Polacy znają ją doskonale z setek interwencji, z pomocy dla zwykłych ludzi. Ale mało kto wie, o jej prywatnym dramacie. - W marcu przeszłam bardzo ciężki udar. Pewnego dnia obudziłam się i okazało się, że po prostu nie umiem mówić. Nie mogłam też chodzić. Przez trzy dni nie robiłam nic innego, tylko płakałam. Dodatkowym, bardzo bolesnym ciosem była śmierć mojej mamy, a stało się to krótko po moim udarze. To był naprawdę okropny czas. Jednak pewnego dnia pomyślałam: całe życie mówiłam innym, że trzeba walczyć, że nie ma rzeczy niemożliwych, więc nie mogę się poddać – opowiada Super Expressowi pani senator.
Ma za sobą dziewięć miesięcy ciężkich, codziennych, wielogodzinnych ćwiczeń, nie tylko w sali rehabilitacji, ale także w domu. Musiała od nowa nauczyć się mówić i chodzić, ale nawet przez moment nie wątpiła, że wróci do zdrowia.
i
- Walczę, bo wiem, że mam dla kogo. Wspiera mnie moja rodzina, a tysiące ludzi, ich spraw i dramatów wciąż czeka na moją pomoc – dodaje.
Od udaru minęło zaledwie 9 miesięcy, a pani senator wróciła już do pracy w swoim biurze. Do marca jest jeszcze na zwolnieniu lekarskim, ale Lidia Staroń będzie je chciała skrócić i być może już w lutym pojawi się także w Senacie i senackich komisjach. Amerykańskiej aktorce Sharon Stone, która także przeszła udar, walka z chorobą zajęła trzy lata. - Lekarze mówią, że w moim przypadku to cud. Wracam do pracy, choć nie minął jeszcze rok. Nie mam wątpliwości, że moja siła pochodzi od ludzi – podsumowuje Lidia Staroń.