech

„Super Express”: - Jak się panu podoba popularyzowane przez Przemysława Czarnka hasło „OZE-sroze”?

Jakub Wiech: - To zaskakujący postulat człowieka, którego ekipa – mówię tu o PiS – zbudowała najwięcej Odnawialnych Źródeł Energii w historii Polski, no i który oczywiście sam ma to „OZE-sroze” na dachu. Choć podobno będzie już demontował swoje panele fotowoltaiczne. Słyszałem też wypowiedź, w której pan Czarnek liczy opłacalność swojej instalacji fotowoltaicznej. Podobno zainstalował ją 5 lat temu i zapłacił 8100 zł. Wtedy płacił rachunki 2-2,5 tys zł, a po zainstalowaniu fotowoltaiki spadły one do poziomu 1-1,2 zł.

- Czyli nie takie straszne to „OZE-sroze”, jak je malują?

- No właśnie. W najbardziej optymistycznym wariancie rachunki spadły o 1500 zł rocznie. Pan Czarnek twierdzi, że fotowoltaika jest nieopłacalna i pytał kiedy mu się to zwróci, więc odpowiadam, że już mu się zwróciło. W tym momencie bowiem fotowoltaika na jego dachu zaczyna już na siebie zarabiać.

- OZE to także sektor, który zapewnia mnóstwo miejsc pracy. Przemysław Czarnek o tym nie wie, czy udaje, że nie wie?

- Chciałbym, żeby pan minister Czarnek pojechał na przykład do firmy Famur, która może budować polskie wiatraki. Chciałbym żeby pojechał do fabryki Baltic Towers w Gdańsku, gdzie budowane są wieże do turbin wiatrowych. Chciałbym żeby pojechał do Szczecina i do Goleniowa, gdzie znajdują się fabryki wiatraków, w których pracują Polacy. Chciałbym, żeby pojechał do instalacyjnych portów serwisowych w Świnoujściu, Łebie czy Ustce i tam powiedział, że „OZE to jest sroze”.

- Ile osób znajduje zatrudnienie w sektorze OZE?

- Według różnych szacunków do 200 tys. To liczba dwa razy większa niż w tym momencie pracy daje górnictwo. Przy czym ten sektor dopiero się w Polsce rozwija.

- Ale PiS chce wracać do węgla i stawiać na górnictwo. Co prawda, jakiś czas temu Jarosław Kaczyński mówił wprost, że kopalnie trzeba zamykać, ale teraz już zmieniono zdanie.

- W zeszłym roku sektor węglowy wygenerował stratę w wysokości 8 mld 200 mln zł, co jest drugim najwyższym wynikiem w historii, jeśli chodzi o straty polskiego górnictwa. Najwyższy zanotowano w roku 2024, wtedy strata sięgnęła niemal 12 mld zł. A z czego te straty są pokrywane? Z pieniędzy Polaków. W tym roku dosypujemy do węgla 5,5 mld zł, a w zeszłym 9 mld zł. W zeszłym roku Polacy dorzucali do węgla milion złotych co godzinę. Żeby pokryć straty polskiego górnictwa. Polski węgiel się nie opłaca i nie będzie się opłacał. Są dosłownie pojedyncze kopalnie, które można wyciągnąć na powierzchnię, np. Bogdanka, i na nich powinniśmy się skupić, bo reszta jest do zamknięcia. Prędzej czy później, ale do zamknięcia.

- Zapytam więc raz jeszcze: pan Czarnek tego nie rozumie?

- Nie wierzę, że człowiek, który jest profesorem i skończył tak zacny kierunek jak prawo, nie potrafi sobie poradzić z logicznym rozbiorem pewnych faktów. To jest narracja polityczna, która ma służyć do ponownego przyciągnięcia do obozu PiS tych wyborców, którzy poszli bardzo na prawo, czyli np. do Grzegorza Brauna, który mówi dokładnie to, co minister Czarnek. „Tylko węgiel, odrzucamy wszystko inne”.

- W nocy z niedzieli na poniedziałek ceny ropy poszybowały w górę, był moment, że sięgały 120 dolarów za baryłkę. Jak poważny to będzie dla nas problem w najbliższych tygodniach? I czy tylko tygodniach?

- Wszystko zależy od tego jak potoczy się amerykańsko-izraelska operacja w Zatoce Perskiej.

- Większość scenariuszy jest raczej mało optymistyczna i wieszczy długi konflikt.

- Słyszymy, że mogą się tam znaleźć siły lądowe, a to byłaby katastrofa, jeśli chodzi o przeciąganie się tego konfliktu. Wszystko tak naprawdę leży na biurku prezydenta Trumpa i premiera Netanjahu, bo to oni podejmują decyzje. Konflikt natomiast już się rozlał poza Iran, atakowane są inne kraje Zatoki Perskiej, skąd płynie ropa naftowa m.in. do Europy. Mamy już do czynienia z przerwami w produkcji zarówno samych surowców takich jak ropa, ale także paliw. Wiemy, że stanął np. katarski, największy na świecie, hub produkujący LNG. Ogłosił pełne wstrzymanie pracy, a taka jednostka, żeby do niej wrócić potrzebuje około dwóch tygodni, a do osiągnięcia pełnej przepustowości kolejnych dwóch. Takie sytuacje będą coraz częstsze, jeśli nadal będzie dochodzić do wstrzymania ruchu przez cieśninę Ormuz. To wszystko może mieć bardzo poważne konsekwencje ekonomiczne dla światowego rynku, z nakręcaniem się spirali inflacyjnej włącznie.

- Minister finansów Andrzej Domański nie wyklucza obniżki VAT-u lub akcyzy na paliwo i dodał, że rząd analizuje wszelkie możliwe odpowiedzi na gwałtowne wzrosty cen ropy naftowej. Potrzebna jest teraz taka interwencja w rynek?

- To są mechanizmy znane z lat kryzysu 2022-24, wtedy też podejmowano takie działania jak obniżanie podatku VAT czy innych danin. Nie jest to więc nic nadzwyczajnego.

- Całemu temu zamieszaniu zapewne przyklaskuje Kreml, ile Rosja skorzysta na tej bliskowschodniej wojnie?

- Niestety, można powiedzieć, że obecnie największym zwycięzcą wojny w Zatoce Perskiej, jeśli chodzi o sektor naftowy, jest Rosja. Rosja, która dostała zwolnienie z sankcji USA na dostawę ropy do Indii, a może dostać jeszcze kolejne zwolnienia. Rosja, która jest już w tym momencie brana pod uwagę jako dostawca LNG na rynki azjatyckie. Rosja, która nadrabia straty po fatalnym ubiegłym roku jeśli chodzi o sektor ropy i gazu i która już rzuca subtelne sugestie destabilizujące sytuację w Europie. To jest w tym momencie zwycięzca i gracz, który wraca do pewnych pozycji rynkowych, które stracił w roku 2025.

Rozmawiała Kamila Biedrzycka

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki