Nie Tusk, nie rząd. Spory na prawicy zdecydują o polskiej polityce

2025-12-31 5:18

Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie, ale jego zwycięstwo zmieniło układ sił na prawicy. Tomasz Sawczuk z Polityki Insight podkreśla, że PiS stracił kontrolę nad częścią elektoratu, Konfederacja stała się ważnym graczem w partyjnej grze, a dalsze losy polskiej sceny politycznej zależą od sporów i podziałów w obozie prawicowym.

Jarosław Kaczyński

i

Autor: Paweł Dąbrowski/SUPER EXPRESS Jarosław Kaczyński
  • Nawrocki przesuwa punkt ciężkości w prawicy poza PiS – jego poglądy są bliższe Konfederacji niż partii Kaczyńskiego.
  • Prezydent buduje własny kapitał polityczny – stara się być liderem całej prawicy, nie tylko reprezentantem PiS.
  • Konfederacja weszła do politycznego mainstreamu – pojawienie się irracjonalnego Grzegorza Brauna stwarza nowe wyzwania dla prawicy.
  • Przyszłość wyborów w 2027 r. zależy od sporów po prawej stronie – wewnętrzne konflikty w PiS i rywalizacja w obozie prawicowym otwierają przestrzeń dla rządu Tuska.

Nawrocki przesuwa ciężar prawicy poza PiS

„Super Express”: - Najważniejszym wydarzeniem mijającego roku były bez wątpienia wybory prezydenckie. Ich wynik nie tylko przyniósł zwycięstwo Karolowi Nawrockiemu, ale też utrwalił podziały na polskiej prawicy. To trwały wkład roku 2025 w polską politykę?

Tomasz Sawczuk: - Patrząc na miniony rok, muszę przyznać, że najbardziej fascynujące zjawiska rzeczywiście zachodziły po prawej stronie sceny politycznej. Kluczowa okazała się zmieniająca się dynamika relacji między PiS a Konfederacją. Strategia Jarosława Kaczyńskiego przy wyborze kandydata na prezydenta pokazała, że tradycyjne metody budowania większości opartej wyłącznie o PiS uległy wyczerpaniu. Prezes został zmuszony do poszukiwania kandydata zawieszonego między PiS a Konfederacją. Choć ten ruch pozwolił mu ostatecznie wygrać wybory, to zwycięstwo ma swój rewers: Karol Nawrocki, patrząc na jego poglądy, zdaje się być ideowo bliższy formacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena niż macierzystemu ugrupowaniu Kaczyńskiego.

- W PiS i jego zapleczu medialnym zwycięstwo Nawrockiego uznano za kolejny dowód na polityczny geniusz Jarosława Kaczyńskiego. Czy jednak nie mamy tu do czynienia ze zwycięstwem pyrrusowym, które w dłuższej perspektywie może osłabić jego partię?

- Zdolność do poprawnego odczytania warunków politycznych, w jakich przychodzi działać, to bez wątpienia kluczowa umiejętność dobrego polityka, którą Kaczyński posiada. Fakt, że wystawia on kandydatów o poglądach nie do końca tożsamych z jego własnymi, nie jest nowością – przypomnijmy chociażby casus Beaty Szydło czy Mateusza Morawieckiego. Oboje mieli pełnić rolę twarzy bardziej popularnych, zdolnych do przyciągnięcia wyborców, których sam Kaczyński, obciążony rekordowym w polskiej polityce poziomem nieufności społecznej, nie byłby w stanie do siebie przekonać. Nowością jest jednak to, że tym razem punkt ciężkości, dający upragnioną większość, został przesunięty poza partię.

Nawrocki nie chce być tylko prezydentem PiS

- I co to wróży PiS?

- Oczywiście, to sytuacja dla partii niebezpieczna, ponieważ część prawicy, na której musiał się oprzeć, znajduje się poza jego kontrolą. Wyborcy ci często bywają wręcz wrodzy wobec PiS, choćby ze względu na politykę rządu w czasach pandemii. W efekcie Nawrocki może zacząć postrzegać funkcję prezydenta jako własny, niezależny kapitał polityczny – jest przecież tym, który poszerzył prawicową koalicję w sposób, w jaki sam Kaczyński już nie potrafił.

- Przez pierwsze miesiące swojej prezydentury Karol Nawrocki starał się wyjść poza rolę „prezydenta PiS”, kreując się raczej na lidera całej polskiej prawicy. Udało mu się to?

- Wydaje się, że Nawrocki dąży do bycia kimś więcej niż tylko głosem prawicy – chce być postrzegany jako prezydent wszystkich rozczarowanych obecną władzą. Na początku swojej drogi akcentował aspiracje rozwojowe i modernizacyjne, starając się złowić tych wyborców, którzy niekoniecznie identyfikują się z twardą tożsamością PiS, ale czują, że rząd Donalda Tuska działa zbyt wolno lub nieefektywnie. To formuła „antytuskizmu” opartego na emocji modernizacyjnej.

Konfederacja wchodzi do głównego nurtu, Braun wprowadza chaos

- Obserwujemy trwałą utratę monopolu PiS na prawej stronie. Czy to powrót do traumatycznych dla prawicy lat 90.? Czy postać Nawrockiego zdoła utrzymać ten obóz w jedności?

To jedno z najważniejszych pytań, jakie postawimy sobie w 2026 r. Moim zdaniem, pewna formuła, łącząca solidaryzm społeczny z miękkim nacjonalizmem, na której PiS opierał swoją władzę przez osiem lat, definitywnie się wyczerpała. Jesteśmy w procesie narodzin nowej prawicy, co wpisuje się w szerszy, globalny trend, wzmocniony chociażby powrotem Donalda Trumpa do władzy. To rodzi poczucie chaosu, w którym polskie siły polityczne dopiero szukają skutecznych odpowiedzi. Nie spodziewałbym się jednak prostego powrotu do lat 90., ponieważ lekcja o szkodliwości rozbicia została przez liderów dobrze odrobiona. Problemem staje się jednak pojawienie się Grzegorza Brauna jako aktora irracjonalnego.- To znaczy?- O ile Konfederacja powstała z chłodnej kalkulacji, że tylko zjednoczenie środowisk radykalnych daje szansę na przekroczenie progu, o tyle Braun zdaje się „iść po bandzie”, testując, na ile system polityczny jest w stanie znieść zachowania dotąd nieakceptowalne. W dzisiejszych czasach, coraz bardziej emocjonalnych, taki irracjonalizm paradoksalnie może przynosić korzyści polityczne, co utrudnia tradycyjnym partiom, w tym samej Konfederacji, jakąkolwiek współpracę z takim partnerem.- Konfederacja, niegdyś marginalna koalicja radykałów, staje się częścią politycznego mainstreamu, który musi mierzyć się z jeszcze bardziej radykalnym Braunem?- Właśnie tak. Konfederacja, będąc de facto koalicją różnych ruchów, musiała nauczyć się sztuki kompromisu, co wiąże się z uznaniem pewnych ograniczeń. Ktoś, kto jak Braun nie patrzy na bilans zysków i strat, tylko biegnie przed siebie, staje się dla nich nieprzewidywalnym obciążeniem. Dla prawicy optymalnym modelem na wybory w 2027 r. byłoby wystawienie nie więcej niż dwóch list. Jeśli głosy rozbiją się między PiS, Konfederację i partię Brauna, prawica może nie uzyskać większości, a nawet jeśli ją zdobędzie, koalicja z Braunem byłaby dla Kaczyńskiego koszmarem gorszym niż niegdyś rządy z Samoobroną i LPR.

Spory na prawicy mogą zdecydować o wyborach 2027

- Polska prawica stoi przed dylematem, który widać wewnątrz PiS, gdzie ścierają się zwolennicy radykalizacji i powrotu do centrum. Jak w tym klinczu odnajduje się obecna koalicja rządząca?

- Wewnątrz PiS-u trwa walka o duszę partii. Z jednej strony mamy frakcję Mateusza Morawieckiego, dążącą do odzyskania zdolności koalicyjnej z partiami umiarkowanymi. Z drugiej strony są tzw. „maślarze” oraz środowisko ziobrystów, którzy przekonują, że w obliczu rosnącej siły Brauna PiS musi licytować się na radykalizm, by nie stracić twardego elektoratu. Ten głęboki konflikt ideowy w obozie rywali jest prezentem dla koalicji rządzącej. Pozwala on Donaldowi Tuskowi i jego partnerom pozycjonować się jako oaza stabilności i przewidywalności w tych niespokojnych czasach. Jeśli do 2026 r. rząd zdoła wykazać się sukcesami gospodarczymi, realnymi inwestycjami z KPO i sprawnym zarządzaniem państwem, może odzyskać energię polityczną. Co więcej, prezydent Nawrocki z czasem może zacząć tracić na świeżości – jego kolejne weta mogą spowszednieć, a popularność zacząć topnieć, co pozbawi prawicę jej obecnego „parasola ochronnego”. Wynik wyborów w 2027 roku pozostaje zatem sprawą całkowicie otwartą.

- Czyli najbliższa przyszłość polskiej sceny politycznej zależy dziś od tego, co wydarzy się wewnątrz prawicowego obozu?

Zdecydowanie tak. Tuż po wyborach prezydenckich dominowało przekonanie, że prawica pewnym krokiem zmierza po władzę w 2027 r. Jednak obecność trzech konkurencyjnych podmiotów na prawicy oraz wewnętrzne pęknięcia w samym PiS sprawiają, że ta pewność znika.

Rozmawiał Tomasz Walczak

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki