Paweł Kukiz: Uprzedzałem, że za dwa lata będzie po Hołowni

2026-01-22 15:12

Paweł Kukiz, członek Kukiz’15, poseł klubu PiS: - Jeśli chodzi o Hołownię, gdy przyjął funkcję marszałka Sejmu, to mam na to wielu świadków, powiedziałem: „Za dwa lata będzie po Hołowni”. Tusk zaciera ręce, dlatego że tak jak w show-biznesie jedna grana w kółko piosenka szybko się nudzi. Ubolewam nad tym, bo wiem, że ten chłopak (tak Hołownię postrzegam z dawnych lat) miał naprawdę dobre intencje.

KUKIZ: POSTBOLSZEWICKA KONSTYTUCJA DO ZMIANY!

— Jakby pan był prezydentem, to przystąpiłby do Rady Pokoju, oczywiście po konsultacji z rządem?

— Mam to szczęście, że prezydentem nie jestem i nawet w momencie, kiedy startowałem na ten urząd, startowałem bardziej jako performance, niż z chęci objęcia tej funkcji. Nie daj Boże, żebym wygrał — to bym się z mostu rzucił. Natomiast, wie pan, ciężko powiedzieć. Po pierwsze, musi być bezsprzecznie wyjaśnione, czy można to, co tworzy Trump, nazwać organizacją międzynarodową, bo tu są różne opinie. Podobnie jak na przykład w sprawie tego, czy trzeba zmienić polską Konstytucję, żeby wprowadzić mieszaną ordynację wyborczą, czy nie. Są różne opinie konstytucjonalistów. Jedni uważają, że absolutnie nie ma takiej potrzeby, drudzy uważają, że jest to bezwzględna konieczność. Podobnie tutaj — część prawników, szczególnie tych specjalizujących się w prawie międzynarodowym, uważa, że to jest nowa organizacja międzynarodowa. Inni z kolei uważają, że ponieważ ona jest poza ONZ-em, nie można jej tak określić i nie może być traktowana na takiej samej zasadzie jak organizacje międzynarodowe, którym patronuje ONZ. A więc nie wiem, co ja bym zrobił.

— Donald Trump w tej sprawie paradoksalnie zjednoczył nasze dwa obozy — prezydencki i rządowy — bo ich przedstawiciele intensywnie się kontaktują.

— Przede wszystkim powinniśmy mieć na tyle doprecyzowane prawo konstytucyjne, które jasno stanowi, jakie są kompetencje prezydenta, jakie są kompetencje premiera, czy żyjemy w systemie kanclerskim, czy żyjemy w systemie prezydenckim, a wówczas znacznie mniej czasu tracilibyśmy na tak zwane dogadywanie się prezydenta albo jałowe dyskusje. To dobrze, że takie rozmowy są prowadzone. Ja jestem ogromnym zwolennikiem wspólnoty. Ja jestem państwowcem. Nie ma dla mnie znaczenia, jaki światopogląd walczy o podmiotowość państwa, o siłę państwa polskiego. Ważne, by robił to skutecznie i zgodnie z patriotyczną tradycją. Mam nadzieję, że dojdą do takiego porozumienia, że prezydent będzie przedstawicielem Polski w tej radzie.

— A Putin i Łukaszenko — to panu by nie zgrzytało?

— Mnie zgrzyta wiele rzeczy. W małżeństwie również trzeba się od czasu do czasu dogadywać i trzeba się dogadywać z sąsiadami. Możesz kogoś lubić, możesz kogoś nie lubić, ale generalnie życie to jest jeden wielki kompromis. I wie pan, emocje można wyrażać na scenie muzycznej, na sztalugach czy na blejtramie, a w polityce dane działanie ma służyć osiągnięciu celu, jakim jest pokój, więc należy rozmawiać z każdym.

— A pan czuje to podskórnie, że w tle jest pokój, czy tylko i wyłącznie interesy?

— Tylko i wyłącznie są oczywiście interesy, ale one mogą zaskutkować pokojem albo wojną. Więc na pewno interesy. My w ogóle żyjemy w takiej sytuacji, w której Rosja czy Ameryka z Chinami dzielą się światem, dzielą się wpływami, a w tle — wyjątkowo słaba Europa. Europa, która sama doprowadziła się do stanu po prostu dramatycznego tymi kretyńskimi ETS-ami, tą misją w cudzysłowie „zbawiania świata” przez grupy państw, które emitują raptem 7 proc. całego zanieczyszczenia. Administracja europejska przypomina zblazowaną francuską arystokrację, która mówi: „Jak tam chleba nie ma, to niech ciastka jedzą”. Jesteśmy słabym organizmem. Trump zdaje sobie sprawę, że jesteśmy jako Europa bardzo słabi. Podobnie Rosja — i dlatego teraz zaatakowała.

— A Grenlandia teraz się pojawia, bo to jest ta słabość Europy?

— Nie. Grenlandia to jest akurat zupełnie inny temat. Ja tutaj nie zgadzam się z tą linią. Irytuje mnie ta linia przyjęta przez media, które w pierwszej kolejności nacisk kładą na to, czy Dania powinna oddać Grenlandię i czy Ameryka ma prawo wziąć Grenlandię. W 2009 roku — a właściwie już w 1979 r. — rozpoczęły się poważne zmiany w legislacji w relacjach Grenlandia–Dania. Chciałem przypomnieć, że do początku XX wieku to w ogóle było terytorium, o które rywalizowali Norwegowie, Duńczycy itd. Natomiast mieszkają tam Eskimosi, czyli Inuici. Równie dobrze Rosja mogłaby tutaj wyciągnąć jakieś roszczenia, ponieważ cała Czukotka jest zamieszkała również przez Inuitów — i Alaska podobnie. I w 2009 roku powstała legislacja w Danii, która stanowi, że ludność Grenlandii ma prawo do samostanowienia w drodze referendum. Na tym polega demokracja.

— Co się dzieje z Szymonem Hołownią? Czy on idzie drogą Pawła Kukiza?

— Nie wiem, czy pójdzie drogą Pawła Kukiza. Ja idę swoją drogą, która jest często dla wielu niezrozumiała. Od początku cała moja działalność polityczna jest nastawiona na próby zmian podstaw ustrojowych tego postbolszewickiego państwa. I to jest mój główny cel. Natomiast w przypadku wielu polityków celem jest albo władza, albo jakieś frukta wynikające z tytułu partycypowania w życiu publicznym. Jeśli chodzi o Hołownię — gdy przyjął funkcję marszałka Sejmu, to mam na to wielu świadków — powiedziałem: „Za dwa lata będzie po Hołowni”. Tusk zaciera ręce, dlatego że tak jak w show-biznesie jedna grana w kółko piosenka szybko się nudzi. Ubolewam nad tym, bo wiem, że ten chłopak (tak Hołownię postrzegam z dawnych lat) miał naprawdę dobre intencje. Natomiast partycypacja w tym Sejmie w ogromnej mierze degeneruje ludzi. Sam pamiętam na przykładzie mojego ruchu, jak ludzie, którzy weszli do Sejmu jako ideowcy, z biegiem czasu zaczęli wchodzić w buty partyjniaków, bo dostrzegli możliwość zasiadania w spółkach Skarbu Państwa i zarabiania pieniędzy.

Rozmawiał: Marek Balawajder

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki