- Maciej Żywno podkreślił, że Polska 2050, mimo słabszych sondaży, realnie uczestniczy w procesie rządzenia i współodpowiada za decyzje podejmowane przez koalicję.
- Zwrócił uwagę, że wysokie notowania Konfederacji nie przekładają się na sprawczość, bo ugrupowanie nie ma dziś żadnego wpływu na kierunek polityki państwa.
- W rozmowie z Wróblem zaznaczył, że w polityce liczy się zdolność do działania i rozwiązywania problemów, a nie tylko poparcie w sondażach, które potrafi być złudne.
„Super Express”: – Prezydent był ostatnio niemiły dla dziennikarza. Zdarzyło się panu kiedyś być niemiłym dla dziennikarza?
Maciej Żywno: – Nigdy w życiu nie zdarzyło mi się przekroczyć manier i kultury osobistej, żeby w jakiś negatywny sposób się do kogoś zwrócić, a co dopiero stanąć w postawie dosyć mocnej, tak delikatnie to ujmując.
– Wie pan, ale mówiąc szczerze, my dziennikarze też bywamy czasem zupełnymi głupkami i to, co opowiadamy, to są durnoty. Czy to nie jest wtedy moment, żeby powiedzieć tak: „Chłopie, trzeba było słuchać, co do ciebie mówiłem. Nie słuchałeś, to teraz paszoł won”?
– Proszę się nie gniewać, ale jednak zostałem wyuczony zasady, że nie ma złych i głupich pytań, mogą być tylko głupie i złe odpowiedzi. To oznacza, że nawet swoistego rodzaju powtarzalność pytań dziennikarskich może prowadzić wyłącznie do powtarzania odpowiedzi lub do jasnego sformułowania, że już się na dany temat wypowiadałem.
– Jest pan w partii Polska 2050 Rzeczypospolitej Polskiej – i po co? Czy ta partia może się komukolwiek do czegokolwiek jeszcze przydać?
– Zaczynaliśmy w Ruchu Polska 2050, przeszliśmy trudną drogę i teraz jesteśmy w jeszcze trudniejszym momencie. Wybory są w 2027 roku. W tej chwili mamy realny wpływ na rządzenie w kraju i rozwiązywanie określonych problemów. Dopóki ten wpływ jest, to ugrupowanie ma sens. Zostanie ono zweryfikowane przy wyborach za półtora roku. To nie jest czas na to, żeby – patrząc na sondaże – podwinąć ogon i się usunąć, bo nie na taki czas zakontraktowali nas ci, którzy nas wybrali. Ja w swoim okręgu senatorskim bardzo dużo pracuję i niezależnie od tego, jakie są sondaże, mam poczucie, że wykonuję kawał potrzebnej pracy. Dopóki to poczucie jest, nie mam zamiaru z tego rezygnować. Jeszcze raz podkreślę: Konfederacja może mieć teraz nawet bardzo wysokie sondaże, ale realnie nie ma w tej chwili wpływu na rządzenie. Polska 2050 może nie mieć teraz dobrych sondaży, ale ma realny wpływ i musi się z tego wywiązać, mimo wewnętrznych problemów, które już mijają. Ten spokój, który wewnętrznie zapanował, raczej powoduje chęć pracy niż ucieczkę.
– Mam wywiad z panem z czasów kampanii wyborczej. Powiedział pan w nim: „Gdy powstanie nowy rząd, należy rozpocząć rozmowy z Białorusią. Nie tyle rozmowy, ile nacisk. Mamy przecież do czynienia z reżimem, trzeba zamknąć szlaki przemytnicze”. Czy może pan powiedzieć: „Aleśmy pogadali z Białorusią, w pięty jej poszło”?
– To była wypowiedź sprzed wybuchu wojny na Ukrainie lub z jej początku. Był sposób, aby z Białorusią rozmawiać, ponieważ reżim Łukaszenki jest reżimem biznesowym. Mówię o tym, ponieważ w 2007 r. jako wojewoda podlaski byłem wysyłany jako jeden z pierwszych delegatów do rozmów z Białorusią, żeby próbować odblokować pewne tematy. Dało to efekt na przykład w postaci lepszego traktowania Polaków na Grodzieńszczyźnie czy możliwości organizowania przez nich własnych wydarzeń w samym Grodnie. Gdy zaś spadł helikopter Straży Granicznej w 2009 r. – na bazie porozumień regionalnych mogłem z ratownikami wejść na stronę białoruską do naszych pilotów. Czyli dyskusja miała sens. Można było blokować granicę, a Chińczycy naciskali na Białorusinów choćby po to, żeby zwalniali więcej osób z więzień.
"Obawiam się o stan emocjonalny prezydenta" - Czarzasty bezlitośnie o Nawrockim
– Mamy piątą rocznicę uwięzienia Andrzeja Poczobuta. Czyli nie udało się nam Białorusi „docisnąć”, nawet rękami amerykańskimi.
– Tu jest pan w błędzie. Doskonale widzę, co się udaje w tej przestrzeni granicznej, a co nie. Oczywiście nie udało się Łukaszenki przydusić do tego, żeby opuścił Putina, bo to jest człowiek Putina. Jakakolwiek większa reakcja prozachodnia Łukaszenki spotkałaby się pewnie nawet z reakcją militarną Rosji. Jednak samo dociśnięcie, chociażby przez okres, gdy były zamknięte przejścia graniczne, dało efekt. Po nacisku Chińczyków na Łukaszenkę liczba osób idących na granicę – mówię o uchodźcach i migrantach – została zdecydowanie zmniejszona. Pewnie tymczasowo, ale to zadziałało. Trzeba patrzeć na działania zarówno te duże, jak i mniejsze, które mają wpływ na cały kraj. Zgodzę się z jednym poczuciem: Łukaszenka nie współpracuje tak, jak byśmy sobie tego życzyli. On wie, że strona polska wspiera białoruską opozycję, chcąc zmiany. Bez zmiany władzy na Białorusi ta współpraca nigdy nie będzie wyglądała dobrze.
Rozmawiał: Jan Wróbel