Prezydent Mysłowic, Dariusz Wójtowicz umieścił w sieci nagranie, w którym przekazał, że ktoś chciał go zabić. - To nie żart - zaczął swoje oświadczenie. Po czym przyznał, że ktoś musiał dobrze wiedzieć o tym, że wybiera się on w dalszą tras autem i poluzował śruby w kołach jego samochodu. - Gdyby nie fakt, że jeżdżę bardzo ostrożnie, to mogłoby dojść do tragedii - przyznał Wójtowicz.
Kto mógł za tym stać? prezydent Mysłowic przyznał, że tego nie wie, ale może się jedynie domyślać. Dlaczego? Polityk wyjaśnił:
- (...) bo w ostatnim czasie miały miejsce zdarzenia, które ciężko nazwać przypadkowymi. Groźby, wyzwiska, szantaże nachodzenie mnie i moich najbliższych, w tym mojej partnerki ora wiele innych. Sprawę zgłosiłem organom ścigania, złożyłem również obszerne zeznania - podkreślił Dariusz Wójtowicz. Jak dodał ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie może zdradzić więcej szczegółów. - Jest mi bardzo przykro, że wśród nas żyją ludzie, którzy są zdolni do tak podłych czynów. Do usłyszenia - zakończył.
Policja bada sprawę z autem prezydenta Mysłowic
W rozmowie z radiem Eska Łukasz Paździora z mysłowickiej policji przekazał, że służby zajmują się sprawą po zawiadomieniu samorządowca: - W ubiegły poniedziałek, czyli 24 odebraliśmy od pana prezydenta oficjalne zgłoszenie w tej sprawie - powiedział.
To już kolejny raz, gdy doszło do podobnej sytuacji. Śledczy ustalają, w jakich okolicznościach doszło do poluzowania śrub w kołach auta należącego do prezydent Gdyni Aleksandry Kosiorek. Pojazdem kierował jej mąż, a wewnątrz znajdowała się trójka ich dzieci.