- Sebastian Meitz konsekwentnie podkreśla, że państwo nie traktuje zagrożenia poważnie, brakuje mu odpowiedzialnych przygotowań, sprawnego systemu alarmowania i konkretnych działań w obliczu rosyjskiej presji, co prowadzi do potęgowania strachu zamiast budowania realnej gotowości.
- Ekspert krytykuje opóźnione alerty RCB oraz brak adekwatnych komunikatów w mediach publicznych w sytuacjach kryzysowych (np. muzyka zamiast instrukcji), co świadczy o fundamentalnych lukach w informowaniu społeczeństwa i podważa wiarygodność państwa.
- Meitz akcentuje, że Polska musi być gotowa na działania poniżej progu wojny, takie jak sabotaże, awarie infrastruktury czy przerwy w dostawach energii, niezależnie od scenariusza kinetycznego, i apeluje o budowanie indywidualnej oraz społecznej odporności.
– Państwo nie jest poważne na dzisiaj – ocenił. Jego zdaniem Polska potrzebuje odpowiedzialnych przygotowań, sprawnego systemu alarmowania i zwiększenia odporności społecznej.
Wojna za wschodnią granicą, rosyjskie działania poniżej progu otwartego konfliktu oraz kolejne ostrzeżenia kierowane do obywateli budzą coraz większy niepokój. Gość „Porannego ringu” zwrócił jednak uwagę, że samo mówienie o zagrożeniu nie wystarczy.
– Ja uważam że to albo jest sytuacja coraz bardziej niebezpieczna albo faktycznie jesteśmy zagrożeni tak jak mówi rząd albo tak nie jest. Nie możemy jednocześnie mówić o tym zagrożeniu i nie może być tak że rząd nic nie robi – mówił Sebastian Meitz w „Porannym ringu”.
Rosyjskie sabotaże i działania poniżej progu wojny
Analityk przekonywał, że nawet jeśli rosyjskie wojska nie przekroczą polskiej granicy, społeczeństwo musi być gotowe na inne formy presji. Chodzi m.in. o sabotaż, awarie infrastruktury oraz możliwe przerwy w dostawach energii i ogrzewania.
– Po pierwsze do tego nie jest potrzebna żadna aplikacja, tego typu rozwiązania działają w Niemczech i one działają świetnie po drugie ja apeluję o to żebyśmy zwiększyli swoją wrażliwość i budowali swoją odporność społeczną jako społeczeństwo bo to jest niezależne trochę od tego czy będzie tutaj jakiś rozwój działań kinetycznych rosyjskich czy nie będzie. Na pewno możemy dalej liczyć na to że będą sabotaże przeprowadzane przez Rosję na pewno będą prowadzone działania poniżej progu wojny i na pewno my jako społeczeństwo musimy być na to gotowi – podkreślił gość programu.
Meitz wskazywał również na podstawowe działania, które każdy obywatel może podjąć samodzielnie. Wśród nich wymienił przygotowanie kopii najważniejszych dokumentów oraz zapoznanie się z poradnikiem bezpieczeństwa.
Bosak o płatnych spotkaniach z Nawrockim. Mówi o niezręczności
– Musimy wiedzieć co zrobić, musimy mieć kopie dokumentów. Ten poradnik który rząd wysłał abstrahując z całej otoczki tej sytuacji to nie jest bezwartościowy dokument. Ja uważam że warto go przeczytać w sposób krytyczny nawet nie pod kątem tego że zaraz tutaj wjadą Rosjanie tylko pod kątem tego co się wydarzy jeśli na przykład nie będzie prądu, co się wydarzy jeśli zimą dojdzie do przerwy w dostawach energii i ciepła. To są rzeczy szanowni państwo które mogą się wydarzyć każdego dnia tak naprawdę zwłaszcza pod tą presją rosyjską – zaznaczył.
Alerty po fakcie i muzyka zamiast komunikatów
Najostrzejsza krytyka padła pod adresem sposobu informowania obywateli. Analityk zwrócił uwagę na alerty RCB, które – jak mówił – zdarzało się otrzymywać już po wystąpieniu zagrożenia. Krytykował także brak jasnych komunikatów w mediach publicznych.
– Ja apeluję żebyśmy w końcu zaczęli działać odpowiedzialnie bo ja na dzisiaj nie widzę tej odpowiedzialności. To straszenie za którym nie idą żadne dalsze kroki to wysyłanie tych smsów alertów RCB które czasem przychodzą po fakcie – powiedział Sebastian Meitz w „Porannym ringu”.
Jak zauważył, poradnik bezpieczeństwa zaleca, aby po usłyszeniu syreny włączyć media publiczne i szukać w nich instrukcji. Tymczasem w kryzysowej sytuacji odbiorcy mieli usłyszeć muzykę zamiast niezbędnych informacji.
– To że ludzie dostają smsa potem w państwowych mediach jest grana muzyka zamiast komunikatów które by chociaż cokolwiek objaśniły tym ludziom to jest skandaliczna sytuacja bo z jednej strony w poradniku jest napisane, usłyszysz syrenę włącz publiczne media tam będą komunikaty a z drugiej strony ludzie o 5 rano czy o 4 rano dostają sms włączają publiczne media a tam jest muzyka nie wiem Elvis Presley. Tak to nie może tak wyglądać państwo nie jest poważne na dzisiaj to jest problem – podsumował ekspert.
Czy NATO zareaguje na atak?
W rozmowie pojawiło się również pytanie o reakcję NATO w przypadku rosyjskiego ataku na Polskę albo inne państwo wschodniej flanki. Meitz przypomniał, że artykuł 5. Traktatu Północnoatlantyckiego nie uruchamia jednego, automatycznego rodzaju odpowiedzi.
– Przede wszystkim artykuł piąty jest fakultatywny to nie zapominajmy o tym że to nie jest automatyczny mechanizm – mówił.
Jednocześnie podkreślił znaczenie sojuszu dla bezpieczeństwa Polski.
– To wsparcie pod artykułem piątym ono jest niezwykle ważne i uważam że on jest bardzo ważny dla naszego poczucia bezpieczeństwa ale jednak na koniec dnia to zależy od decyzji każdego z państw członkowskich NATO każdego sojusznika indywidualnie – zaznaczył gość „Porannego ringu”.
Zdaniem analityka Polska nie może więc ograniczać się do ostrzegania obywateli i oczekiwania na pomoc sojuszników. Państwo powinno przygotować społeczeństwo na kryzys, zadbać o sprawny system alarmowy i przekazywać jasne instrukcje. Inaczej komunikaty o rosyjskim zagrożeniu będą jedynie potęgować strach.