Potężny atak na MyDr. Wiceminister ujawnia, kim mogą być hakerzy

Wyciek danych z systemów MyDr dotyczył blisko 19 mln Polaków. Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka przekazał, że za atakiem mogą stać tzw. białe kapelusze. Zapewnia jednocześnie, że służby nie znalazły dowodów na handel wykradzionymi informacjami.

Sedno Sprawy: Michał Gramatyka
Autor: Marcin Wziontek/SUPER EXPRESS Sedno Sprawy: Michał Gramatyka
  • Potężny cyberatak na systemy MyDr ujawnił dane blisko 19 milionów Polaków, stawiając pod znakiem zapytania bezpieczeństwo medyczne.
  • Wiceminister cyfryzacji wskazuje na intrygujący motyw sprawców – "białych kapeluszy", którzy mieli jedynie zwrócić uwagę na luki w zabezpieczeniach.
  • Mimo braku dowodów na handel informacjami, służby podkreślają wagę przestępstwa. Czy Twoje dane są naprawdę bezpieczne?

Wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka odniósł się do potężnego wycieku danych z systemów firmy MyDr, dostawcy elektronicznej dokumentacji medycznej. Incydent objął dane blisko 19 mln osób i tysiące placówek ochrony zdrowia.

W programie „Tłit” WP Gramatyka przekazał, że sprawą zajmuje się m.in. cyberpolicja.

– To jest postępowanie, które jest prowadzone przez cyberpolicję. Prowadzone jest też przez ośrodki szybkiego reagowania na incydenty kryzysowe – powiedział.

Wiceminister o „białych kapeluszach”

Według Gramatyki informacje pojawiające się w środowisku hakerskim mogą wskazywać, że za atakiem stoją osoby określane jako tzw. białe kapelusze.

– Szczęściem w nieszczęściu jest to, że prawdopodobnie ci hakerzy, którzy dopuszczają się tych ataków, to są tak zwane białe kapelusze – stwierdził.

Wiceminister tłumaczył, że chodzi o hakerów, którzy deklarują, iż ich celem nie jest sprzedaż ani niszczenie wykradzionych informacji.

– Ci hakerzy nie traktują tych ataków jako okoliczność do zdobywania danych, które potem można zniszczyć albo wystawić gdzieś na sprzedaż – mówił.

„Nie wolno wierzyć w takie deklaracje”

– Nie wolno wierzyć w takie deklaracje – powiedział Gramatyka.

 – Natomiast w tej sprawie oni wręcz piszą o tym, że poziom zabezpieczeń tych firm był zbyt niski, że oni chcą na to zwrócić uwagę – mówił.

Według wiceministra służby nie potwierdziły dotąd, aby skradzione dane zostały wystawione na sprzedaż lub wykorzystane.

– Nasze służby potwierdzają, że nigdzie tych danych nie ma, że one nigdzie nie zostały wystawione, że nie zostały użyte, że (…) nikt tym nie handluje – powiedział Gramatyka.

– Nie zmienia to faktu, że to jest przestępstwo, że to jest niezwykle groźna sytuacja – powiedział.

Wyciek dotyczył milionów Polaków

Do cyberataku na systemy MyDr doszło w sierpniu. Minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski informował wtedy, że incydent może dotyczyć blisko 19 mln Polaków. Dane obejmowały informacje związane z ochroną zdrowia, a z systemów firmy korzystało około 12 tys. placówek.

Urząd Ochrony Danych Osobowych przypominał po ataku placówkom korzystającym z MyDr o obowiązku przeanalizowania naruszenia i w odpowiednich przypadkach poinformowania urzędu oraz osób, których dane dotyczą. Gramatyka podkreślił, że niezależnie od intencji sprawców sam atak pozostaje poważnym przestępstwem.

KWIATKOWSKI: Prok. Wełna to najlepszy wybór do kierowania śledztwem ws. Zondacrypto
Sonda
Czy po tak dużym wycieku danych czujesz się bezpiecznie w sieci?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki