- Polacy chcą udziału w Radzie Pokoju Donalda Trumpa, ale pod jednym kluczowym warunkiem.
- Sondaż UCE Research dla Business Insider Polska pokazuje drastyczny spadek poparcia, gdy w grę wchodzi miliard dolarów wpisowego.
- Nie Rosja czy Białoruś, a koszty są główną barierą.
Inicjatywa prezydenta USA Donalda Trumpa, mająca na celu stworzenie globalnego gremium do pilnowania porządku na świecie, budzi w Polsce ogromne emocje. Zaproszenie dla prezydenta Karola Nawrockiego wywołało falę dyskusji, a my postanowiliśmy sprawdzić, co na ten temat sądzą sami Polacy. Wyniki badania są jednoznaczne, zgoda na udział w projekcie zależy od zawartości naszych portfeli, a nie od geopolitycznych sympatii.
Czym jest Rada Pokoju Donalda Trumpa?
Żukowska odmawia prezydentowi. „Nie biorę udziału w spotkaniach, które nie wiadomo czego dotyczą”
W ubiegłym tygodniu prezydent USA Donald Trump oficjalnie powołał do życia Radę Pokoju. Jej pierwszym zadaniem ma być stabilizacja sytuacji w Strefie Gazy, jednak ambicje sięgają znacznie dalej, ma to być globalna siła strzegąca pokoju. Wśród 20 sygnatariuszy-założycieli znaleźli się sojusznicy Trumpa, tacy jak premier Węgier Viktor Orban czy prezydent Argentyny Javier Milei, ale też przedstawiciele m.in. Arabii Saudyjskiej, Turcji, Kazachstanu i Kataru.
Wielkimi nieobecnymi podczas inauguracji były kluczowe państwa Unii Europejskiej. Kontrowersje wzbudziło natomiast zaproszenie wystosowane do Rosji i Białorusi. Polska również otrzymała oficjalne zaproszenie do dołączenia do tego elitarnego, choć budzącego mieszane uczucia, grona.
Polacy mówią „tak”, ale stawiają jeden, twardy warunek
W sondażu przeprowadzonym dla Business Insider Polska przez UCE Research zadaliśmy Polakom kluczowe pytanie o nasz udział w tym przedsięwzięciu. Okazuje się, że gdyby członkostwo było darmowe, opinie są niemal idealnie podzielone.
Na pytanie: „Czy Pani/Pana zdaniem, Polska powinna mieć swojego przedstawiciela w Radzie Pokoju Donalda Trumpa, jeśli członkostwo w niej byłoby dla nas bezpłatne?”, odpowiedzi rozłożyły się następująco:
- Zdecydowanie tak – 26,1%
- Raczej tak – 11,2%
- Raczej nie – 14,2%
- Zdecydowanie nie – 22,7%
- Nie wiem/ciężko powiedzieć – 25,8%
Łącznie za przystąpieniem do Rady Pokoju opowiada się 37,3% badanych, podczas gdy przeciwnego zdania jest 36,9%. Różnica jest więc na granicy błędu statystycznego. Prawdziwa rewolucja w odpowiedziach następuje jednak, gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze.
Miliard dolarów? To zmienia wszystko!
Donald Trump postawił sprawę jasno: wpisowe do jego organizacji to równowartość 1 miliarda dolarów. I tu zaczynają się schody. Kiedy w pytaniu uwzględniliśmy tę opłatę, poparcie dla inicjatywy poleciało na łeb na szyję.
Gdyby Polska miała zapłacić za członkostwo, wyniki wyglądają następująco:
- Zwolennicy (łącznie „tak” i „raczej tak”) – 16,6%
- Przeciwnicy (łącznie „nie” i „raczej nie”) – 55,6%
- Niezdecydowani – 27,8%
Różnica jest kolosalna. Okazuje się, że dla Polaków kluczową barierą nie jest potencjalna obecność w Radzie Rosji czy Białorusi, ale konieczność zapłacenia gigantycznej kwoty 1 mld dolarów, czyli około 4 miliardów złotych. To pieniądze, które, jak zgodnie podkreślają politycy, można wydać znacznie lepiej.
Rząd i prezydent jednym głosem: „Mamy ważniejsze wydatki”
Co ciekawe, w tej sprawie panuje rzadko spotykana zgoda na linii rząd – prezydent. Mimo że Karol Nawrocki początkowo określił zaproszenie jako „prestiżowe”, szybko przyjął argumentację rządu. Zarówno Pałac Prezydencki, jak i Kancelaria Premiera podkreślają, że przystąpienie do takiej organizacji wymagałoby zgody parlamentu i nie może odbyć się kosztem krajowych priorytetów.
Premier Donald Tusk od początku studził emocje, mówiąc wprost, że Polska „nie da się rozegrać”. Podkreślił, że w budżecie są znacznie ważniejsze wydatki, na czele z modernizacją polskiej armii. Pochwalił jednocześnie prezydenta Nawrockiego za wstrzemięźliwość podczas rozmów w Davos.
Poniżej galeria zdjęć: Karol Nawrocki - Davos